Znów się chwalę, bo wyszły naprawdę cudowne ! Pyszne i wyborne, smakują jak sto dolarów ;D. Kiedyś uwielbiałam gołąbki i jestem przeszczęśliwa, że wersja bezmięsna może być tak pyszna 🙂 Jeśli jeszcze dorobicie sobie sos pomidorowy, będziecie w raju 🙂

SKŁADNIKI:


12 liści kapusty ( u mnie włoska) wrzuconych na osolony wrzątek z przyprawami ( skład poniżej) i krótko ugotowanych  ( po tym możesz usunąć delikatnie  zgrubiałe części w środku liści kapusty, tak aby nie uszkodzić liścia.

200 g tofu

3 łyżki sosu sojowego

500 g pieczarek

1 duża cebula

3/4 szklanki ryżu plus trzy razy tyle wody

sól i pieprz

oliwa

przyprawa grzybowa ( przepis TU) – możesz ewentualnie pominąć


Przyprawy do gotowania kapusty i gołąbków:


1/4 łyżeczki nasion kozieradki

2 liście laurowe

4 kulki owocu jałowca i 4 kulki ziela angielskiego

kilka kulek całych ziaren pieprzu

ewentualnie jeszcze sól


WYKONANIE:


Ryż ugotuj w osolonej wodzie  w proporcji 1: 3

Liście kapusty ugotuj w osolonej wodzie z podanymi wyżej przyprawami. Wodę zachowaj.

Cebulę pokrój w kostkę i uduś na oliwie aż będzie szklista.

Tofu pokrój w kostkę i usmaż na oliwie, po czym polej je sosem sojowym i pozostaw na patelni, mieszając, aż wchłonie cały sos sojowy. Następnie rozgnieć tofu widelcem. Dodaj do cebuli.

Pieczarki pokrój w kostkę i usmaż na oliwie aż wyparuje z nich cała woda a pieczarki lekko się podsmażą. Dodaj je do cebuli i tofu. Dodaj też ryż. Dopraw masę solą i pieprzem. Dobrze wymieszaj.

Zawijaj farsz w liściach kapusty. Ułóż gołąbki w garnku, zalej wodą z gotowania liści  kapusty i gotuj około pół godziny, uważając, aby kapusta się nie rozgotowała.

Podawaj z sosem pomidorowym.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Fenkuł to przepyszne warzywo, które głównie gości na włoskich stołach. Tutaj w soku z pomarańczy smakuje wybornie. Polecam ten zestaw, zdecydowanie to świetnie dobrane małżeństwo- koper włoski i pomarańcza. Możecie dodać do niego zarówno jarmuż jak i szpinak.  Ze szpinakiem będzie bardziej po włosku 🙂

SKŁADNIKI: 


2 fenkuły

sok z jednej dużej pomarańczy lub dwóch mniejszych

1 cebula

solony jarmuż ( przepis TU – 1-2 łyżki, lub szybko uduszony na oleju szpinak ( dosłownie parę minut aż zwiędnie) 

Oliwa z oliwek

 sól i pieprz


WYKONANIE:


Cebulę obierz, pokrój w piórka i uduś na oliwie aż będzie szklista.

Fenkuł pokrój w piórka i podsmaż  na oliwie przez chwilę, dodaj sok z pomarańczy i duś pod przykryciem aż będzie miękki.

Dodaj do niego cebulę, jarmuż lub szpinak, posól i popieprz, zagotuj razem.

Podawaj z komosą ryżową, ryżem lub kromką chleba

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Makowe kule

przez Elusia

Mak kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia. Bardzo lubię jego smak, nie tylko zresztą w wypiekach. Posypuję nim chleb do pieczenia, poranną kaszkę czy wytrawne dania. Jest bardzo uniwersalny. Bogaty w wapń i żelazo uzupełnia naszą dietę w cenne składniki. Posiada też dużo błonnika i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach- A, D i E.

Kulki, które zrobiłam są bardzo pożywne, dosłownie jedna wystarczy dla zaspokojenia łakomstwa  na słodycze. W środku mięciutkie i mokre, na zewnątrz chrupiące. No, cóż jeszcze trzeba do szczęścia ;D

SKŁADNIKI: 


1 szklanka maku, zamoczonego na noc w wodzie

5 świeżych daktyli

1/2 szklanki migdałów, namoczonych na noc w wodzie ( nie wrzątku, bo są wtedy toksyczne) i obrane na drugi dzień

80 g białej czekolady ( dobrej jakości)

łyżka uprażonego maku


WYKONANIE:


Mak rano odsącz dokładnie z wody.

Czekoladę roztop.

Zmiksuj lub zmiel mak, dodaj do niego daktyle i migdały i jeszcze raz zmiksuj lub zmiel.

Dodaj roztopioną czekoladę i odłóż masę do lodówki.

Gdy stężeje, formuj z niej kule i obtaczaj je w prażonym maku.

Przechowuj w lodówce.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Naszym codziennym kompanem jest agresja, różnie wyrażana, często tłumiona. Agresja większa lub mniejsza, bardziej złowroga lub mniej. Złościmy się i przeklinamy świat za niepowodzenia, ubliżamy innym i sobie, zapalamy czerwone światełko, często bardzo tego żałując, po czasie. Mamy problem z powstrzymaniem się od uwagi na temat innych lub samych siebie. Agresja jest jak ciemność w naszych ukrytych obszarach wstydu i poczucia winy, to sprzymierzeniec niskiej samooceny i złodziej radości. Ale agresja to też druga strona medalu, bo gdy poszukasz, będziesz w stanie rozpoznać w sobie agresję i  dotrzesz do wyższej formy miłości, która pomoże zrozumieć siebie bardziej, oraz zgłębić wiedzę o innych. Gdy zauważymy w sobie agresję, wyłapiemy jej symptomy, nagle dostrzeżemy jej destruktywne przejawy i zamiast wybielać sytuację nagle zaczniemy coś z nią robić. Więc zamiast uciekać od chwili słabości, starajmy się złapać ten stan. Nie da się bowiem uciec od uczuć, tłumienie ich nic nie znaczy. Jeśli wypchamy je drzwiami, wejdą oknem. A wyparte uczucia stłumią tylko świadomość, by obudzić więcej niepokoju w podświadomości. Obserwujmy, to najlepszy sposób, obserwujmy uczucia, zanim wyjdą na światło dzienne lub zburzą spokój w podświadomości.  Uczucia to wspaniały kompan, który należy jednak trzymać mocno za lejce.

Ale się uwzięłam na te trufle, pralinki i batoniki 😀  Dziś znów przepis na wspaniałe, boskie smaki. Bo któż nie zna połączenia czekolady z orzechami laskowymi, ja takowe uwielbiam 🙂

A, i  żeby na stole świątecznym było multum słodyczy, jeszcze raz zagoszczę u Was z pralinkami ;D Następnym razem będą to makowe cukiereczki. Co Wy na to 😀     ?

SKŁADNIKI:


240 g orzechów laskowych, uprażonych, obranych ( jak uprażyć orzechy- TU)

2 łyżki syropu z daktyli

1 łyżka karobu, (możesz zastąpić kakao, ale karob jest słodki, więc bez niego będą mniej słodkie)

1/2 łyżki kakao

czekolada gorzka

WYKONANIE:


Orzechy umieść w blenderze i miksuj jak najdrobniej, tak, jakbyś chciał zrobić masło orzechowe, ale masła nie rób 🙂

Dodaj do nich wtedy syrop z daktyli, karob i kakao i zmiksuj ponownie.

Z powstałej masy formuj kulki.

Czekoladę roztop w kąpieli wodnej, maczaj  w niej widelcem kulki i odkładaj na papier do pieczenia.

Pozostaw do zastygnięcia czekolady.

SMACZNEGO 🙂

PS. Do pralinek, gdyby nie chciały się kleić, możesz dodać łyżkę oleju lub masła orzechowego np. z orzechów laskowych

2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Marcepan

przez Elusia
Marcepan. Zawsze kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia. Pamiętam czasy, gdy w polskich sklepach trudno było cokolwiek kupić, a marcepan właściwie był ogólnie mało znany. Ale ja zajadałam się nim co święta, a wszystko to dzięki mojej cioci, która przysyłała nam paczki z byłego NRF-u. Och, cóż to była za radość, gdy rozpromienieni, niecierpliwie otwieraliśmy paczki, które aż kipiały od słodyczy, kakao, kawy i innych pyszności. Właśnie wtedy pokochałam marcepan. Pięknie zapakowany, oblany czekoladą był jak sto dolarów, bezcenny. Aromatyczne migdały rozkosznie rozpływały się w ustach, a czekolada jeszcze dopełniała ich smak.

Dziś marcepan robię sama, nie za często, ale od święta. Wtedy przypominam sobie te wspaniałe czasy, gdy półki w sklepach puste, a towar wystany w kolejkach. Wszystko było takie nieosiągalne, takie cenne i takie pyszne, zdobyte nocną wartą przy sklepie. Wtedy to paczki od cioci z EneReFu w istocie były świętością, celebrowaniem smakołyków, gdzie mama wyznaczała nam codziennie porcję. Ileż szacunku było wtedy dla posiłku, ileż skupienia nad jednym kawałkiem czekolady, jakże rozkosznie smakował pomarańcz, wszystko było takie wyjątkowe.

Staram się i dziś tak wyjątkowo traktować posiłki, zanurzać się  w rozkoszy smakowania i cieszyć każdym kęsem. Mieć świadomość, że jedzenie jest świętością, ogromną przyjemnością i niezwykłą chwilą, która powinna trwać w wieczności. Zapuszczam się więc w kawałku marcepana, by poczuć każdy jego okruszek, degustować każdy najmniejszy kawałeczek, cieszyć kubki smakowe tym nieziemskim darem, który sama sobie zrobiłam 🙂

Jest bardzo łatwy do zrobienia, jedynym minusem jest żmudne obieranie  migdałów. Ale i tu można znaleźć przyjemność, bo cóż tak nie uspokaja jak nie monotonność. Powtarzana nagminnie czynność może wprowadzić nawet w stan medytacji. Więc nie marudzić proszę, tylko korzystać z błogości chwili.

SKŁADNIKI:


200 g migdałów ( można też kupić już obrane, tylko świeżutkie z dobrego źródła)

2 łyżki miodu

1 laska wanilii

szczypta soli

1/3 tabliczki gorzkiej czekolady


WYKONANIE:


Migdały zalej na noc wodą ( nie gorącą, ponieważ skórka migdałów staje się  toksyczna po zalaniu wrzątkiem)

Rano  obierz  ( przy ulubionej muzyce lub w totalnej ciszy ) i miksuj migdały w mocnym blenderze aż będą zupełnie miałkie, dodaj miód i wydrążone ziarenka wanilii oraz szczyptę soli. Miksuj jeszcze przez chwilę, aż wszystkie składniki się połączą.

Ugnieć w ręku dwa batony migdałowe.

Czekoladę roztop w kąpieli wodnej ( nad parą) i obtocz w niej batony migdałowe.

Ja polewam całe brzuszki batonów, wstawiam do lodówki, po zastygnięciu zanurzam spody migdałowe.

Pozostaw w lodówce do zastygnięcia czekolady.

Przechowuj w lodówce. Myślę, że długo wytrzymają  przechowywane w lodówce, ale u mnie znikają bardzo szybko 😉

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress