Czekoladowe trufle na zapiekanej gruszce

przez Elusia
Czekoladowe trufle na zapiekanej gruszce

Czekolada i gruszka to klasyk. Krem, który zrobiłam  do gruszki jest przyjemnie orzechowy, niezwykle chrupiący i kremowy zarazem. No… miód w gębie 😉 Spróbujcie 🙂

SKŁADNIKI: 

6 gruszek

3/4 szklanki uprażonych orzechów laskowych

1/3 tabliczki gorzkiej, dobrej jakości czekolady

3/4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej ( ugotowanej  w proporcji 1:3 porcji wody)

1/3 szklanki wody ( w zależności od gęstości kaszy więcej wody lub mniej)

4 świeże daktyle  ( lub suszone zamoczone przez godzinę w wodzie)

laska wanilii- wydrąż nasiona a laskę użyj np. do gotowania owsianki

1 łyżeczka roztopionego oleju kokosowego 

dodatkowo utłuczone  orzechy laskowe i starta czekolada do posypania gotowych gruszek


 

WYKONANIE:

1.    Gruszki przekrój na pół, wydrąż z nich gniazda nasienne małą łyżeczką i upiecz przez 15 minut w piekarniku – 170 stopni

2.    Orzechy zmiksuj, ale nie na proszek, tak, aby drobniutkie kawałeczki chrupały pod zębami, czekoladę  utrzyj na tartce o grubych oczkach

3.   Do ugotowanej kaszy dodaj jedną gruszkę i resztę składników, zmiksuj na krem, reguluj gęstość kremu wodą,  i odłóż do lodówki na 1/2- 1 godzinę

4.    Formuj kulki z kremu i nakładaj na upieczone i przestygnięte gruszki

5.   Posyp gotowe trufle z gruszką  utłuczonymi orzechami i startą czekoladą

SMACZNEGO 🙂

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Pyszna sałatka z buraków i brukselki rozpieszczona sosem z nerkowców i chrzanu oraz co nieco  o chandrze

Gdy  człowieka dopada chandra, wszystko staje się obojętne. Wiecznie rozmyśla, a góry pretensji i stos argumentów za i przeciw przytłacza go ciężarem. I ta szalona wyobraźnia, co by było gdyby…  Myśli kłębią się w głowie i jeszcze bardziej przytłaczają. Mroczna otchłań pożera całą radość… i jestem jak martwa istota, i krzyczę, choć mnie nie słychać. Łzy cisną się co chwilę do oczu i co z tym zrobić? Jak to znieść. 

Mówię Ci dobij do dna. Pozwól sobie na przeżycie tego, bez reszty skrupułów. Nie oszukuj siebie, w końcu jesteś w rozpaczy, więc dobij do dna! Płacz i lamentuj, złość się i rozpaczaj. Tak całym sobą. Tak bez reszty. Żałoba niech będzie żałobą, smutek niech przeszyje Cię do szpiku kości. Poddaj się i wylej wszystkie łzy, rozłóż uczucia na czynniki pierwsze, daj upust wszystkim emocjom. Dobij dna, tylko wtedy jesteś w stanie się odbić, tylko wtedy jesteś w stanie poczuć ulgę, tylko wtedy rozładujesz stres. Niech dopadnie Cię depresja, ale dobij dna! I odbij się. Niech wszystko wokół Ciebie będzie czarne i mroczne, dobij dna, a będziesz w stanie odbić się od niego. 

Tylko nie używaj umysłu!  Nie używaj myśli! To one Cię zabijają, to one wprowadzają niepokój i nieład. Przestań się natomiast opierać uczuciom ściskania w żołądku, mdłością oraz trzęsieniu ramion i nóg. Ale nie myśl, nie rozkładaj wszystkiego na czynniki pierwsze, bądź jak wierzba na wietrze. Wg starożytnej mądrości tylko wierzba, która się poddaje wiatrowi,  przetrwa. Dąb, silny, ale twardy zawsze się opiera, to on zostanie złamany. Pozwól wyrazić się strachowi, lękowi, znieważeniu czy nędznej opinii na Twój temat. Niech zaboli Cię do szpiku kości, niech znieważy, niech opanuje. Wtedy tylko nie analizuj umysłem, nie myśl o tym, po prostu to całym sobą przeżyj. 

Nie potępiaj siebie i innych, Skoncentruj się na akcie wybaczania. Wybaczając sobie i innym, zaczynamy odkrywać, że dzięki uwolnieniu od potępienia siebie i innych, podświadoma wina zaczyna łagodzić strach. Każda negatywna czy wroga myśl, którą mamy na czyjś temat, wywołuje następne negatywne myśli, oraz bojaźliwość, ponieważ na psychicznym czy mentalnym planie, który jest niewidzialny dla gołego oka, wygląda to tak, jakbyśmy budowali dla siebie coś, czego się obawiamy, że do nas wróci. W woli przebaczenia zaczynamy rozumieć, że wszystkie rzeczy, które potępiamy u innych, są po prostu przejawami bycia człowiekiem. To, co potępiamy u siebie i innych jest człowieczeństwem, niewinnością małego dziecka w nas, które wierzy we wszystko, co usłyszało podczas dorastania.

 Zostaw więc umysł, zostaw myśli. A gdy minie ten stan, gdy odejdą przygnębiające dni, i uwolnisz się od poczucia beznadziejności, strachu, poczucia winy, zrozumiesz, że to wszystko rodzi się z nieskończoności sądów, jakie wpoiło nam społeczne programowanie. Wtedy nieświadoma wina zginie. I za każdym razem, gdy wrócą czarne chmury, gdy pojawią się kryzysowe dni, przestań potępiać siebie i innych a zamiast tego próbuj zrozumieć Twój magazyn podświadomej winy, który ulega zmniejszeniu. Człowiek jest zawsze niewinny. Człowiek jest boski!

Nawet najwięksi optymiści mają swoje doły! Dobij wtedy dna, uwolnij emocje. 

Wróciłam do żywych, Boże, świat jest taki piękny 🙂

Sałatka jest pyszna i pożywna, a składniki w niej zawarte świetnie komponują się  razem. Może być składnikiem gościnnego stołu, jak i częścią obiadu, podana np. po zupie. Dobrze też spisze się w lunch box’sie.  Spróbujcie:)

SKŁADNIKI:

4 nieduże  buraki upieczone w skórce i obrane ( zawsze piekę więcej buraków)

1 litrowy słoik brukselek

6-8 pełnych łyżek orzechów nerkowca

2 ogórki kiszone ( u mnie były malutkie, więc dałam 6)

1 cebula czerwona

2 pełne łyżki chrzanu

sól i pieprz do smaku

WYKONANIE:

Orzechy (4 pełne łyżki)  namocz w ciepłej wodzie, tak aby je przykryła

Zagotuj około 2 l wody  z solą i wrzuć do wrzątku brukselki ( uprzednio przebrane) , gotuj 3 minuty i od razu odcedź i zalej lodowatą wodą

Cebulę pokrój w piórka i posól, wymieszaj i poczekaj aż zmięknie

2-4 łyżki nerkowców upraż na suchej patelni

Ogórki pokrój w krążki lub, jeśli są duże, w kostkę

Zmiksuj orzechy  ( 4 łyżki pełne)  razem z wodą na papkę, dodaj chrzan, dosól i dopieprz i reguluj gęstość wodą, wg własnych upodobać ( u mnie gęsty jak gęsta śmietana)

Wymieszaj wszystkie składniki,  dodaj pieprz i ewentualnie sól, polej sosem i jedz z apetytem.

SMACZNEGO  🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Placki dyniowo-ziemniaczane z maka z cieciorki na maśle

Zapraszam na moje ulubione placki. Tak naprawdę ciągle szukam miejsca w moich przepisach na dynię, która obficie rodzi w moim ogrodzie. Ma ona wiele właściwości zdrowotnych, warto więc dodawać ją do potraw. Jest u nas zdecydowanie jeszcze mało rozpowszechniona i pomimo, że coraz częściej ją jemy, nie króluje na naszych stołach pospolicie. No cóż wyparły ją różności warzyw, gdzie kiedyś była bardzo ważnym składnikiem codziennych potraw. Nieco wiadomości o dyni znajdziecie TU.

Placuszki są pyszne i sycące, dobrze smakują z kozim jogurtem i kapustą kiszoną lub kiszonym ogórkiem.

SKŁADNIKI:

550 g obranych ziemniaków

200 gram upieczonej  i zmiksowanej na mus dyni ( dynię piekę w piekarniku i miksuję w thermomiksie do uzyskania gładkiej masy)

100 g cebuli

60 g mąki z cieciorki  ( możesz zastąpić np. orkiszową, ale z cieciorki jest  tu najlepsza) 

2 jaja 

8 -10 g soli

szczypta utartej gałki muszkatołowej 

kilka listków rozmarynu

masło klarowane do smażenia


WYKONANIE:

Cebulę pokrój w kostkę.

Ziemniaki utrzyj na tarce o bardzo drobnych oczkach lub od razu zmiksuj je z upieczoną  dynią.

Dodaj jaja, mąkę, sól, pieprz, gałkę muszkatołową, drobno posiekany rozmaryn i posiekaną cebulę.                           Dobrze wymieszaj.

Nakładaj łyżką masę na dobrze rozgrzany tłuszcz. Piecz placuszki do lekkiego przyrumienienia.

Podawaj z jogurtem kozim.

SMACZNEGO 🙂

 

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Kasza gryczana z bakłażanem i wedzonym tofu oraz o tym kim jestesmy

Dziś w górach biegając na nartach biegowych spotkałam człowieka na sankach. Niedowład sparaliżowanych nóg wykluczył go ze świata chodzących. Miał w rękach kijki i dwóch przyjaciół obok. Lubię zagadywać ludzi, spytałam o pogodę, co sądzą ( niemiłosiernie padało) I wiecie co, zaskoczyłam się ogromnie. Pan na sankach w spontaniczny sposób udzielił mi odpowiedzi, był pewny siebie i miły. Następnie odpychając się rękoma ( na płaskiej powierzchni, nie z górki ) pojechał na sankach ( nie mając sprawnych nóg !)  My wszyscy biegliśmy za nim ! Podziwiałam go, myśląc o nim jeszcze potem , ile charyzmy i siły ma ten człowiek. On nie usiadł na pieleszach, nie użalał się nad sobą ! Emanuje swoją siłą!  W schronisku, pomimo licznego towarzystwa, przemierzył drogę do stolika czołgając się po podłodze. Nic sobie nie ujmując i nie pozwalając nikomu na pomoc.  Byłam pod ogromnym wrażeniem i proszę nie ważcie się narzekać na pogodę ! Nie ważcie się narzekać na warunki! Cieszcie się tym co macie. Życie jest takie piękne 🙂


Kim jestem ? Ba, cóż za pytanie! Jestem człowiekiem, kobietą, córką, matką, żoną mojego męża, pasjonatką, indywidualistką, optymistką…pewnie kartki by nie starczyło na dywagacje kim tak naprawdę jestem.  Zresztą nie o to mi chodzi 🙂

Ale czy jestem ciałem? Czy jestem umysłem? Czy może wyższą świadomością? Zadając tyle pytań, mam już odpowiedzi. Jak myślicie? Ja uważam, że ciałem nie jestem, że ciało to tylko moje wspaniałe narzędzie, wehikuł do poruszania się na tym wspaniałym świecie materii. Ciało to wielki przywilej ale i wielka udręka. Choruje, starzeje się, umiera.  Świadomość zostaje 🙂

Ciało jest zupełnie podporządkowane umysłowi. To on poprzez zmysły zbiera wszystkie informacje, które wysyła ciało. Umysł jednak to nie wszystko, co jest w nas . Mamy jeszcze świadomość, która ma władzę nad umysłem. Jeżeli świadomie będę kontrolować umysł, ciało podąży za nim. To co robimy bierze się z tego o czym myślimy. Gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę, kim jesteśmy, najważniejszy staje się nasz byt, świadomość tego  kim się stajemy. Na piedestale staje nasz rozwój osobisty, priorytetem jest to kim jesteśmy duchowo. Już nie ważna staje się pozycja i posiadanie. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że posiadanie jest wynikiem działania, cięższej i efektywniejszej pracy, posiadanie jest tylko kwestią wykorzystania danej opcji. Działanie dla zysku nie stanowi statusu wartości. Prawdziwym skarbem jest to kim jesteśmy i jak radzimy sobie wg naszych ustalonych praw. 

Uważność i świadomość jest ważniejsza niż wszelkie dobra na tym świecie. Ja nie neguję tutaj oczywiście bogactwa, bo ono jest częścią naszego życia, jedynie zwracam uwagę, że w pewnym momencie życia, tym bardziej świadomym, przestajemy już mierzyć siebie czy innych statusem posiadania, a posiadanie samo w sobie staje się nie istotne. W pewnym momencie życia człowiek bowiem zaczyna poświęcać uwagę zasadom duchowym oraz rzeczom, które są uniwersalne i przekraczają to, co tymczasowe. Zaczyna utożsamiać się z postępującą uważnością  tego, czym naprawdę jest.  A to dostarcza nam innego stanowiska, z którego możemy postrzegać ciało. W taki sposób możemy zrozumieć i prześledzić nasz związek z ciałem i pojąć, że jest ono czymś co mamy, a nie czymś, czym jesteśmy. Ciało jest czymś, co do nas należy. Uwalniając się od tożsamości z ciałem możemy się nim cieszyć a także zrozumieć, że go doświadczamy.  To nie dzięki uprawianiu jogi jesteśmy szczęśliwi i zdrowi, ale dzięki byciu szczęśliwym i zdrowym wyrażamy radość życia w formie uprawiania jogi. Zrozumieć nasz związek z ciałem to zrozumieć siebie. Co o tym myślicie? 

Kochani, danie, które tu przedstawiam jest pyszne z dodatkiem ogórka kiszonego lub kapusty kiszonej. Nie przepadam za tofu, ale wędzone naprawdę daje wspaniały efekt, tym bardziej, że kasza gryczana uwielbia wędzone dodatki. No to do dzieła 🙂

SKŁADNIKI:

1 szklanka kaszy gryczanej nie palonej

1,5 szklanki wody wrzącej

6 ziaren jałowca

2 nieduże bakłażany

1 tofu wędzone ( 200 g)

1 łyżeczka majeranku suszonego lub dwie łyżeczki listków majeranku świeżego ( mój rośnie na parapecie 🙂

3 liście jarmużu

1 łyżka ghee ( masło klarowane) lub 2 łyżki oliwy

1 cebula

sól i pieprz

2 łyżki sosu sojowego


WYKONANIE:

Kaszę i  utarte w moździerzu ziarna jałowca  upraż na suchej patelni.

Dodaj wrzątek  ( 1,5 szklanki) posól i gotuj aż kasza wypije całą wodę i będzie sypka.

Jarmuż oddziel od łodyg, pokrój, posól i mocno wygnieć w dłoniach.

Cebulę pokrój w piórka i uduś na połowie tłuszczu ( ja cebulę najpierw chwilę smażę a potem duszę pod przykryciem aż stanie się szklista.

Tofu pokrój w kostkę i  skrop sosem sojowym.

Bakłażan pokrój w kostkę i posól, odstaw na sicie na 15 minut. Po czym wyłóż na rozgrzany tłuszcz, dłuższy czas nie mieszając, aby się przyrumienił. Gdy będzie miękki odłóż do innego naczynia a wyłóż na patelnię tofu i podsmaż chwilę.

Dodaj tofu, jarmuż  i bakłażan oraz cebulę do kaszy, przypraw majerankiem, pieprzem  i ewentualnie solą.

Możesz zapiec w piekarniku.

Podawaj z kiszonym ogórkiem lub kiszoną kapustą.

SMACZNEGO 🙂

 

 

0 komentarz
1 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Wyśmienite krakersy wegańskie oraz o zdrowiu i chorobie

Witajcie kochanI w nowym roku. Cóż mogę Wam życzyć w takiej chwili jak nie zdrowia 🙂 Chyba nie zaprzeczycie, że to najważniejszy aspekt w życiu. Zdrowie to podstawa egzystencjalna,  wszak nic ważniejszego w życiu nie istnieje, ponieważ brak zdrowia to brak funkcjonalności . Gdy jesteśmy zdrowi nasze życie może być aktywne i radosne. Mamy chęć do tworzenia i nic nas nie ogranicza. 

Jeżeli rozumiemy czym jest choroba, a napewno każdy z nas tego doświadczył, rozumiemy jak ważne jest zdrowie. Choroba nie przychodzi do nas z nikąd, to skutek naszych postaw i metod myślenia. Nasze myśli weryfikują nasze zdrowie. Wiem, że nikt z nas nie chce być chory, świadomie dążymy do zdrowia, ale nasza nieświadoma strona tworzy coś zupełnie innego. Jesteśmy bowiem tym, o czym myślimy.

 W przypadku choroby zawsze istnieje w nas nieuświadomiona wina, poczucie krytycyzmu i osądzania. Często program choroby zostaje nam wpisany poprzez sugestię, jaką niesie rozgłos danej choroby poprzez nagłośnianie jej np. w telewizji. Umysł kupuje dane informacje a dana osoba akceptuje fakt, że jest od niej zależna. Tak pogrążamy się w epidemii. Nieświadoma wina nadaje moc,  przejawiając się w autonomicznym układzie nerwowym i zaburzając gospodarkę hormonalną. Negatywne emocje nasilają proces choroby a strach i wina nadają chorobie energii. Niestety,  ciało wyraża to w co wierzy umysł. 

Napewno słyszeliście o akupunkturowym układzie energetycznym w ciele człowieka, który przeplata nasze ciała i nadaje mu energię życia. Układ ten możemy aktywować i uzdrawiać poprzez, między innymi akupunkturę.  Jeżeli nasze postawy, myśli i przekonania są w równowadze to przepływ energii jest niezakłócony i przemierza wszystkie kanały energii stymulując każdy narząd w ciele.  Jeżeli natomiast dopuszczamy do siebie negatywne myśli, przepływ energii w którymś z dwunastu meridianów zostaje zaburzony, jeżeli to się powtarza, w dotkniętym organie rozwija się choroba. I tak negatywne emocje rozwijają proces choroby. 

Bardzo ważne jest aby wyrazić chęć do przyjęcia pozytywnych postaw mentalnych i uwolnić się od poczucia winy i strachu. Świadomość, że to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze zdrowie pozwoli na konstruktywne uwolnienie się od negatywnych myśli i kontrolę negatywnych programów, które to mają na nas ogromny wpływ. Wtedy to zrozumiemy, że zdrowie jest czymś, co bierze się z naszego wnętrza a my sami przestajemy myśleć o sobie jak o bezradnej ofierze  chorób. To umysł tworzy z nas ofiary wypadków, wirusów i chorób. Jest potężny i wiara w to co nam sugeruje ma ogromną moc. Wiem, że niektórzy, nie zgodzą się ze mną, ale to tylko przejaw strachu  przed przyznaniem się, że nie kierujecie się pozytywną postawą mentalną.

Ćwiczmy w sobie uwolnienie się od poczucia winy, strachu i kontrolujmy nasz umysł.  Wybaczajmy sobie i innym,  wybaczając zaczynamy budzić w sobie współczucie, a współczując zaczynamy widzieć, że wszystko wokół nas jest niewinne. W każdym z nas drzemie wrodzona niewinność, która jest nam dana na zawsze i nigdy nie ginie. To właśnie ta niewinność wierzy we wszystko, co zasugerował jej umysł, chłonąc przeróżne programy. Ta niewinność nie posiada żadnego systemu ostrzegawczego i nic jej nie upomina, a żyjemy w świecie wiecznych programów. Tak to łapiemy wszystko jak dzieci ( i jako dzieci).

Troszcząc się o siebie, kochając siebie możemy pozbyć się negatywizmu a rozumiejąc naszą niewinność usunąć wszystkie programy, które zostały nagrane na nasz dysk.  Umysł jest naprawdę potężny. Ciało uwierzy  we wszystko, co zasugeruje mu umysł! 

Wspaniałe krakersy! Znikają z talerza jak świeże bułeczki. Chrupiące i smaczne staną na wysokości zadania na każdą okazję. Długo poleżą w pudełku metalowym na ciasteczka. Stanowią sycącą przekąskę jako same do chrupania jak i świetne śniadanie w połączeniu np. z  pastą z selera ( przepis TU) czy pastą z dyni i słonecznika ( przepis TU) lub dipem z marchewki ( przepis TU)

SKŁADNIKI:

140 g pestek słonecznika

160 g siemienia lnianego

140 g białych ziaren sezamu ( możesz zrobić z czarnymi ziarnami, wtedy krakersy zmienią kolor)

220 g mąki jaglanej ( możesz zmielić kaszę jaglaną w robocie kuchennym)

1 łyżeczka soli

110 g oleju kokosowego

500 g wrzącej wody

WYKONANIE:

Wymieszaj wszystkie składniki dokładnie oprócz wrzątku. Następnie dolej wrzątek  i wymieszaj ponownie.

Ciasto nakładaj łyżką na dużą formę i rozłóż je na grubość 3 milimetrów. Piecz w temperaturze 170 stopni około 15 minut.

Gdy przestygnie pokrój ciasto w małe prostokąty.

Czynność powtarzaj aż do wyczerpania ciasta.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
1 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
poprzednie posty

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress