Pasta z zielonego groszku i awokado i o zmianie, czyli rozwoju

Dlaczego życie jest tak fascynujące? Bo jedyną pewną rzeczą  jest zmiana. A zmiana to rozwój i stawanie się tym, kim jesteśmy. Odkrywanie siebie, bez ograniczeń, które stoją murem w postaci wychowania i konwenansów, często bez wygód, gdy sytuacja sama przymusza do  złapania wszystkiego we własne ręce. Wiem, wygodnie się żyje, gdy spełniamy cudze oczekiwania a nie szukamy własnych dróg, często krętych z wybojami. Ale przecież co nas najbardziej rozwija? To co najtrudniejsze, wręcz niemożliwe. A jednak, do zrobienia. 

Każdy etap w życiu przynosi coś nowego i sztuką jest pogodzić się z tym i przyjąć to co świeże a pożegnać stare. Człowiek musi się zmieniać, bo zmiana to postęp. Zmiana to jedyna stała rzecz w naszym życiu. Strach przed zmianą jest naturalny, ale zatrzymać się nie da, nie da się żyć bez ewolucji. Jedynie można zboczyć z drogi zamiast pójść na skróty. Szkoda więc marnować własnego potencjału, swoich szans, tylko dlatego, że boimy się nowego. Aby przyjąć nowe, trzeba pożegnać stare…

Lubicie dipy? Groszkowy sezon trwa, spróbujcie, jest bardzo wykwintny i pyszny jak na arystokratę przystało. Wiecie, że kiedyś na dworach zielony groszek był rarytasem?

SKŁADNIKI:


1 szklanka ugotowanego groszku zielonego ( na wrzątek wrzuć groszek i gotuj 3 minuty, odcedź i zanurz w lodowatej wodzie, odcedź) Poza sezonem użyj mrożonego

1 dojrzałe awokado

1 łyżka soku z cytryny

1/2 łyżeczki garam masala ( przyprawa)

pieprz i sól do smaku

2 łyżki oliwy z oliwek


WYKONANIE:

Awokado obierz, usuń pestkę.

Zmiksuj wszystkie składniki.

Podawaj jako dip do warzyw, pastę do chleba, dodaj do kaszy jaglanej lub wymieszaj z makaronem.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Zielony groszek z czarnym ryżem i kurkami

Zielony groszek, bo to on jest dzisiaj moim bohaterem. Nasiałam go tak dużo, że chyba przez tydzień nie da mi spokoju. Najpierw muszę go zebrać, obrać, poddać obróbce termicznej i do słoików lub zamrozić. Powiem jednak szczerze, że  ten drugi sposób jest o tyle lepszy, że po pierwsze, mniej roboty a po drugie, po mrożeniu groszek nie traci swojego pięknego, zielonego koloru. Czy wiecie, ze groszek cukrowy znany jest już od ponad dziesięciu tysięcy lat? Uprawiano go regularnie i jedzono niemal na całym świecie. Podczas prac archeologicznych w Troi odkryto nawet garnek wypełniony suszonym grochem, który leżał tam przez setki lat. Dawno temu był bardzo eksluzywnym warzywem, jednak przez technikę- zamrażanie- trochę nam spowszechniał.   Groszkowe cuda już zaczynam pichcić na moim drewnem opalanym piecu ( uf, jak gorąco przy nim latem, mam okazję się wygrzać i wypocić za wszystkie czasy, a to mi jest nawet potrzebne 😀 )

A groszek warto jeść, ponieważ świetnie działa na wątrobę, żołądek i śledzionę, zwłaszcza na przeciążone narządy. Ma naturę termiczną neutralną, smak słodki i wzmacnia cały układ pokarmowy. Harmonizuje  trawienie, działa lekko moczopędnie i lekko przeczyszczająco. Stosowany w przypadkach skurczów, obrzęków, zaparć, wykwitów skórnych ( czyraki, pryszcze) dobrze łagodzi te dolegliwości.

A dziś sezonowe, wyśmienite danie, na każdą okazję:  ryż czarny fantastycznie komponuje się z zielonym groszkiem i kurkami. W wykonaniu proste i szybkie, w sam raz na letnie upały 🙂

SKŁADNIKI:


3/4 szklanki ryżu czarnego

2,5 szklanki wody

1 szklanka groszku zielonego

200 g kurek

1/2 kalarepy

oliwa

2 ząbki czosnku

1/2 łyżeczki curry

sól i pieprz


WYKONANIE:


Ryż wypłucz. Czosnek pokrój drobno. Na patelni rozgrzej olej ( około 2 łyżki) , wrzuć czosnek, podsmaż ciągle mieszając, dodaj osuszony ryż i mieszając podsmaż chwilkę. Przełóż ryż do garnka ( możesz od razu podsmażyć wszystko w garnku, pomijając patelnię), zalej wodą, dodaj sól i curry  i gotuj aż wypije całą wodę ( około godziny).

Kalarepkę pokrój w kostkę i uduś na łyżce oleju, przełóż do ryżu.

Kurki umyj, oczyść, ewentualnie pokrój i smaż na mocno rozgrzanym oleju. Gdy będą gotowe przełóż je do ryżu.

Groszek wsyp na wrzątek, gotuj 2-3 minuty ( od czasu zagotowania), odcedź i zalej lodowatą wodą. Dodaj do ryżu.

Podawaj gotowe danie z sałatą okraszoną oliwą 🙂

SMACZNEGO 🙂

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Spotkanie w ogrodzie i refleksja nad  tym gdzie jest nasze zdrowie

W zdrowym ciele, zdrowy duch”

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze intrygowała mnie dieta i często zastanawiałam się, czy to co jem jest właściwe, zdrowe, czy mi służy… Zastanawiałam się nad związkiem diety i chorób, myślałam o zwierzętach, które żyjąc na wolności wybierają intuicyjnie to, co dla nich najlepsze, nie licząc kalorii, nie kontrolując witamin i minerałów,  nie mając problemów z otyłością.  Żyjąc ciągle w niepewności, nie mając stu procentowej satysfakcji, trafiłam na wiele mądrych książek, które nauczyły mnie pokory i respektu do mojego ciała, zarówno fizycznego, umysłowego jak i duchowego.

Pewnie wiesz, że ciało fizyczne i odżywianie mają ogromny wpływ na ducha.

Byłam świadkiem choroby i śmierci mojego ojca, która jeszcze bardziej utwierdziła mnie w decyzji do szukania złotego środka. Bo czy to możliwe, że człowiek jako jedyny organizm w przyrodzie posiada wadliwie zaprojektowany układ odpornościowy, a w związku z tym do przeżycia potrzebuje stałej opieki i interwencji lekarskiej już od samego poczęcia?  Czyżby nasz system immunologiczny był gorszy od reszty systemów istot na Ziemi? 

Wszystko wydaje się niemożliwe, tym,  którzy niczego nie próbują”

Szukałam, bo moje zdrowie nie było zadowalające, takie jak być powinno, czyli właściwe dla nas ludzi, czyli idealne, czyli zdrowie w pełni, bez żadnych uszczerbków, bez żadnych problemów. Przeszłam przez wiele diet, stosowałam wielodniowe głodówki, oczyszczałam organizm lewatywami, aż trafiłam na witarianizm. Jadłam na surowo prawie pięć lat. Jednak nadal szukałam.

„Najpierw marnujemy zdrowie, aby dojść do pieniędzy,

 Potem marnujemy pieniądze, aby dojść do zdrowia”-    Robert Fangrat

Tyle  leków, tyle starań lekarzy i mimo tych wszystkich zabiegów szanse na pełne zdrowie coraz mniejsze. Więc może lepiej zapobiegać, niż leczyć? To nie takie proste. Zapomnieliśmy o posiłkach naszych prababek, skromnych , prostych i niebagatelnych. Zapomnieliśmy o ziołach, ruchu, poście i pracy ze świadomością. Jesteśmy ofiarami stereotypów, dziedzicami myśli, doświadczeń i przekonań naszych “autorytetów“. Tak prosto i bez wysiłku zrobić zakupy w kolorowych pudełkach,  to takie wygodne usiąść przed telewizorem, siedzieć przed nim do późnych godzin, zjeść coś jeszcze przed spaniem. Rano może ciężko wstać po takim zabiegu, ale od czego jest kawa, od czego cukierki… 

Późne jedzenie, tzn. już po godzinie 18.00 jest nie lada wyzwaniem dla organizmu, ponieważ system trawienny o tej porze już odpoczywa. Jeżeli zjemy późno, nasze jedzonko pozostanie mało strawione, więc nie liczmy na poranne tryskanie energią.  Wątroba najintensywniej pracuje o godzinie 1.00 a 3.00, więc i ona nie będzie zadowolona z obżarstwa wieczornego. Zabraknie jej czasu na regenerację.

I nie łudźmy się, że ktoś za nas zrobi konkretną robotę, nie oddawajmy się bezgranicznie autorytetom, bądźmy zobowiązani dbać o nasze zdrowie, bądźmy autorytetem dla nas samych.   Nie zapominajmy, że nasze zdrowie zależy od nas, bo tylko my jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Nikt za nas tego nie zrobi.  Jeżeli rozpusta żywieniowa gości w naszych ciałach, nie możemy liczyć na cud, bo wszelkie tabletki tylko uśmierzają chorobę, leczą skutek, a przyczyna zostaje, i wchodzi coraz głębiej w organizm.

Trafiłam na kuchnię pięciu przemian. 

Jest wiele dróg zdrowej diety, jedną z nich jest kuchnia wg pięciu przemian, pochodząca z dalekich Chin. Tam medycyna naturalna rozwijała się od pięciu tysięcy lat i gości w wiejskich domach do dziś. Jest tak mądra jak  i nasze stare tradycje, niestety dziś już zapomniane. Kuchnia wg pięciu przemian jest zaskakująca, poprawia jakość, smak i energię potraw. Stwarza równowagę energetyczną  i smakową, rozwija świadomość poprzez skupienie i koncentrację, które są niezbędne  w czasie przygotowywania potraw, rozwija kreatywność, pożywienie staje się lepiej przyswajalne, wychodzi się też ze schematów gotowania, daje to inspirację i możliwość odkrywania smaków. 

 W krajach zachodnich możliwości dietetyczne, czyli terapie dietą, jeszcze nie są doceniane. Nasz system kieruje się swoimi prawami, gdzie nie zapobiegamy powstawaniu chorób, lekceważymy jej symptomy, a ostre dolegliwości natychmiast likwidujemy mocnymi lekami. Inaczej w Chinach: porada dietetyczna jest stałym elementem tradycyjnego odżywiania. Zapomnieliśmy, jedząc swoje fast foody, jak ważnym czynnikiem jest spożywanie prostych i nieprzecenionych potraw naszych babć. 

W świecie zachodnim bardzo popularna stała się akupunktura, która zadziwiająco pomaga w niektórych przypadłościach. Natomiast mniej spektakularna terapia żywieniowa została zlekceważona, z racji swoich powolnych, ale bardzo znaczących skutków, przynoszących ogromne korzyści naszemu zdrowiu. My, ludzie zachodu, przeoczyliśmy  jeden fakt, że sukces w leczeniu, lub zapobieganiu chorób przynosi, owszem akupunktura i terapia ziołami, lecz wyłącznie w połączeniu z terapią żywieniową. A skutków błędów w naszym trybie życia nie da się usunąć paroma nakłuciami i tygodniową terapią herbatką ziołową.

Odżywianie według pięciu przemian, zbliża nas do diety naszych przodków oraz uzmysławia nieznane dotąd zależności pomiędzy błędami w odżywianiu i stylu życia, a wynikającymi z nich dolegliwościami. Zbliża do życia zgodnie z naturą, z jej rytmem i porami roku. Dieta, dobrana prawidłowo do naszej konstytucji przyspiesza proces zdrowienia oraz ogranicza wydatki na lekarstwa i zabiegi. Również sam fakt zadbania o siebie, rozpieszczenia organizmu i zrobienia coś dla siebie poprawia samopoczucie i sprzyja wyzdrowieniu.

O jakości pożywienia, bardzo przetworzonego  o niskiej wartości odżywczej, produkowanego przemysłowo, wszyscy  słyszeliśmy. Jednak głównie one goszczą na naszych stołach. Niezależnie przecież, co takiego się zjadło, uczycie głodu znika.  No, może potem przeszkadza wzdęty brzuch, uczucie pełności, rozbicia, ale jesteśmy przyzwyczajeni do takiego samopoczucia po posiłku, więc o co chodzi?  Oprócz tego między przyczyną,  a pojawieniem się skutku jest długa droga, więc chorób krążenia, alergii, wyciętego woreczka żółciowego czy usuniętych migdałków  nie kojarzymy z dietą.

Nasze stoły zastawione są produktami silnie przetworzonymi, mrożonymi, chłodzonymi, odgrzewanymi w mikrofalówkach. A odzwierciedleniem takiego stylu życia są twarze ludzi spotykanych na ulicach, bez radości i zadowolenia. A miarą tego są kasy chorych i statystyki mówiące o ogromie chorujących ludzi.

Kiedy nasze trawienie jest ciągle narażone na trudną pracę, wypalamy naszą energię i czujemy się ociężali zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie dziwmy się więc temu, że nasze życie przeżywamy przed ekranami telewizora- można tam niejedno przeżyć, bez podejmowania jakiegokolwiek wysiłku.

Odpowiednia dieta bardzo skutecznie wzmacnia witalność i siłę życiową człowieka. Po odpowiednim posiłku  wzmaga się uczucie lekkości i przyjemności, oraz podnosi się energia. Poprawia się również nasza koncentracja, sposób myślenia, jakość  snu, podnosi się poczucie własnej wartości. Odpowiedniej diety nie sposób przecenić.  To jest doświadczenie wielu ludzi, którzy zdecydowali się na zdrowe odżywianie.  Rozwiązanie wielu dolegliwości jest bardzo proste, a zarazem bardzo trudne, ponieważ trudno pożegnać się z naszymi żywieniowymi nałogami. Ale pamiętajmy, że lekarstwem na przyzwyczajenia jest inne przyzwyczajenie.

Obecnie, o tej porze roku spożywam bardzo proste posiłki. Tudzież raniutko po bieganiu czy jodze zatrzymuję się w ogrodzie, aby z krzaka nazrywać truskawek i najeść się takimi do syta. Tu wchodzę na drzewo, gdzie czereśnie uśmiechają się do mnie rumieńcem. Gdzieś tam groszek zielony woła na spotkanie, taki pyszny i słodziutki. A młode ziemniaczki z koperkiem i odrobiną oliwy kuszą na talerzu z surówką z młodej kapusty. Zaraz bób zagości na stole, zadomowi się gotowany, taki prosto z wody. Kalarepa chrupie pod zębami, aż ślinka leci… Czasem jaglanka posypana suto jagodami gra pierwsze skrzypce. Tak najprościej, tak bez wymyślania, tak prosto, z natury 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest
Ogrod, słonce, miłosc i ogien czyli o zaczarowanej nocy świetojanskiej

A ja znów o tym czerwcu. Nie, nie jest to mój najpiękniejszy miesiąc w roku, jest tak piękny, jak inne miesiące, jest inny, wyjątkowy. Rozkoszuję się długimi dniami, mniej śpię, bo zimą to odeśpię ( tak, tak, jeśli zimą nazbieramy energii, a i dłużej będziemy spać- z racji bardzo krótkich dni, latem nam się to odwdzięczy). 

Zachwycam się moim ogrodem, mnogością i przeróżnością kwiecia, ciągle coś pielę, przesadzam, warzywa się za to odpłacą 🙂 i cieszę się każdą chwilą przepełnioną słońcem, ciepłym powiewem wiatru i radosnym preludiom ptaków.

Tudzież jaśminu kwiaty wabią swym ciężkim, ale jakże rozkosznym zapachem, tu stare odmiany róż zapraszają do urzekającej woni, a na skraju piwonie, jak malowane, delikatnie pachnące… 

W pobliżu, przy lesie na stawach gromadka łabędzi z dumnymi rodzicami, ach, jakie one są piękne!    A w oddali kaczki i i puszyste ich młode. Wieczory rozkrzyczane przez żaby… z czarującą wonią maciejki. I jeszcze ta noc świętojańska… no same czerwcowe cuda 😉

Noc świętojańska związana jest z letnim przesileniem Słońca, gdy to w najkrótszą noc w roku, pogańscy Słowianie obchodzili swoje uroczystości. Kościół katolicki, nie mogąc wykorzenić corocznych obchodów spróbował zasymilować święto „ Nocy Kupały”  z obrzędowością chrześcijańską chrztu św. Jana.

 W wyniku zakazów i kar obchody nocy  Sobótki zaczęły stopniowo zanikać, by w drugiej połowie XVI stulecia, wraz z nadejściem epoki głoszącej powrót człowieka do natury, tego co dawne, pierwotne, na nowo się narodzić.

Znacie „ Pieśń świętojańską o sobótce Jana Kochanowskiego?

…„A teraz ten wieczór sławny

Święćmy jako zwyczaj dawny:

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania.”…

Święto czerwcowe to gloryfikowanie ognia, wody, słońca i księżyca. To wiara w urodzaj, płodność, radość i miłość. To nasze cudowne święto, takie polskie, takie słowiańskie. Natura daje przecież tyle radość, tyle rozkoszy, czemuż nie cieszyć się jej darami, nie umilać sobie życia, radując się od tak,  po prostu, że jesteśmy jej częścią 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Truskawkowe love- czyli co zrobić z truskawek

przez Elusia
Truskawkowe love- czyli co zrobić z truskawek

Kocham truskawki miłością niezmienną, uprawiam je w moim ogródku i gdy tylko przychodzi sezon jem je rano w obiad i wieczorem 😀 Myślę, że właśnie dlatego,  iż są to typowo  krótko sezonowe owoce, tak bardzo je uwielbiamy.  Jak tylko pojawią się na krzakach, jeszcze nawet nie do końca dojrzałe, nie mogąc się doczekać, łakomie zrywam je i rozkoszuję podniebienie tym nieziemskim smakiem 🙂

Co z nich robię? Przede wszystkim robię podstawowy mus do wszystkiego, tzn. obieram kilogram truskawek, połowę miksuję, np.  z dwoma bananami i dwoma łyżkami syropu daktylowego, drugą połowę truskawek kroję na ćwiartki i mieszam razem z tą zmiksowaną. To jest baza. Wtedy to zjadam tak przyrządzone truskawki jako samodzielne danie lub polewam  kaszę jaglaną, ryż czy makaron.

Gdy to mi się znudzi miksuję kilogram truskawek z 400 ml koziego jogurtu. Pijemy lekko schłodzone. Można dosłodzić syropem daktylowym, jeżeli lubicie słodsze dania.

Gdy upał doskwiera możecie zrobić lemoniadę. Pół kilo truskawek obieram, miksuję i przecieram przez sito, wtedy dodaję pół litra serwatki pozostałej z przyrządzenia serka labneh,  który to wykorzystuję do deseru truskawkowego- przepis poniżej . Oczywiście może być serwatka otrzymana ze zwykłego kwaśnego mleka. Do lemoniady możecie również dodać syrop daktylowy lub inny słodzik oraz kostki lodu. Byłabym jednak nieszczera, gdybym nie napisała, że naj naj najbardziej kocham truskawki prosto z krzaka 😉

Deserek bardzo łakomy, pyszny i orzeźwiający, z serkiem labneh i zapiekanymi płatkami z owsa. Skuście się, naprawdę warto 🙂

SKŁADNIKI:


pół litra bazy truskawkowej bez banana- truskawki obierz, połowę zmiksuj, połowę pokrój na ćwiartki i wymieszaj. Możesz dosłodzić syropem daktylowym.


szklanka serka labneh – przepis TU 


200 g płatków owsianych

8 łyżek roztopionego oleju kokosowego

3 łyżki syropu daktylowego


WYKONANIE:


Płatki owsiane wymieszaj z olejem i syropem daktylowym i rozłóż na blasze. Piecz – 170 stopni- 15 minut, mieszając co  3-5 minut. Ostudź.

Do pucharków umieszczaj na zmianę mus truskawkowy, serek labneh i płatki owsiane. Podawaj od razu.

Resztę płatków używaj na bieżąco jako posypkę do kasz, owoców, deserów, lub zrób znów truskawkowy deser 🙂

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterGoogle +Pinterest

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress