Zrazy jęczmienne w sosie z topinamburu

przez Elusia
Zrazy jęczmienne w sosie z topinamburu

Topinambur zawsze budzi kontrowersję. A to nie ma go w sklepie, to fakt, nie jest tak popularny jak ziemniak, ale, gdy tych nie było jeszcze na rynku polskim, to topinambur grał pierwsze skrzypce. A to, że niesmaczny, a to, że go nie lubimy, a to, że po prostu, nie wiemy, co z nim zrobić. Na ogrodzie rośnie jak chwast, raz posadzony rozrasta się niczym perz 🙂 Zimuje w gruncie, można go podkradać do obiadu nawet zimą. Słonecznik bulwiasty, bo taka jest jego druga nazwa ma wiele zalet: leczy zaparcia, pobudza produkcję insuliny, zawiera inulinę, dzięki czemu zmniejsza zapotrzebowanie na insulinę (korzystny w przypadku cukrzycy). Pomocny przy zaburzeniach trawiennych i sercowo naczyniowych. Odżywia płuca. Ponadto wzmacnia układ odpornościowy i pomaga w stanach przewlekłego zmęczenia. Bulwy topinamburu są bogatym źródłem potasu, żelaza oraz tiaminy. Nie zawierają tłuszczu ani cholesterolu.

Topinambur idealnie współgra z kaszą jęczmienną i chrzanem, danie polecam z tłuczonymi ziemniakami i tartymi buraczkami z chrzanem. Pyyycha 😉

SKŁADNIKI:


Zrazy:


1 szklanka kaszy jęczmniennej

2 szklanki wody

20 dkg pieczarek- startych na tartce i uduszonych na łyżce oleju do odparowania płynu

1/2 szklanki płatków owsianych- zmielonych na mąkę w młynku

sól pieprz do smaku

1/2 łyżeczki majeranku

1 łyżeczka koperku ( suszonego)


Sos:


40 dkg bulw topinamburu

1 duża cebula ( u mnie czerwona)

1 łyżka ghee lub 3 łyżki oliwy

1 łyżka chrzanu

sól i pieprz do smaku


WYKONANIE:


Kaszę wypłucz na sicie i ugotuj aż wypije całą wodę ( ja przed gotowaniem  moczę na noc kaszę)

Odłóż aż przestygnie, dodaj mąkę owsianą, sól, pieczarki,  pieprz i przyprawy, formuj zrazy wilgotnymi dłońmi i smaż z każdej strony na ghee lub oliwie aż się ładnie przyrumienią.

Topinambur pokrój w kostkę. Cebulę pokrój w piórka. Uduś cebulę aż będzie szklista na tłuszczu, dodaj topinambur i duś ( w razie potrzeby dodaj odrobinę wody) aż ten się rozpadnie. Dodaj chrzan, sól i pieprz. Reguluj sos, w zależności od upodobań, wodą.

              Podawaj zrazy na sosie z topinamburu z tłuczonymi ziemniakami i tartymi buraczkami z chrzanem.

SMACZNEGO 🙂

 

 

0 komentarz
1 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Mini  tosty z bakłażana i o gorączce

Wróciłam do żywych, otóż prawie tydzień  leżałam w gorączce oblana potami. No cóż, nigdy nie spędzam temperatury. I tak rozgościła się u mnie na dłuższy czas. To ogromne katorgi i wiem,  powiecie, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Ale czy może sobie pozwolić na zlekceważenie prośby organizmu i udawanie, że nic się nie stało? Gorączka woła o zatrzymanie się, o zwrócenie uwagi, halo… coś jest nie tak.. pomóż mi..  Najważniejsze jest zdrowie a gorączka to nasz sprzymierzeniec i przyjaciel, więc nic, ale to absolutnie nic nie stanie mi na przeszkodzie by położyć się do łóżka, gdy organizm wzywa na pomoc. To jest wręcz naszym obowiązkiem, przeczekać, zwolnić i pozwolić naszej mniejszej jaźni działać. Bo barbarzyństwem jest zabijać gorączkę, to tak jakbyśmy częściowo zabijali siebie.

W dobie dzisiejszego pośpiechu brakuje nam cierpliwości, z nadmiaru bodźców brakuje czasu. Ech gdzie te czasy, gdy siedziała babcia z dziadkiem przed domem i patrzyli w księżyc i gwiaździste niebo, a gdzie spowolniony stukot końskich kopyt, gdzie chłop na wozie trzymający lejce kołysał się i prawie zasypiał. Gdzie te wyprawy do natury i leniwe, ogrzane słońcem biesiady, albo wylegiwanie się na zielonej trawie, marzycielskim okiem śledząc pływające po błękicie nieba chmury. Czyż to nie była czysta medytacja?

Dziś, jeszcze ledwo żywa, słaba i obolała, uśmiecham się do siebie, bo znów zwyciężyłam. Po prostu, przeczekałam, gdzie większość chorych pobiegło do lekarza, zażyło antybiotyk lub inne specyfiki, ja wyszłam z tego z triumfem. Organizm jest doskonały, sam wie jak siebie leczyć, tylko potrzebuje więcej czasu, należy tylko poczekać. Dać mu czas. Lekami wszystko przyspieszymy, ale nie wyleczymy. Stłumimy chorobę w zalążku, aby znów wróciła z większą siłą. Jeżeli pozwolimy naturze działać, wykurzy intruza ostatecznie.  Czekanie uczy cierpliwości, a cierpliwości nigdy za wiele…

I gdy tak leżałam, obolała, wycieńczona od potów. Miałam dużo czasu dla siebie. Mogłam zatracić się w medytacji i zgłębiać tajniki mojego jestestwa. W ciszy i spokoju kontemplowałam swoje istnienie, będąc pewna, że tuż tuż skończy się dyskomfort. Rozkoszowałam się moim istnieniem, ponieważ jest doskonałe, takie, jakie być powinno. Cieszyłam się z każdego spadku temperatury, by w chwili oddechu wymyślać nowy przepis lub  tworzyć inne plany. A gdy leżałam tak samotna w tej bezkresnej ciszy, boski alchemik uzdrowił wszystko. I tak wróciłam w pocie czoła, i tak jestem znów wolna, nieugięta, silna i radosna 🙂

SKŁADNIKI:

2 nieduże bakłażany

40 dkg pieczarek

15- 20 dkg sera koziego ( u mnie typu ser- gril)

4  łyżki oliwy

sól i pieprz do smaku


WYKONANIE:

Bakłażana pokrój  w plastry  około 1,5 cm, posól i odstaw na sicie na piętnaście minut, aż odcieknie płyn

Pieczarki zetrzyj na tartce o grubych oczkach

Rozgrzej patelnię, wlej  2 łyżki oliwy i wrzuć na gorącą starte pieczarki, staraj się jak najdłużej nie mieszać, aby dobrze się przysmażyły, czekaj aż wyparuje płyn.

Ser zetrzyj na tartce o grubych oczkach.

Plastry bakłażana posmaruj oliwą ( 2 łyżki) i piecz w piekarniku – 180 stopni- 0,5 godziny

Wykładaj gotowe pieczarki  i ser na plastry bakłażana  i jeszcze chwilę zapiecz ( około 10 minut)

SMACZNEGO  🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Budyń z buraka i jaglanki z sokiem  z pomarańczy  i co jeść na przedwiośniu.

Kochani, pytacie jak przygotować się do wiosny wg TMC, czy pić zielone koktajle i jak oczyszczać organizm. Otóż zacznę od tego, że jesteśmy istotami o wolnej woli i sami decydujemy o swoim życiu, mam na myśli, że człowiek może wszystko- może wszystko jeść lub nie jeść wcale. Nie, nie zwariowałam. Mówię tu o ogromnym potencjale i sile, jaka nam jest dana, a której, niestety, nie wykorzystujemy. Jesteśmy skazani na programy , które to zostały nam zaszczepione i wszelkie nasze przekonania wynikają właśnie z tych programów. Człowiek zawsze rywalizował z drugim człowiekiem i w ten właśnie sposób zastraszał się nawzajem. Wprowadzał niepokój drugiemu, aby mieć nad nim władzę i tak powstała wiara, ze coś możemy a czegoś nie. Jesteśmy dziećmi Boga i mamy taką siłę jak on, tylko niestety, gdzieś po drodze się zagubiliśmy…          No cóż, miejmy nadzieję, że wrócimy do Edenu, najważniejsze, to mieć tego świadomość  kim naprawdę jesteśmy. Jeśli jest świadomość, jest i możliwość.

Co teraz stosuję w ten kapryśny luty? Otóż przyniósł nam i dość cieplejsze dni, ale i spory mróz. Wychodzę na ogród i ani śladu zielonych roślin nad ziemią. Wszystko śpi jeszcze smacznie i ani myśli wschodzić. No więc z czego zielone koktajle? Wracam do spiżarni. Na półkach jeszcze korzenie warzyw, które to zgromadziły mnóstwo wartości odżywczych, aby na wiosnę wystartować i urodzić nasiona. Poczciwy burak, świetnie czyszczący i uzupełniający witaminy i minerały. Cebula posadzona w doniczce i wystawiona na słońce tuż, tuż wykiełkuje szczypiorkiem, pietruszka w korzeniu urodzi nieco natki. Kasza jaglana super alkalizująca i oczyszczająca organizm…Takie są realia lutego a nawet marca.

Pragnę też przypomnieć, że zielone koktajle, nie sprzyjają każdemu. Często, połączone z owocami, sokami warzyw, zaburzają pracę jelit, które to nie są gotowe do takich ilości surowych składników. Wtedy to nadmiar grzybów i patologicznych mikroorganizmów robi sobie z niego niezłą pożywkę, a my odczuwamy dyskomfort w postaci gazów.

Pamiętacie, że nasze babcie nie kroiły natki nożem, bo traciła na wartości? A my ją miksujemy metalowym nożem w mikserze. Po za tym, organizm i tak weźmie tyle ile może na raz wziąć, przy nadmiarze nie da rady wszystkiego wykorzystać na raz. Moda się zmienia, kanony nauki się zmieniają i nic nie jest stałe, nie ulegajmy więc czemuś, co nagle stało się modne.

No to Was zaprogramowałam 😉 ale ostateczne zdanie należy do Was. Najważniejsze, to obserwować swój organizm, wyciągać wnioski, po czym się dobrze czujemy, a po czym nie, jaką mamy konstytucję. Wychłodzonym osobą nie służą surowe, wychładzające koktajle, ale służą tym rozgrzanym, o zaczerwienionej twarzy, z ogromnym temperamentem, głośno mówiącym, nadpobudliwym.

Nie zapominajcie o naszych rodzimych produktach, zwłaszcza  w tym ubogim czasie, jakim jest przedwiośnie. Kasza gryczana, siemię lniane, cebula, pasternak, orzechy włoskie czy laskowe, a przy odrobinie fantazji wprowadźcie te z dalekich krajów, w malutkich  ilościach, takich jak przepyszne o tej porze pomarańcze, cytryny czy dojrzałe mango 🙂 No cóż, ja również nie wyobrażam sobie bez nich życia, choć staram się jadać je rozważnie ;D

SKŁADNIKI:

1/2 szklanki kaszy jaglanej

1/5 szklanki wody

spora szczypta soli

1 upieczony, obrany ze skórki burak

1 puszka mleka kokosowego z lodówki,  umieść je dzień wcześniej aby się rozwarstwiło na gęstą część i płynną

2,5  pomarańczy ekologicznej ( będziemy używać otartej skórki, więc musi być bez oprysków)

3 świeże daktyle lub suszone wcześniej namoczone


 

WYKONANIE:

Kaszę zalej wodą, posól i ugotuj.

Utrzyj skórkę z jednej pomarańczy a sok wyciśnij z obu

Oddziel gęstą część mleka, tą rzadką dodaj do kaszy a gęstą ubij jak śmietanę z odrobiną soli ( nie dodaję cukru)

Do miksera umieść kaszę z sokiem z pomarańczy, daktyle, buraka, rzadką część mleka i zmiksuj na gładki krem, dodaj otartą skórkę z pomarańczy i jeszcze chwilę wymieszaj. Podawaj z ubitą śmietaną z kokosa  i pokrojoną pomarańczą.

SMACZNEGO:)

2 komentarze
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Najpyszniejsza dynia marynowana

przez Elusia
Najpyszniejsza dynia marynowana

Gdy spróbowałam ten przysmak we Włoszech, po prostu zakochałam się w tym smaku. Tu znów chylę czoło włoskiej prostocie w kuchni. Cóż znaczy dobra oliwa ! Banalnie prosty i szybki sposób na wyczarowanie czegoś na przekąskę. Uwaga, znika ze stołu jak świeże bułeczki 😀

SKŁADNIKI:

Ćwiartka dyni hokaido

4 a nawet więcej łyżek oliwy z oliwek ( uwaga! dobrej jakości, byle jaka tylko zepsuje smak)

Sok z połowy małej cytryny

sól i pieprz do smaku


WYKONANIE:

Dynię  ( surową) pokrój w cienkie plasterki nożem do obierania warzyw

Skrop ją cytryną, polej olejem, posól i popieprz.

Pozostaw  od jednej do nawet  kilkunastu godzin, zależnie od potrzeb, na kiedy ją potrzebujesz.

Podawaj z np. serkiem labneh ( przepis TU) lub z duszoną cebulą i rodzynkami ( tak jedzą ją Włosi), z oliwkami i rozmarynem  lub zupełnie samą 🙂

PYYYYSZNA!!!

SMACZNEGO:)

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Pieczone brukselki z dynią na kaszy jaglanej

przez Elusia
Pieczone brukselki z dynią na kaszy jaglanej

Przesyłam Wam zdjęcie z pełni lata, gdy to dynia dojrzewała w promieniach cudownego słońca, niech przypomni Wam, że to wszystko już przed nami, jeszcze chwila, jeszcze moment 😉

A dzisiaj parę słów o oliwie z oliwek. Otóż gorąco polecam ją do codziennego spożycia, a to dlatego, że olej z oliwek jest bardzo łatwo pozyskiwany, oliwki wręcz stworzone są do produkcji oliwy  przy  bardzo prostej produkcji i niewielkiej ingerencji. Jedynym problemem jest znaleźć dobrej jakości i świeżą oliwę, ponieważ najlepsza jest świeżo tłoczona i przechowywana do roku czasu w chłodnym miejscu, przy jak najmniejszym dostępie powietrza ( czyli pełne oliwy butelki). Najważniejsze więc, aby na opakowaniu była informacja, kiedy oliwa została wyprodukowana. Uczciwi i solidni producenci umieszczają takie informacje.

Kraje śródziemnomorskie słyną z bardzo smacznej i prostej kuchni, warzywa czy nawet kromka chleba smakuje tam wyjątkowo. A to właśnie za sprawą oliwy, którą dodaje się praktyczne wszędzie w nie małych ilościach.

Aby oliwa zachowała wszystkie swoje właściwości, aromaty i smaki, musi być tłoczona na zimno, czyli kupujcie oliwę nierafinowaną. W takiej postaci jest smaczna i aromatyczna oraz ma wiele właściwości zdrowotnych. Oliwa między innymi zawiera przeciwutleniacze, zwłaszcza polifenole i witaminę E, a jej tłuszcz,  eureka ! usprawnia proces trawienia i pozwala szybciej pozbyć się z organizmu toksyn. Oliwa minimalizuje uczucie głodu, jest doskonałym źródłem witamin A, E, D i K. Dominującym kwasem tłuszczowym jest kwas oleinowy- 73%, który jest bardzo zdrowy dla naszego organizmu- zmniejsza stany zapalne i nie dopuszcza do powstawanie komórek rakowych. Wiem, wiem,  zawiera omega-9 i zakłóca równowagę innych omega, ale po prostu jedzcie siemię  lniane i orzechy  włoskie a nie zakłócicie równowagi.

Dobrej jakości oliwa z oliwek rozpieści każde najskromniejsze danie, uwieńczy kromkę chleba zamiast masła, wzbogaci każdą zupę, zamiast innego tłuszczu, doda wybornego smaku warzywom i celująco znajdzie miejsce obok każdego sera.

Właśnie w dzisiejszym poście pokazuję jak upiekłam w piekarniku nasze rodzime warzywa, posmarowałam je odrobiną oliwy, upiekłam w piekarniku aby później, już podane na talerzu obficie skropić  oliwą z oliwek. Mmmm, delicious 🙂

SKŁADNIKI:

20 brukselek

1/3 dyni hokaido

6 niedużych cebul

1 łyżeczka suszonych liści oregano

1 łyżeczka suszonych liści tymianku

3 łyżki oliwy z oliwek

sól i pieprz

1 łyżka orzeszków pistacjowych prażonych

liście zielonej pietruszki

1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej

WYKONANIE:

Brukselki oczyść umyj i sparz we wrzątki, następnie zalej lodowatą wodą.

Dynię pokrój w kostkę.

Cebulę obierz i przekrój na cztery części.

Obtocz warzywa w oliwie, posól i popieprz i upiecz w piekarniku- pół godziny- 180 stopni

Podawaj warzywa polane oliwą, posypane pistacjami i listkami pietruszki zielonej z dodatkiem kaszy jaglanej.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress