Medytacja

przez Elusia
Kochani, może się przyda…..
Usiądź albo się połóż, zamknij oczy, weź głęboki oddech, obejmij swoje całe ciało świadomością. Takie to proste a takie trudne, jakby nieosiągalne. Jak długo wytrzymasz? Co zrobisz, gdy nagle zaleje Cię fala myśli? Umysł, Ego woła, bo przecież tyle spraw czeka na Ciebie. Nagle całe ciało zaczyna jakoś dziwnie przeszkadzać, swędzieć, boleć, uciskać…Wszystko jest ważne na zewnątrz… tylko nie Ty! Wszystko woła, wszystko się upomina o uwagę…
I co Ty z tym zrobisz? Wytrzymasz w tym męczącym bezruchu, czy ulegniesz temu wszystkiemu o co upomina się… no właśnie, kto czy co się upomina?
Czy widzisz to? Ten bezsens, ten koszmar, gdzie nie masz na nic czasu, gdzie wszystko woła o Twoją bezcenną uwagę.
Gdzie jest ta uwaga? Komu, czemu ją oddajesz, gdzie kierujesz. Twoja uwaga jest jak laser, gdzie ją skupiasz tam podąża energia… Twoja energia. To jest Twoja siła, Twój potencjał, największy skarb, który trwonisz jakbyś grał w ruletkę, w której ciągle przegrywasz. Rozumiesz? Jesteś ogromną, nieograniczoną energią, która ma nieskończoną moc, ale gdy zapominasz o tym, żyjesz niczym bezużyteczna bateria, w okowach własnych programów i przekonań.
Usiądź więc lub się połóż, zamknij oczy, weź głęboki oddech i obejmij swoje ciało świadomością. Obserwuj jak Ego chce odwrócić Twoją uwagę, jak ciało gdzieś tam swędzi, gdzieś tam boli, jak emocje napływają i znikają. Obserwuj siebie, obserwuj swoje myśli. Wypadniesz, bo zawędrujesz umysłem daleko, nie szkodzi, wróć i znów obserwuj. Zobacz jak wznosisz się wraz z wdechem i opadasz z wydechem.
I tak z uporem maniaka, wciąż tak samo i tak samo.
Aż pewnego dnia, gdy usiądziesz lub położysz się wygodnie, poczujesz taką ulgę, taką błogość, taki spokój, że będziesz tu wracał i wracał, bez końca, do swojego Królestwa, swojej oazy, swojej ciszy, która, pomimo, że jest bezgłośna powie Ci wszystko, co chciałbyś usłyszeć, otuli Cię ogromem bezpieczeństwa, rozpieści każdą cząstkę Twojego ciała, wypełni miłością… i już nigdy nie będziesz chciał wracać. Pozostaniesz tu, w świętej przestrzeni Twojego serca a Twoje życie stanie się rajem. Będziesz nadal na tym świecie, ale już jak nie z tego świata.
Z miłością
Elusia
0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Kochani! Jeśli tu ze mną jesteście, to zapewne czujecie jak ja…

Jakkolwiek baśniowo to zabrzmi, piszę…

Otóż Nasza piękna matka Ziemia wznosi się i zmierza ku światłu, ku miłości. Ona nie chce już generowanego lęku z ludzkiego ego.

Każdy z nas, indywidualnie, może wesprzeć ten proces a przede wszystkim wznieść siebie. Wszyscy przecież tęsknimy do harmonii, jedności, braterstwa, wolności i miłości. Każdy z nas może żyć w raju, tylko musi chcieć i zrozumieć siebie, swoje ciało, swoją duszę… I nie poprzez grube księgi, długie warsztaty, likwidację czegokolwiek w nas, rozkminianie, odczepianie, czarowanie… 

Wszystko co jest najważniejsze jest najprostsze, to tylko umysł komplikuje, to ego gmatwa, bo chce być ważne. 

Samodzielna praca nad sobą, prosta ale wytrwała daje niewymierne efekty na całe życie i prowadzi do wyjątkowego błogostanu… Do spotkania ze źródłem w nas.

A więc co robić?

Przede wszystkim nie porównywać się z nikim! Nikt nie jest taki jak TY! Ani Ty nie jesteś kimś. Jesteś jedyną osobą na tym świecie, niepowtarzalną i oryginalną. Nie masz więc konkurencji!  Doceniaj siebie, zauważaj najskromniejsze postępy, kochaj każdy gest, otulaj miłością swoje ciało, dawaj sobie uwagę, zaglądaj do wewnątrz, czuj swoje ciało, ono bardzo wiele mówi czuciem do Ciebie. 

Kochaj wszystko i wszystkich, bez względu na wszystko! I tu nie chodzi o litość czy poświęcanie siebie ale o współodczuwanie.

Zacznij  radować się z najmniejszych, najskromniejszych chwil, które dają promyk szczęścia. Uchwyć je, zachwycaj się nimi, ciesz się z malutkich sukcesów, zauważaj jak ptaszek śpiewa, jak kwiatek zakwitł. Ciesz się z każdego grosika, który pojawia się w portfelu, to przecież on jak kropla morzem,  może stać się ogromną fortuną. Malutkie zachwyty będą pojawiały się coraz częściej i częściej, będą rosły w siłę, rozchodziły się i stawały coraz potężniejsze aż staną się Twoją siłą i codziennością. 

Bądź wdzięczny za każdy promyk słońca, za pogodny dzień… ale i za każdą podłą i niechcianą sytuację. Gdy zaakceptujesz życie Tu i Teraz, zrozumiesz, że co zasiałeś, to zbierzesz. Otul to wszystko wdzięcznością i zgodą na bycie, podziękuj za każde plony jakie przychodzą, daj im prawo do istnienia takimi, jakimi są. Taki bieg zdarzeń, gdy nie walczysz z tym co jest Tu i Teraz, obraca kołem fortuny i przechodzisz na inny tor doświadczeń.

Życie w harmonii jest tu i teraz, nie możesz zaplanować go na jutro, nie jesteś w stanie zmienić świata ale możesz zmienić siebie!  Właśnie wtedy, gdy zmienisz siebie, zmienisz świat wokół siebie. 

Nie uciekaj od emocji. Ale również nie interpretuj ich umysłem. Świadomie przeżywaj każdą  chwilę, będąc świadomością w ciele. Takie uwalnianie i kontakt z ciałem uczyni Cię wolnym, zaczniesz coraz bardziej wypłycać huśtawkę nastrojów. Wtedy już nikt nie będzie w stanie nacisnąć czerwonego guziczka w Twoim nieświadomym i obolałym ciele, bo podświadomość zmieni programy, ponieważ  Ty tak ustanowisz.

Każda przeczytana książka, każdy najwspanialszy warsztat nic nie zdziała, jeśli nie zaczniesz pracować ze sobą, z własnym ciałem, gdy nie poprzestawiasz, poprzez ustanowienie i pracę,  swoich ścieżek neuronowych w mózgu, które to utorowały sobie drogę a Ty tkwisz tam niczym zombi. 

To Ty decyduj, jak chcesz się czuć , co chcesz myśleć i jak ma wyglądać każdy kolejny dzień w Twoim życiu. W każdej chwili jesteś panem swojego samopoczucia, możesz być zły na cały świat i możesz cieszyć się chwilą. 

Możesz świadomie wybierać, mając przytomność, że Twój umysł to nie Ty, że masz wybór, możesz decydować jak chcesz dziś się czuć, co chcesz myśleć.

Wstajesz rano i ustanawiasz: dzisiaj jestem cudownym, szczęśliwym i radosnym człowiekiem, kocham siebie, jest tylko miłość. I tak codziennie i codziennie, pomimo…

Uśmiechaj się! Tak, po prostu szczerz zęby! Dosłownie wymuszaj śmiech. Polecam to sprawdzić, naprawdę działa 😉

Śmiech jest panaceum na wszystko! Śmiech uaktywnia fale gamma, tak porządane i uaktywniane w głębokiej medytacji.

O śmiechu TU

Świadomie oddychaj, oddech to pomost,  łącznik naszej cielesności z naszą duchowością.

Jest to trening, który rozgoni stare programy, zakodowane w Twojej podświadomości, bo tak stworzony jest ten świat, żyjemy schematami, które można zmieniać, programami, które można przełączać. Wymaga to jednak wysiłku z Twojej strony i decyzji, że tak właśnie chcesz. 

Największym wyzwaniem jest to, że Ty musisz ( jeśli chcesz oczywiście) to robić, i robić, i robić…. i tak codziennie, bez końca…

Tylko wytrwałość w zamierzeniach da stabilne, widoczne, namacalne efekty.

 To jest ucho igielne, przez które nie przejdziesz, jeśli nie włożysz wysiłku w pracę nad sobą i nie wygenerujesz miłości w sobie zamiast lęku.

Pielęgnuj każdy promyk szczęścia a będziesz doświadczać  go coraz więcej i więcej… 

Z miłością

Elusia

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ciało i umysł

przez Elusia
Trzymanie się diety jest moim nierozłącznym towarzyszem. Gdy około trzydzieści lat temu zaczęłam eksperymentować z układaniem mojego jadłospisu, bez mięsa, cukru, pszenicy, wierzyłam mocno, że wszystko zależy od tego, co spożywam. Ale tak nie jest.
Nasze ciało jest odzwierciedleniem jedynie tego, o czym myślimy. Wszystkie atomy, komórki, elementy, elektrony i wszystko, z czego składa się ciało znajduje się pod wpływem nie/świadomości. Ciało odzwierciedla duchową postawę każdego człowieka, ponieważ taki jest związek ciała z umysłem i duchem. Jest jednak ścisła zależność pomiędzy dbaniem o siebie, troszczeniem się o siebie, dietą, bo nagle, gdy zaczynamy kontrolować swoje życie i dbać o siebie zaczynamy je inaczej dostrzegać, zaczynamy inaczej myśleć i rozwijamy się.
Każda nieświadoma myśl przenosi się na akupunkturowy system energii w ciele i poprzez dwanaście meridianów uwalnia się we wszystkich organach i komórkach w naszym ciele. Jedynym lekiem więc na wszelkie dolegliwości jest uwolnienie się od negatywnej energii i negatywnych myśli.
W fizycznym świecie manifestuje się tylko to, co zawiera system wierzeń naszego umysłu a ciało fizyczne przejawia wszystko co świadome, czy nieświadome, łącznie, niestety, z system wierzeń zbiorowej świadomości.
Często bezwiednie wciągamy się w zbiorowy system wierzeń i jego formy myślowe, zbierając negatywne energie i emocje, nie wiedząc kiedy przychodzi choroba.
Człowiek często nie akceptuje siebie i wręcz gardzi sobą, co pogarsza jeszcze bardziej sytuację. Negatywne przyciąga negatywne, kiedy tworzymy takie warunki w naszym polu energii, zawsze dostaniemy to czego potrzebujemy. W destrukcyjnym polu energii może powstać tylko chory proces działania.
Często nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje życie, czy samopoczucie, a za to co się dzieje w organizmie obarczamy winą bakterie, grzyby, pogodę i tym podobne, obwiniamy wszystko to, co jest po za nami i po za naszą świadomością.
Prawda natomiast jest gorzka, bo wszystko co dzieje się w naszym życiu stanowi treść naszego umysłu, czy to świadomie, czy nieświadomie piszemy swój scenariusz.
Niestety ego zawsze chce mieć rację, nawet wtedy, gdy zapłacimy za to największą cenę- nasze życie. Ego uważa, że sprawca znajduje się gdzieś na zewnątrz a siebie postrzega jako niewinną ofiarę.
Owszem, jesteśmy niewinni, i tylko tak możemy postrzegać naszą egzystencję. Ale musimy dostrzec naszą prawdziwą niewinność i zrozumieć działania naszej natury. Wtedy nie będzie nam już potrzebna ta pseudo- niewinność ofiary, ponieważ jest tylko system wierzeń, który sami wybieramy. Szczęścia nie znajdziemy nigdzie na zewnątrz, ono jest w nas i zawsze tam było.
A jak Wy postrzegacie ten nierozłączny związek ciała z umysłem?
Z miłością
Elusia
0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Jestem w ciągłym procesie

przez Elusia
Jeszcze niedawno, gdy byłam ofiarą, nie kochałam siebie, nie akceptowałam, nie rozumiałam, żyłam w paplaninie umysłu,
zlana, stopiona z nim w całość. Żyłam w przekonaniu, że umysł
to ja , nieświadoma, że ciało jest kluczem do życia tu i teraz.
Wtedy wstydziłam się za wczoraj, lękałam przed jutrem.
Teraz wchodzę świadomością w moje obolałe z emocji ciało, potargane od przekonań. W końcu jestem świadoma!
Objęłam moją cierpliwością, wszystko, co mnie niegdyś wkurzało, nauczyłam się współczuć gdy przychodzi do mnie gniew.
Cały strach pokonuję odwagą, bo wiem, że nic nie jest
tak straszne jak mówi mi umysł, bo tak naprawdę,
nie ma się czego bać. Wszystko na tym świecie jest iluzją.
Dziś wiem, że jeżeli poniosę jakąkolwiek stratę i tak stanę na własnych nogach, wstanę z kolan i dumnie podniosę koronę…
Nie gniewam się, to Ego się gniewało, nie denerwuję, to Ego nie ma cierpliwości…
Obserwuję i umaszczam każdą sytuację, każde zdarzenie, moją bezwarunkową miłością, tu nie ma miejsca na nienawiść!
Nie! Nie jestem idealna, ja wciąż zdaję lekcję… jednak…
już nie ma mnie, tamtej, zagubionej, zawstydzonej, zastraszonej i okaleczonej!
Ja po prostu bawię się jak dziecko, wszystkim,
czym chcę się bawić.
I to nie tak, że już jestem oświecona!
Jestem w ciągłym procesie, jednak gdy spadam ze szczebla rozwoju, już to widzę, już to wiem.
Wtedy wdrapuję się z powrotem, raz jest trudniej, raz jest łatwiej, wracam i próbuję coraz wyżej, i wyżej ,i wyżej. I tak codziennie, raz gorzej, raz lepiej, ale ciągle do przodu!
Z miłością
Elusiaje
3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Doskonały deser, który przypomina mi słodkie i esencjonalne, jeszcze ciepłe ciasto, które upiekła babcia. Wiem, że smaki niektórych z nas gdzieś się trochę zagubiły. Kubki smakowe jakoś się rozleniwiły. Ale zapewniam Was, gdy słodycze, upośledzające nasze zmysły, zostaną odłożone na półkę, warzywa, a zwłaszcza tak słodkie jak bataty rozpieszczą każdą cząsteczkę naszego pożądania. Dla mnie to deser na wagę złota 🙂 Jak to piszę, już mi ślinka leci… 

SKŁADNIKI: 

1 batat 

2 krwiste pomarańcze ( lub tradycyjne)

5 kumkwatów ( opcjonalnie)

1/2 łyżeczki cynamonu

2 łyżeczki oliwy lub masła

WYKONANIE: 

Bataty umyj, przekrój na pół, , posyp cynamonem, polej oliwą i piecz – 180 stopni- 20 minut

Jedną pomarańczę pokrój wraz ze skórką na plasterki. Drugą otrzyj ze skórki i wyciśnij z niej sok.

Po dwudziestu minutach pieczenia batatów wyjmij je ostrożnie z piekarnika, polej sokiem z 

pomarańczy, ułóż na nich plasterki pomarańczy i włóż ponownie do piekarnika na kolejne 20 

minut. 

Gdy bataty będą miękkie a pomarańcze upieczone obsyp je otartą skórką z pomarańczy i obłóż 

kumkwatami.  Możesz dodatkowo skropić je masłem. 

Podawaj jeszcze gorące.

SMACZNEGO 🙂

ps. Kochani, na zdjęciu obok jest kogel mogel 😉 no to już jazda na całego jak go dodacie do tych batatów 🙂

2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
poprzednie posty

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress