Zupa krem z kalafiora

przez Elusia
Zupa krem z kalafiora

Zupa krem z kalafiora ma wyraźny smak tego jegomościa, przełamany słodyczą pasternaka i wyostrzony chrzanem. Niebagatelna i dobrze komponująca się z nerkowcami, zadziwi niejednego niejadka zup 🙂 A na zdjęciu kolejny jesienny, zielony bohater z mojego ogrodu 🙂 No nie mogę się nadziwić, jakie piękne w tym roku i kolorowe mi wyrosły te kalafiory 😀

A o kalafiorze przeczytacie więcej TU.

Nie rozgotujcie warzyw, zwłaszcza kalafiora, bo straci aromat, dlatego też napisałam, żeby dać go trochę później do gotujących ziemniaków i pasternaka. Ja używam do zupy- kremu resztki kalafiora po odcięciu różyczek, ale możesz również użyć całego kalafiora-oczywiście również białego 🙂

SKŁADNIKI:


Nieduży kalafior lub połowa dużego ( ja wykorzystuję też resztki kalafiora pozostałe po odcięciu różyczek- są równie pyszne)

1 ( niecała) szklanka orzechów nerkowca- namoczone najlepiej na  dwie godziny lub więcej i odcedzone.

2 ziemniaki

1 spory pasternak

15 cm pora

garść liści pietruszki

1 łyżeczka ziaren kolendry

1/2 łyżeczki nasion kuminu

oliwa

1,5 łyżki chrzanu

sól i pieprz

1 litr wody plus ewentualnie na uregulowanie gęstości wrzątek


WYKONANIE:

Por pokrój w kostkę i podsmaż na rozgrzanej oliwie.

Ziemniaki obierz, pokrój, pasternak pokrój na kawałki, włóż warzywa do wody ( zimnej)  i gotuj przez chwilę, a następnie dodaj różyczki kalafiora oraz podsmażony por.  Ugotuj warzywa ( uważaj jednak aby je nie rozgotować,  ponieważ stracą aromat)

W międzyczasie upraż na suchej patelni ziarna kuminu i kolendry i utrzyj je w moździerzu. Dodaj do ugotowanej zupy.

Dodaj do zupy resztę składników, zmiksuj na krem. Dopraw solą, pieprzem i ureguluj gęstość wrzątkiem.

Podawaj z oliwą i liśćmi pietruszki.

SMACZNEGO 🙂

2 komentarze
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Wegetariański placek po węgiersku

przez Elusia
Wegetariański placek po węgiersku

 

Gdziekolwiek nie jesteśmy w restauracji, mój mąż zawsze marzy o placku po węgiersku. Niestety, nigdzie nie podają go w wersji bezmięsnej. No cóż, co robi dobra żona w takiej sytuacji? Oczywiście staje na wysokości zadania, w knajpie zamawia danie, które jest wegetariańskie a w domu przyrządza placek po węgiersku wegetariański  😀 I taki oto wyszedł, pyszny, treściwy i najlepszy ze wszystkich placków 😉

SKŁADNIKI:


Przepis na placki znajdziesz TU. Jedyne, co możesz w nich zmienić, ale wcale nie musisz, to zastąpić ilość dyni ziemniakami. Wtedy to będą stricte ziemniaczane, bez dyni.


1 tofu, może być wędzone lub zwykłe- 200 g

4 łyżki sosu sojowego, dobrej jakości

2 papryki czerwone

1 papryka żółta

1 bakłażan

1 cebula ( duża)

3 ząbki czosnku

5 łyżek pulpy pomidorowej

garść liści natki pietruszki

1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku

1/4  łyżeczki chili

sól i pieprz do smaku

1,5 łyżki  klarowanego masła lub 4 łyżki oliwy


WYKONANIE:


Bakłażana opal nad palnikiem gazu ( ja włożyłam go wprost do gardzieli pieca, gdzie pali się drewno- 10 minut i wyjęłam ze spaloną skórką, w środku natomiast był znakomicie upieczony) jednak możesz zupełnie pominąć ten proces, jeśli nie masz ani ognia w piecu ani gazu, wtedy to upiecz go w piekarniku). Skórkę spaloną oczywiście ściągamy, ale w piekarniku spalenie skórki mu nie grozi 😉  Bakłażana pokrój w kostkę po upieczeniu.

Tofu pokrój w kostkę i skrop sosem sojowym, wymieszaj i odstaw na kilka minut, aż wypije cały sos.

Cebulę pokrój w kostkę a czosnek posiekaj drobno.

Papryki pokrój w kostkę.

Rozgrzej połowę masła lub oliwy i uduś na nim cebulę  aż będzie miękka, dodaj czosnek i jeszcze chwilę podsmaż, przełóż warzywa  do innego naczynia i podsmaż teraz pokrojoną paprykę, odłóż paprykę i usmaż tofu ( dawkuj tłuszcz,  aby podsmażyć wszystkie składniki)

Do usmażonego tofu dodaj wszystkie warzywa, pulpę oraz przyprawy, zagotuj sos. Posyp natką pietruszki. Podawaj na placku ziemniaczanym.

SMACZNEGO:)

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Kuskus z kalafiora z harissą

przez Elusia
Kuskus z kalafiora z harissą

Jakkolwiek by nie było, wiem, że najlepsze jedzenie jest w domu. Gdy gotuję, wkładam w to wszystkie moje zmysły. Oczy cieszą przeróżne kolory,  nos zbiera smakowite wonie a podniebienie rozpieszczają niesamowite smaki. Nawet uszy rozkoszują się sygnałami, a to coś skwierczy, a to bulgocze, a to syczy. I gdy tak wkładam całe moje serce w tworzenie, wiem, że robię dla siebie coś, co daje energię, rozkosz i radość istnienia.

Gotowanie, zwłaszcza jesienią i zimą to czysta magia. Uwielbiam zapach prażonych, orientalnych przypraw, spokojne, monotonne mieszanie ich na patelni, ucieranie w moździerzu, gdy woń  ulatnia się na cały dom. Wprost kocham krojenie warzyw, te kolory, te kształty… Ileż cudów dała natura. Piekarnik aż huczy od temperatury rozgrzany ogniem, radośnie skwierczy cebula na palniku… czyż nie są to czary, gdy nagle na stole pojawia się mnóstwo pyszności …

Kalafior utarty na tartce i podsmażony na ghee jest obłędnie smaczny! Przyprawcie go harissą a efekt murowany 🙂 Smakuje do upieczonej cukinii, możecie go udekorować sosem z dyni i miso ( przepis TU) lub rozgnieść awokado i połączyć je z tartym chrzanem. Traktujcie ten przysmak jak kaszę.

SKŁADNIKI:


1 nieduży kalafior

1 łyżka ( nie kopiasta)  ghee

1 łyżka harissy

sól i pieprz


2 nieduże cukinie

1 łyżka harissy

2 łyżki oliwy


WYKONANIE:


Kalafior zetrzyj na tartce o grubych oczkach ( zdecydowanie wolę niż miksować go w mikserze, ale tak też można)

Rozgrzej ghee i wsyp kalafior na rozgrzany tłuszcz, mieszając podsmaż go chwilę ( około 5 minut).

Tutaj możesz podlać kalafior małą ilością wrzątku i dusić jeszcze, lub zatrzymać się na etapie smażenia, to zależy jaki wolisz- al dente czy nieco miększy.

Przypraw harissą, mieszaj i jeszcze chwilkę potrzymaj na ogniu.


Cukinię pokrój w plastry, wysmaruj harissą i upiecz na blaszce w piekarniku-  około 25 minut – 170 stopni


Podawaj kuskus z kalafiora z plastrami z cukinii.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Kalafior pieczony z harissą z orzeszkami ziemnymi

przez Elusia
Kalafior pieczony z harissą z orzeszkami ziemnymi

Taki ot jegomość kalafior wyrósł mi na ogrodzie. Jest ich kilka, w tym jednego podgryzła nornica od korzenia, więc pozuje bidulek jako niedorozwinięty malutki kalafiorek obok tego dużego. Jesień bardzo sprzyja kalafiorom więc jeśli macie ogród gorąco polecam, wtedy to nie trzeba podlewać, jakoś same rosną bez pomocy . A jak miło iść na ogród i zbierać swój, tak przepiękny, zielony… Na przyszły rok spróbuję z innymi kolorami 🙂

A dziś przepis bardzo prosty i pyszny. Jedynie trochę pobawicie się z harissą. Można zrobić jej więcej, przyda się na pewno np. do : pieczonego brokułu i kalarepki ,marchewki z harissą i labneh , pieczonej kolorowej marchewki z fasolką szparagową czy do kuskusu z kalafiora ( przepis niebawem) .

SKŁADNIKI:


1 kalafior ( obojętnie jaki kolor)

3-4 łyżeczki harissy ( przepis TU)

1 cebula

1 garść uprażonych orzeszków arachidowych ( kupuję surowe i sama je prażę w piekarniku – 10-15 minut – 170 stopni)

1 szklanka ugotowanej fasoli adzuki ( opcjonalnie)

2 łyżki oliwy


WYKONANIE:


Kalafior podziel na różyczki ( głąb zostaw do wykorzystania w zupie lub do placków).

Cebulę pokrój na mniejsze części. Delikatnie posól i popieprz.

Natrzyj różyczki kalafiora harissą. Wyłóż wraz z cebulą na blasze i piecz około 40 minut- 180 stopni.

Posyp kalafior orzeszkami, polej oliwą.

Podawaj np. z ugotowaną fasolką adzuki.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Placki z cukinii  z sosem z dyni i białym miso i o naszych rodzinnych korzeniach

Każdy z nas miał inny dom rodzinny, dostał inne wychowanie i inaczej odbierał swoich rodziców. Nawet z jednego  domu rodzeństwo co innego wyniosło i jest zupełnie inne. 

Rodzice od kilkudziesięciu lat nie cieszą się często u nas autorytetem, wręcz przeciwnie, uważamy ich za anachronicznych, śmiesznych i niekompetentnych. Gubią się przecież w naszym świecie, skomputeryzowanym, nowoczesnym, z wielkimi nowinkami technicznymi i z ogromnym, konsumpcyjnym postępem. Ba, do tego wszystkiego dochodzi fakt, że dzisiaj rodziców totalnie obwinia się za wszystkie nasze kłopoty, obarczając ich winą nieudacznego wychowania. Gromadnie uczestniczymy, lecząc swoje życie u psychologów, rozdrabniając je i rozdzierając na czynniki pierwsze. Analizujemy siebie odkąd pamiętamy swe dzieciństwo i obwiniamy, obwiniamy, obwiniamy… ale nie siebie. 

I tak, wydaje nam się, że jesteśmy wolni i niezależni, uzależniając się  jednak od problemu jeszcze bardziej, ponieważ całą winą obarczamy rodziców, osądzając ich, krytykując i stawiając siebie w roli kozła ofiarnego. A im bardziej ich osądzamy, tym bardziej spada na nas natłok rozdarcia wewnętrznego i tym bardziej przeżywamy wewnętrzny konflikt. Taka wewnętrzna niespójność godzi w samo sedno miłości i lojalności, uderza w pierwotną więź, która daje poczucie bezpieczeństwa. A szukanie winnych to umycie rąk od odpowiedzialności, to brak chęci przyjęcia zobowiązania. Bo cóż ja pocznę, gdy miałem, miałam taki a nie inny dom, cóż, taki, taka jestem przez matkę, przez ojca. A gdzie, pytam, zdrowy rozsądek, gdzie praca nad sobą, gdzie, wiem, ale gdzie wysiłek i determinacja do działania? 

Rodzinę widzimy jako siedlisko zła i kompleksów, a zupełnie zapominamy o drugiej stronie medalu. Jak więc cieszyć się gniazdem, skoro sami je burzymy. 

Gdybym powiedziała mojej osiemdziesięcioletniej mamie, że źle mnie wychowała, że zrobiła mnóstwo błędów, pewnie spadła by ze stołka. Ona tego nie zrozumie. Pewnie i ja nie rozumiem moich dzieci, chociaż bardzo się staram, ale na miłość boską, czy można tak srać we własne gniazdo… obarczając winą jednych a umywając siebie… Rozumiem moją mamę, wiem, że nic więcej zrobić nie mogła, a właściwie nie umiała. Czy cokolwiek w życiu mi się nie udaje, jest winą moich rodziców? przecież mam swój mózg. A skoro już wiem jacy byli, co zrobili, to przewrócę świat do góry nogami, bo wyciągnę wnioski, a nie niszczę związku, który jest tak naprawdę nie do zniszczenia. Bo korzeni nie da się wyprzeć, bo jest coś co ma wielką siłę, to związek matki i syna, ojca i córki, to pierwotne wartości, niezależne od codziennych relacji. 

Pod żadnym pozorem nie wydaje mi się, że rodzice chcą nas skrzywdzić. Wynieśli różne doświadczenia ze swojego życia, równie podłe jak ciekawe i piękne, ich doświadczenie determinuje do różnych form wychowania, zdaje sobie sprawę, że bywają też skrajności, które tu pomijam. Wiele lęków to odbicie historii rodzinnej, jednak my w tej historii uczestniczymy. To nie los nam zesłał taką rodzinę, to nie przypadek dał takich rodziców. 

Poza tym każdy, kto pojawił się pierwszy w rodzine stoi na wyższym szczeblu w hierarchii i moim skromnym zdaniem zawsze jest to pierwotna potrzeba człowieka, zakodowana od tysięcy lat. Niestety dzieci dziś są naszymi koleżankami i kolegami i trudno tu wyznaczyć granicę. Szacunek inaczej układa się do koleżanki a inaczej do przełożonego. Rodzic natomiast zasługuje na wyższy szczebel, to oni uczą nas ponadczasowych więzi, zdolności do empatii, tworzenia wartości, miłości czy tworzenia związków. To oni pokazują pierwotne wzorce jak żyć, jak kochać. Nie doceniamy ich doświadczenia, pomimo, czy choćby nawet byli analfabetami, to nie istotne. 

Rodzice są łatwym celem aby skierować na nich spust. Tak łatwo ich oskarżyć i przypiąć etykietę. Ale, niestety, często stajemy się bardzo podobni do nich, nawet tego nie widząc. 

Dziecko potrzebuje wsparcia, mentora i autorytetu. Jeśli jesteś rodzicem, dbaj o to. W przyszłości możesz stać się kolejną ofiarą, która zostanie osądzona i oskarżona jako główna żmija, która wypuściła swój jad aby wpuścić na manowce swoje potomstwo. 

Namawiam Was na te placki, proste, bezproblemowe i rozkosznie ukoronowane przepysznym sosem z dyni. Ten sos można zrobić na dwa sposoby, można też zrobić z niego pastę do chleba, dip do warzyw. Niżej podaję ten prostszy przepis, a ten drugi,  z wieloma składnikami, podam w innym poście. Placuszki, dzięki mące z cieciorki są chrupiące i lekko orzechowe, robię je z jajkami i smażę na ghee, więc nie są czysto wegańskie. Smażcie na dobrze rozgrzanym tłuszczu, malutkie placuszki, wtedy łatwo przewrócicie je na drugą stronę, a takie maleństwa przyjemniej się je. Gorąco polecam 🙂

SKŁADNIKI:


80 dkg cukini

2 jaja

2 kopiaste łyżki mąki z cieciorki

szczypta soli

pieprz świeżo mielony

1 łyżka liści pietruszki

ghee do smażenia


Na sos :


1 szklanka upieczonej i zmiksowanej dyni

1 łyżka białego miso

1 łyżka soku z cytryny

2 łyżki oliwy


WYKONANIE:


Cukinie zetrzyj na tarce o grubych oczkach, posól i odstaw na sitku na dwadzieścia minut, lub krócej, wtedy dobrze ją wygnieć. Pozbądź się wody, którą cukinia wypuści.

W między czasie zrób sos ze  zmiksowanej dyni, miso, soku z cytryny i oliwy. Jeżeli jest za gęsty, dolej odrobinę wody.

Do masy z cukinii dodaj  jaja, mąkę, oliwę i pieprz oraz liście pietruszki.

Smaż małe placuszki, kładąc łyżką,  na dobrze rozgrzanym tłuszczu.

Podawaj z sosem z dyni.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress