Łazanki gryczano- orkiszowe

przez Elusia
Łazanki gryczano- orkiszowe

Wspaniały czas grudniowy, pomimo szarych czy ponurych dni, taki majestatyczny, gdzie z pełnym patosem ale i spontanicznością czekam na magię świąt. Te wieczory, pełne ciszy, spokoju i wrażeń mają niesamowitą głębię, gdzie można zaszyć się pod kocem z ciepłą herbatką i marzyć, medytować, czytać… To czas na refleksję, skupieniu się na własnym ja, wyciągnięciu wniosków i przygotowaniu do lepszego.. lepszego jutra, lepszego siebie, do wiosny. To zbieranie sił na trudy ciepłych dni, gdy ogród pełną parą ruszy w wegetację i nie zaczeka już wtedy na spóźnialskich, będzie bezlitośnie dążył do wydania plonów, chwastów. Ach, czyż nie wspaniale teraz przy ogniu w kominku rozkoszować się chwilą, zagubić w blasku świec i utopić w lampce dobrego wina. Czy można lepiej spędzić ten czas, jak teraz, przy gwiazdkach świecących w oknie na tle czarnej ciemności, gdy księżyc zagląda do pokoju. Spokojnie planuję czas, gdy czekają zdemaskowane przez poranne słońce szyby okien i zakurzone firanki… A chwila płynie leniwie, masz czas, masz czas dziewczyno, wieczory takie długie, a święta takie przyjemne…

Łazanki zrobione wg makaronu soba, mają wspaniały orzechowy smak i nieco twardszą konsystencję od pszennego. Makaron ten jest bardzo popularny w Japonii, gdzie wykorzystuje się go na różne sposoby i miesza z inną mąką w różnych proporcjach. Oczywiście można zrobić soba z samej gryki, a  orzechową wodę po ugotowaniu makaronu pozostawić do wykorzystania do zupy, sosu czy gotowania warzyw, kasz. Makaron jest nieco kruchy, świetny w konsystencji, lekko orzechowy i pyszny. Warto zrobić go więcej i wysuszyć na stolnicy. Świeży wystarczy gotować dosłownie trzy minuty.

SKŁADNIKI:


150 g mąki gryczanej

150 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej

woda i sól


szklanka grzybów suszonych

1 duża cebula ( u mnie czerwona)

400 g kiszonej kapusty

2 liście laurowe

4 kulki ziela angielskiego

2 goździki

4 kulki owoców jałowca

1/2 łyżeczki kolendry ( uprażonej i utłuczonej)

1/2 łyżeczki majeranku

2 łyżki sosu sojowego

4 łyżki oliwy

sól i pieprz do smaku


WYKONANIE:


Grzyby namocz  w szklance wody na kilka godzin, ugotuj w tej samej wodzie, odcedź ( wodę pozostaw!) i pokrój na mniejsze kawałki.

Kapustę odciśnij z soku, cebulę obierz i pokrój w kostkę.

Zalej kapustę wodą z grzybów, dodaj wszystkie przyprawy  i gotuj do miękkości. W razie potrzeby uzupełniaj wrzątkiem.

Rozgrzej olej i uduś cebulę aż będzie szklista ( ja duszę pod przykryciem na bardzo wolnym ogniu, czasami mieszając, wydobywam z niej w ten sposób smak umami – wiadomości o umami TU.

Dodaj do uduszonej cebuli grzyby i odciśniętą lekko kapustę, dopraw solą i pieprzem. Zagotuj.


Wymieszaj obie mąki, zrób kopczyk i wlej w niego wodę oraz szczyptę soli, wymieszaj i ugniataj ciasto na makaron. W razie potrzeby dodawaj wodę. Ciasto ma być elastyczne i zwarte.

Podziel ciasto na dwie części i rozwałkuj każdą na grubość 2 mm. Krój łazanki.

Ugotuj łazanki w  osolonej wodzie około trzech minut.  Odcedź i wymieszaj z gotową kapustą.

Najlepsze następnego dnia.

SMACZNEGO 🙂

2 komentarze
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Wegański pasztet świąteczny i o tym, dlaczego zostałam wegetarianką

Zwierzęta zawsze wzbudzały we mnie zachwyt, nigdy też nie bałam się psów, kotów, kur, krów i tym podobnych. Wychowałam się na prowincji, więc nie obce mi były codzienne wyprawy z mamą do PGR-u z kanką po mleko, czy wizyty na targu z ojcem po żywe kury. W moich czasach karpie pływały w wannach domów i nikogo to nie dziwiło, nikogo… oprócz mnie i pewnie innych dzieci, gdy ojciec podjął decyzję unicestwić biedaka. Jako mała dziewczynka zdążyłam tak zaprzyjaźnić się z rybą, że żadna siła nie wyprowadziła mnie z łazienki, gdy intuicyjnie czułam, że coś się niedobrego święci. Gdy wracałam z mamą z zakupów, przyjaciela- karpia już nie było, a mnie ogarniała czarna rozpacz ( zaoszczędzili mi chociaż rzeźni mordu 😉

To samo powtarzało się z uwięzioną pętlą kurą, która, bidula, czuła pewnie co ją czeka, i nic nie pomagały moje całusy i zapewnienie, że bardzo ją kocham. Cóż, dzieci nie zdają sobie sprawy, co kryje się pod ulubionymi kabanosami, szynką na kromce chleba czy w sosie z ulubionymi kluskami. 

Na wsi, gdy byłam już sprawcza w swoich decyzjach poznałam świnię, przekonując się jak świadomym i emocjonalnym oraz mądrym jest zwierzęciem. Poruszyło to moje najgłębsze pokłady empatii i współczucia. 

Jednak, widocznie jeszcze nie dojrzałam wtedy do świadomej decyzji niejedzenia mięsa, targana presją z zewnątrz i, przyznam szczerze, unikająca skutecznie czytania o łamaniu praw zwierząt ( z resztą jakież wtedy były informacje),   tkwiłam w ogóle zamiast stać się jednostką. Tak, to były czasy, gdzie wegetarianizm był jakimś dziwacznym wymysłem jednostek. Zresztą informacji na ten temat było jak na lekarstwo.  Gdy stałam się wegetarianką, zostałam zupełnie wyalienowana z grona mięsożerców jako dziwaczka i szarlatanka. Z czasem sama zrozumiałam, że trudno jest funkcjonować wśród ludzi o innym spojrzeniu na konsumpcję, jest się wyrzutkiem. Niestety,  kuchnia ludzi łączy, integruje i zespala. Wspólne biesiady to wspólne jedzenie. 

Tak do końca jeszcze nie wiedziałam jak te zwierzęta trafiają na talerz, w jakich wstrząsających warunkach umierają i jak żyją, że mięso, które na co dzień trafia do naszych żołądków jest naszpikowane smutkiem, cierpieniem i strachem. Pomijam tu antybiotyki i hormony, które każde zwierzę hodowlane otrzymuje profilaktyczne. 

Jak więc to, bo czegoś tu nie mogłam pojąć, kota i psa kochamy a świnię mamy głęboko w poważaniu, czyż ona równie jak inne zwierzęta, jak pies, jak kot, nie czuje strachu, radości, bólu czy stresu. Czyż ona nie chce żyć… 

Nasz świat jest zupełnie oddzielony od hodowlanych zwierząt, więc absolutnie nie widzimy związku szynki czy kabanosa z losem okropnie traktowanych i zabijanych świń, które są nie mniej sympatyczne i inteligentne od naszych psów. Nie będę tu rozpisywać się o dramatyzmie, bo trudno mi pisać o strasznym cierpieniu. Wiem jedno, gdybyśmy wszyscy wiedzieli ile traumy, cierpienia i krzywdy jest w kawałku kiełbasy, gdybyśmy doświadczyli kontaktu z tymi istotami, by później poddać je straszliwej męce, nigdy takiej rzezi te czujące istoty by nie doświadczyły. Dawniej człowiek zabił zwierzę, które chodziło po trawie, czy biegało po lesie, strach i męka to była kropla w morzu w porównaniu z dzisiejszą, że tak powiem, zagładą zwierząt.

Nie jestem ortodoksyjna i nigdy nie roszczę sobie praw do pouczania innych jak i co mają jeść. Wiem i ufam bowiem, że w wielu kwestiach działamy nieświadomie i nawykowo, nie zastanawiając się nad całością. Wszyscy bowiem jesteśmy przecież równie emocjonalni, uczuciowi, dobrzy jak nasi bracia- zwierzęta. Ale też zdaję sobie sprawę, że mięso to bardzo pożywne, dające wszelkie składniki, stymulujące i wzmacniające pożywienie. Wegetarianie a zwłaszcza weganie muszą naprawdę bardzo skrupulatnie komponować swoją dietę,  w której może pojawić się wiele niedoborów. Można to oczywiście naprawiać wysokiej jakości suplementami. I co jest najważniejsze kochani ; że wszystko jest w naszej głowie, czyli masz to, co myślisz że masz 🙂

W imię dzisiejszego przesłania namawiam Was  ( choć wiem przecież, ze większość z Was, którzy mnie odwiedzają to wegetarianie) do upieczenia na co dzień czy od święta pysznego, wegańskiego pasztetu, który, jeśli tylko choć trochę zmienimy nasze podejście do jedzenia, naprawdę smakuje wybornie. Pasztet bez krzywdy, bez przemocy, bez strachu i bez cierpienia.

Jest nieziemsko kremowy, wilgotny i smaczny. Ma cudowną konsystencję i wyraźny smak. Osobiście nie przepadam za takowym, ale wierzcie mi, ten każdego do siebie przekona. Można go jeść na chlebie, jako pasta z chrupiącymi warzywami, polany olejem z dodatkiem kiszonek a nawet prosto z foremki, bo ja tak właśnie nie mogę mu się oprzeć.

SKŁADNIKI:


1 szklanka kaszy jaglanej  ugotowanej  ( w proporcji 1 do 2 szklanek wody)

1/2 szklanki cieciorki ugotowanej odcedzonej

60 g pestek dyni uprażonych i zmielonych


1 marchew, 1 pasternak, 1/2 pietruszki, kawałek korzenia selera

2 gałązki wraz z liśćmi selera naciowego

2 cebule

3 ząbki czosnku

100 g pieczarek

1 szklanka suszonych grzybów wcześniej namoczonych w małej ilości wody i ugotowanych oraz odcedzonych ( możesz ugotować więcej grzybów i wykorzystać je do np. łazanek)


2 listki laurowe, 5 kulek ziela angielskiego, 4 kulki owocu jałowca

1/2 łyżeczki kolendry – uprażonej i utłuczonej w moździerzu, 1 łyżeczka tymianku, 1 łyżeczka majeranku

1/2 szklanki sosu pomidorowego ( przepis TU) lub pulpy pomidorowej

3 łyżki sosu sojowego

1 łyżeczka miodu

olej

sól i pieprz do smaku

woda wrząca


WYKONANIE:


Wszystkie warzywa pokrój w sporą kostkę. Pieczarki również.  Cebulę w małą kostkę.

Cebulę włóż do garnka z olejem i wszystkimi przyprawami i duś aż będzie szklista. Wtedy usuń przyprawy ( owoce i listki)

Na rozgrzany olej na sporej patelni wrzuć warzywa korzenne i smaż, pilnując, żeby się nie przypaliły, mieszając, przez aż będą al’dente. Wtedy dodaj do nich łodygi selera naciowego wraz z liśćmi, pieczarki i czosnek. Smaż jeszcze aż warzywa będą miękkie.

Wtedy polej warzywa sosem sojowym ( 3 łyżki) i dodaj miód, mieszając smaż jeszcze chwilę ( uważaj, bo teraz łatwo je przypalić)

Do warzyw dodaj 1/4 wrzątku, przykryj je i duś jeszcze przez chwilę.

Do warzyw dodaj uduszoną cebulę, kaszę jaglaną, cieciorkę, grzyby, sos pomidorowy, sól i pieprz i zmiksuj wszystko na gładką masę.

Umieść masę w foremce wysmarowaną tłuszczem i piecz w 170 stopniach 40 minut.

Pozostaw w foremce do całkowitego wystygnięcia.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Chałwa, czyli jak osłodzić sobie życie i o duchowości

Duchowość, którą jeszcze do niedawna rozumieliśmy zupełnie odmiennie, dziś kruszeje i traci swoją powagę a nasze postrzeganie świata stało się w pewnym sensie pewnym chaosem, rozmytym tłem dla wiary, która staje się krucha i niepewna. Stare paradygmaty, które budowały nasze przekonania legają w gruzach i nic tak naprawdę nie jest w stanie już tego zatrzymać. Dawne realia wiary nie pasują do dzisiejszej rzeczywistości i są jakby ze snu, rozpadając się i nie dając posklejać w całość. Na tych starych podwalinach próbujemy budować nowy rodzaj świata. 

I tak naprawdę nie chodzi tu tylko o kwestie wiary, wiary w boga, czy uduchowienie, bo nawet  najśmielsi  ateiści wiedzą, że jest jednak jeszcze coś więcej niż samo istnienie materializmu, jest jednak coś jeszcze, niekoniecznie poprzez wyznawanie jakiejś wiary czy związanych z nią rytuałów. Każdy z nas przekracza przecież granice swojej rzeczywistości. A religia czy związane z nią rytuały tracąc na wartości tworzą podstawy do celebrowania życia, jako takiego, bo tak naprawdę całe nasze istnienie na tym świecie jest cudownym rytuałem i religią. A każdy dzień to obrządki naszej codzienności. 

 Jesteśmy przecież kontinuum ogromnego kosmosu, całości, niewyobrażalnej przestrzeni i wszystkich istot żyjących na tym świecie. Jesteśmy kroplą wszystkich kropel wody, częścią wszystkich części, zwierzęciem pośród całego świata zwierząt i drzewem, pośród wszelkich lasów planety. Nasza tożsamość łączy się z autentycznością całego świata a nasza świadomość tkwi w źródle jestestwa. 

Nasze emocje mają niepojętny związek z naturą, którą sami jesteśmy. Związani a zarazem rozdzieleni tworzymy jedną całość z całym wszechświatem. 

Chałwa to alternatywa dla łasuchów, najlepsza zrobiona własnoręcznie. Tylko dwa składniki wzmocnione solą i wanilią. Możesz dodać do niej kakao, wtedy będzie kakaowa. Pyszna, tłusta, stymulująca i zaspokajająca zmysły – gorąco polecam.

SKŁADNIKI:


500 g sezamu (  u mnie niełuskany, biały)

2 łyżki miodu ( mniej lub więcej, zależy jak słodka ma być chałwa, czyli wg gustu)

1- 2 laski wanilii

odrobina soli ( sól zawsze wzmacnia smak)

możesz dodać kakao- 1 łyżkę


WYKONANIE:


Sezam upraż na suchej patelni, mieszając ciągle, aż uwolni wspaniały zapach

Odstaw sezam i poczekaj aż ostygnie.

Miksuj, aż zamieni się w maślany, tłusty  krem, dodaj miód i ziarenka wanilii oraz sól. Wymieszaj.

Uformuj chałwę, ujarzmiając ją w naczyniu, umieść w lodówce. Poczekaj z dwie godziny i pałaszuj 🙂

SMACZNEGO 🙂

2 komentarze
1 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Wyborne trufle i kilka słów o czekoladzie

Uwielbiam czekoladę, do tego stopnia, że czuję dyskomfort, gdy nie mam jej w domu. Zresztą, miałam wrażenie, że należała mi się. Dlaczego? Bo któż wytrzyma bez słodyczy całymi dniami, tygodniami, miesiącami a nawet latami. Gdziekolwiek się człowieku nie pojawisz, wszędzie kuszą cię czymś słodkim! A co, jak postanowiłaś nie jeść słodyczy? No właśnie, i tu wyraża się moja sprawiedliwość. Oni jedli ciasta, torty, bułeczki, pączusie, a ja wyciągałam z torebki moją gorzką, ekologiczną, raw czekoladę 🙂 I tak przez lata uzależniłam się od niej totalnie. A, wierzcie mi, jest się od czego uzależnić. Przywiązałam się do niej kompletnie i nie, żebym była dumna z tego faktu, jednak wtedy wydawało mi się, że wygrałam. W końcu to inni jedli te pełne modyfikowanej pszenicy, nabuzowane białym cukrem paskudztwa. I tak zostałam czekoladocholikiem.

Oczywiście, czekolada to niekwestionowana królowa słodyczy. Uwodzi swoim smakiem i zapachem i dostarcza bardzo silnych wrażeń, niczym pocałunek kochanka. Ba, poprawia nastrój, wzmacnia koncentrację i dodaje energii. Jest jak słodki narkotyk, likwidując zmęczenie, niwelując apatię, dodając wigoru i podnosząc endorfiny. Nie od parady wojowniczy azteccy pokrzepiali się kakaowym napojem bogów przed bitwą. Była istnym złotym trunkiem.

I tak żyję ze swoim uzależnieniem, dziś jednak bardzo się ograniczam 🙂 To tak jak alkoholik – nie pije, nie pije, a jak załapie to tydzień z głowy … No, przez tydzień to ja ich jeść nie będę, bo, jak to moja mama mówi, chyba by rogi miały, ale może dwa dziennie…. 😀  Pyszne, bez cukru i innych zbędnych dodatków trufle zaskoczą niejednego łasucha. Szybkie i łatwe w wykonaniu, zadowolą smakiem i zaspokoją łakomstwo na słodycze. Masło orzechowe, które zrobicie sami do tych słodyczy, użyjecie również do  domowych snickersów – przepis TU, domowej nutelli- przepis TU, wyśmienitych trufli wegańskich – przepis TU.

SKŁADNIKI:


12 świeżych daktyli ( u mnie medjool)

2 łyżki masła z fistaszków ( przepis TU)

12 orzeszków arachidowych uprażonych ( nie solonych)

1 tabliczka gorzkiej czekolady

1 płaska łyżka oleju kokosowego


WYKONANIE:

Daktyle przekrój na pół, wyjmując ostrożnie pestkę ( rozkrój je tak, jakbyś chciała rozkroić pestkę).

Delikatnie rozłóż połówki daktyli, robiąc miejsce na masło orzechowe.

Rób niewielkie kulki z masła orzechowego, wkładając w środek orzeszek i nadziewaj nimi połówki daktyli.

Możesz użyć więcej orzeszków, np. kolejnych 12 sztuk utłuc w moździerzu i wymieszać z masłem orzechowym, wtedy trufle będą bardziej chrupiące.


Roztopienie czekolady:

Czekoladę posiekaj na pół centymetrowe kawałki i wraz z olejem umieść w naczyniu, które postawisz na drugim naczyniu z mocno ciepłą, parującą wodą ( ale nie wrzątek, aby czekolady nie zwarzyć). Roztop czekoladę.

Wtedy widelcem delikatnie zanurzaj  w roztopionej czekoladzie gotowe daktyle i układaj na pergamine lub papierze do pieczenia. Poczekaj aż czekolada zastygnie ( możesz przyspieszyć proces w lodówce).

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
1 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Potrawka z soczewicy i bakłażana w pomidorowym sosie

Jak na potrawkę przystało jest sycąca i treściwa, urozmaicona bogactwem warzyw i białkiem w postaci soczewicy. Dobry efekt daje tu opalony nad ogniem lub w ogniu bakłażan, który to tworzy świetny  grillowany posmak potrawy. Jeśli jednak nie masz możliwości zwęglenia skórki bakłażana dodaj nieco więcej wędzonej papryki a bakłażana pokrój w kostkę i upiecz w piekarniku. Podawaj z ugotowanym, prostym ryżem.

SKŁADNIKI:


1 bakłażan

1 cukinia

1/2  szklanki soczewicy czerwonej

1/2 szklanki soczewicy brązowej

1 papryka czerwona

1 duża cebula

1 duża marchewka

4 ząbki czosnku

1 szklanka sosu pomidorowego ( przepis TU) lub pupy pomidorowej

wrzątek

1 łyżeczka ziaren kuminu rzymskiego

1 łyżeczka ziaren kolendry

1/2 łyżeczki wędzonej, słodkiej papryki

1/2 łyżeczki chili

1/2 łyżeczki cynamonu

1/2 łyżeczki oregano

pieprz i sól

oliwa

1/2 szklanki jarmużu solonego  ( przepis TU) ( opcjonalnie, ale warto dodać)

liście zielonej pietruszki


do podania ugotowany ryż na sypko


WYKONANIE:


Soczewice  wypłucz, zalej 2,5 szklankami wody i zagotuj.

Cebulę pokrój w kostkę, czosnek posiekaj  i zeszklij na oliwie. Odłóż.

Marchewkę zetrzyj na tartce o dużych oczkach, podsmaż na oliwie. Odłóż.

Paprykę pokrój w kostkę, podsmaż na oliwie, odłóż.

Cukinie pokrój w kostkę, podsmaż. Odłóż.

Bakłażan opal nad palnikiem, aż skórka będzie zwęglona. obierz i pokrój w kostkę. Ja wkładam cały bakłażan do żaru w piecu i zostawiam go tam na 10 minut, jest idealnie gotowy. Ale możesz pokroić go w kostkę i upiec w piekarniku, lekko smarując go tłuszczem lub podsmażyć go wraz z cukinią.

Kolendrę i kumin upraż na suchej patelni i utrzyj w moździerzu.

Do gotującej się soczewicy dodaj wszystkie warzywa, przyprawy, dosól, dopieprz i gotuj do miękkości warzyw i soczewicy.

Dodaj sos pomidorowy, jarmuż, liście zielonej pietruszki. Ureguluj potrawkę wrzątkiem ( nie może być zbyt sucha, raczej niech to będzie gęsty sos.

Podawaj z ryżem na sypko.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
poprzednie posty

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress