MEDYTACJA PRZY GONGU I MISACH TYBETAŃSKICH

przez Elusia

Zapraszam Cię na niebywały relaks i medytację przy nadzwyczajnych dźwiękach gongu i mis tybetańskich. Nawigując moim głosem wprowadzę Cię w stan rozluźnienia i uspokojenia umysłu a dźwięki mis i gongu dopełnią ten stan.

Otwórz się na niezwykłe wewnętrzne doświadczenie przy relaksujących dźwiękach mis i gongów tybetańskich ! W kąpieli tych instrumentów wyciszysz umysł i wejdziesz w stan głębokiej relaksacji. Nie obiecam Ci, że osiągniesz  ten stan na długo, ale pewne jest, że doświadczysz uniesienia i zapamiętasz to uczucie błogości. Medytacja dla początkujących nie jest łatwym zadaniem, nie jest łatwo uciszyć rozszalały umysł. Nie można walczyć z myślami, na siłę je wypierając, ani  z dnia na dzień oczekiwać błogiego stanu, z czym się kojarzy medytacja. To jest proces, który niesie wiele rozczarowań, jednak każdy następny krok otwiera małe okienko. Codzienna praktyka to jedyna droga do skutku. Nie ma innej metody. W naszym ciele mieszka Ego, które zawsze jest gotowe przekonać Cię, że są ważniejsze sprawy niż siedzenie czy leżenie bez ruchu w medytacji. Mamy mnóstwo programów i przekonań determinujących nasze życie, to one decydują o naszych relacjach, stanie na koncie, myślach i jakości życia.

Poprowadzę Cię, nawigując głosem, do rozluźnienia ciała, do wyciszenia umysłu, do spotkania ze sobą. Pomogą nam w tym dźwięki mis i gongu tybetańskiego, dźwięki, których umysł nie interpretuje, a które wnikają głęboko do ciała, do komórek. Wszystko jest energią, wszystko wibruje a  gong i misy wytwarzają specyficzne dźwięki, które z wielką precyzją masują i rewitalizzują organizm. Niebywała właściwość gongu i mis polega na bezpośrednim wnikaniu jego energii do komórek, ponieważ, jak pisałam, umysł go nie interpretuje, czyli dźwięki te pomijają emocje. Gdy popłyniesz za dźwiękiem, pogłębisz zrozumienie wszelkich procesów i przemian zachodzących w ciele. Dźwięki te synchronizują półkule, łatwiej więc wejść przy nich w proces wyciszenia, uspokojenia i relaksu.

Sesje odbywają się w moim domu, w przygotowanym do tego pomieszczeniu, w miłej atmosferze, w radosnej scenerii, wśród blasku świec, zapachu białej szałwii. Otoczę Cię magią i miłością….. Przyjedź 🙂

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

 

W kołowrotku życia wszystko, co do nas przychodzi od razu otrzymuje etykietkę. Oceniamy wszystko z góry, coś jest dobre, coś jest złe. Nasze życie składa się ze zdarzeń, które przynoszą przeróżne stany emocjonalne. Oczywiście „dobre” emocje przyjmujemy z radością, uważamy, że są nasze, a te „złe” odsuwamy, krytykujemy, często obwiniamy za nie innych i chcemy wyprzeć je z czasoprzestrzeni. One są niewygodne, rujnują nasze zdrowie, życie… ale, czy na pewno? Ciągłą walką z tym nie proszonym gościem, co to szydzi z nas potwornie, wypieramy emocje, zamiast je, po prostu, przeżywać, po prostu, nazywać po imieniu i przyjąć, jak swoje. Nic bowiem nie jest dobre ani złe, wszystko jest zawsze takie, jakie ma być. Przyjmując każdą chwilę, która do nas przychodzi, kochając ją taką, jaką jest, przyzwalając na jej istnienie, nadajemy życiu inny bieg,  pozwalamy emocjom się przejawić, a co za tym idzie uwolnić. Każda chwila daje siłę następnej chwili, jeśli ukochamy tę, która jest, w chwili obecnej, następna przyniesie odbicie lustrzane tej, którą ukochaliśmy. Każda chwila, właśnie ta, która jest ( tu i teraz) przynosi owoce dla chwili następnej.  A oto przypowieść o chińskim wieśniaku, który, jak się domyślacie, nigdy nie walczył z obecną chwilą;

„Chiński wieśniak uprawiał swoje pole z pomocą starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza, a kiedy sąsiad wyraził wieśniakowi współczucie z powodu takiego nieszczęścia, ten odpowiedział: „Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?” Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni, i tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy. A ten rzekł: „Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”

A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę. Wszyscy uważali to za nieszczęście. Ale nie chłop, którego jedyną reakcją było: „Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”                            Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze i zabierali do wojska wszystkich mieszkających tam sprawnych młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn tego wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju. Czy teraz to było szczęście?”

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Kochani, rozwój duchowy to nie koncepcje, programy, ustawienia, ścieżki. Rozwój duchowy to zwrot w kierunku siebie. Tam wszystko już jest, wszelka odpowiedź na każde pytanie. Nie potrzebujemy naukowców, pośredników duchowych, guru, medyków i szamanów, potrzebujemy zatrzymać się w obecnej chwili i zajrzeć do własnego serca. Zmierzyć się z emocjami, nie odsuwając ich, nie zamiatając pod dywan, ale świadomie je akceptując, bo są częścią nas, są istotą naszej ziemskiej natury. Bo po cóż te zawiłości, kochani na naszej ścieżce życia? To doświadczenia duszy, to chęć przygody, to wielka podróż, zwana życiem. Życie nie jest tak poważne, jakim go odbieramy, nie jest też dobre ani złe, to my nadajemy mu etykietki i sami wpędzamy się w kołowrotek zdarzeń. Napędzamy naszą codzienność przeszłością i przyszłością, nie chcąc zabliźnić ran i ciągle czekając  na jutro. Nie ma nic po za tą chwilą, nie ma nic…

Dusza ma swój plan, a my nie jesteśmy ciałem, nie jesteśmy też umysłem, jesteśmy świadomością, miłością, wdzięcznością, jesteśmy światłem i przyczyną wszystkiego co jest. Bo wszystko jest nami a my jesteśmy wszystkim.

Kochani, ukochajcie siebie, ukochajcie wszystko takim jakim jest. Wasze niedoskonałości są waszą częścią, kochajcie je, kochajcie siebie, jesteście doskonali tacy, jacy jesteście. Zachowajcie wdzięczność dla wszystkich i dla wszystkiego, bo tylko wdzięczność wzniesie Was wyżej i wyżej po szczeblach drabiny rozwoju.

Kocham Was i jestem wdzięczna, że jesteście.

0 komentarz
1 FacebookTwitterPinterestEmail

Kochani, po ponad roku nie zaglądania na mój blog, moja droga zeszła zupełnie na świat ducha. Co to znaczy? Otworzyłam szeroko oczy i zobaczyłam ten świat, jaki naprawdę jest. Całe życie szukałam, ale znajdowałam tylko ogrom wiedzy, ezoterycznej, psychologicznej i Bóg wie jakiej. Szukałam Boga i wydawało mi się, że go dawno już znalazłam, jednak, jeżeli nie dotkniesz go własnymi rękoma, nic nie poczujesz, jeśli nie spojrzysz w lustro, nic nie zobaczysz. Kochani, szukałam Boga i znalazłam tylko siebie… Wiem, że dla wielu z Was zabrzmi to bluźnierczo, wiem, że kiedyś spaliliby mnie na stosie, a dziś zamknęli by w domu wariatów. Ale zaprawdę powiadam Wam, jeżeli szukacie go, i chcecie ujrzeć Boga- spójrzcie w lustro. To on 🙂

To my mamy moc, kochani, jesteśmy potężnymi istotami, które zabłądziły w paplaninie umysłu. Zatrzymajcie ten umysł chociaż na chwilę i poczujcie… poczujcie bicie serca, poczujcie Wasz własny oddech, spójrzcie sobie prosto w oczy i odkryjcie świadomość- prawdziwego Ja, które na chwilę przyjęło postać w ciele materii. Drzemie w nas ogromna siła, nieskończona moc, możemy wszystko, wszystko. Tylko należy w to uwierzyć, być przekonanym, że jesteśmy potężnymi istotami, że  mamy moc sprawczą,  że jesteśmy twórcami rzeczywistości.

Nie potrzebujemy żadnych protez, żadnych nauk, żadnych porad. Wszystko jest w nas, kochani, cała wiedza czeka w naszych sercach, bo my już wszystko wiemy, mamy odpowiedź na każde pytanie. Trzeba tylko uwierzyć, że to my jesteśmy drogą, prawdą i życiem, jak mówił Jezus. Tam, w sercu jest cichutki głos, który odpowie Wam na każde Wasze pytanie. Umysł krzyczy, serce szepcze. Otwórzcie serca, tam jest Bóg.

tłum. Bóg- czyli miłość, wyższa jaźń, energia, słowo nie ma tu znaczenia, słowa pochodzą z umysłu, a on jest ograniczony.

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Na szczęście wszystko przemija

przez Elusia

Człowiek. Doskonale i nadzwyczajnie skonstruowana istota. Nadzwyczajna i samowystarczalna. 

Posiadł najwspanialsze instynkty samozachowawcze i ostrożność zachowania życia. Ciągle ewoluująca i coraz doskonalsza machina ludzkiego ciała żyje w instynktach przetrwania i masie społecznych uzależnień. Bo bycie człowiekiem oznacza życie w strachu i niepewności jutra, życie w ostrożności i nieufności egzystencji, w polu świadomości społeczeństwa. 

Strach przed śmiercią i postawy samozachowawcze doprowadzają człowieka do porażki, ponieważ, to, czego się człowiek boi, tym się stanie. 

Cokolwiek człowiek stworzy w myślach jest taką samą rzeczywistością co stworzy materialnie. Taką samą iluzją jak myśli jest jego życie w  materializmie. Jeżeli tylko poczuje, że chce być szczęśliwy, takim się stanie, gdy zechce płakać, będzie płakał, a gdy ogłosi zwierzchnictwo nad wszystkim, co jest w zasięgu jego istnienia, będzie spełnione. 

Zatrzymał się świat, zatrzymał się wyścig. Nagle życie przyjęło inny wymiar. Okazuje się, że tylu rzeczy nie musimy robić, spotkała nas trauma odosobnienia a zarazem jakaś ulga, dziwne uczucie, że życie i tak dalej się toczy, pomimo naszej innej rzeczywistości, wiosna znów zapukała do drzwi, wiśnie różowo zakwitły a ptaki uwiły gniazdo. Pomimo naszych strachów drzewa budzą się do życia, lasy zaczynają oddychać zielenią a  błękitne niebo rozświetliło słońce. Przyroda poradzi sobie bez nas… do czego jej jesteśmy potrzebni. Gdy zagrożenie puka do drzwi, jakoś inaczej wygląda świat. Żal mi, żal mi naszych matek, naszych chorych ojców, naszych starych babek… Żal mi tego rozbuchanego świata, co rozjuszył się i poległ w gruzach niewidzialnego…

A życie się toczy, bez nas, i ma się bardzo dobrze, ba, ma się lepiej. A my, zamknięci w czterech ścianach, jakże teraz spragnieni wolności. Ale przecież wolność jest w nas, gdziekolwiek będziemy. Wolność jest w oczach dziecka, w kruszynce naszego chleba, we włosach kochanka i wietrze. Wolność to nasze przekonania, to nasz stan ducha i nasze myśli. Bo któż uwięzi nasz umysł, kto zatrzyma wędrującą myśl? 

Zależni zupełnie od siebie, nie ważne kim jesteśmy, jaki mamy kolor skóry, gdzie mieszkamy, jakim językiem mówimy, tak samo walczymy o przetrwanie , tak samo się boimy i tak samo umieramy. A świat to ogromna sieć powiązań i zależności w której bezwzględnie żyjemy.  Żyjemy w naszej gorączce, w naszych wyścigach szczurów, sami siebie zabijamy. Żyjemy w naszych przekonaniach, że istnieje dobro i zło, w naszych prymitywnych rywalizacjach, gdzie warczymy na siebie i krytykujemy. Żyjemy w świadomości społecznej i przekonaniu, że wszystko jest poddane ocenie, wszystko może być ładne lub brzydkie. Ścigamy się w swoich marzeniach, udowadniając, że życie nie ma sensu bez lepszej kiecki od koleżanki i droższego auta od sąsiada. 

Rozjuszył się nasz świat, rozpanoszył, zapomniał o chwili, chwili zadumania, chwili zatrzymania. Po cóż tak pędzić, o cóż tak walczyć, złowieszczyć i bluźnić. 

A życie to prostota i skromność, to spacer po lesie, to uśmiech dziecka, to zmrok w świetle księżyca. Bo życie to gwiazda na niebie i spokój, i czyste sumienie. Tak niewiele potrzeba. Dokąd goniliśmy, o co tak walczyliśmy, by dziś polec w gruzach własnej ignorancji, doświadczyć uwięzienia  we własnym strachu,  przez jeden, niewidzialny byt… 

WESOŁYCH ŚWIĄT, KOCHANI. NA SZCZĘŚCIE WSZYSTKO PRZEMIJA.

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail
poprzednie posty

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress