Home Coś do poczytania Wegański pasztet świąteczny i o tym, dlaczego zostałam wegetarianką

Wegański pasztet świąteczny i o tym, dlaczego zostałam wegetarianką

przez Elusia
Wegański pasztet świąteczny i o tym, dlaczego zostałam wegetarianką

Zwierzęta zawsze wzbudzały we mnie zachwyt, nigdy też nie bałam się psów, kotów, kur, krów i tym podobnych. Wychowałam się na prowincji, więc nie obce mi były codzienne wyprawy z mamą do PGR-u z kanką po mleko, czy wizyty na targu z ojcem po żywe kury. W moich czasach karpie pływały w wannach domów i nikogo to nie dziwiło, nikogo… oprócz mnie i pewnie innych dzieci, gdy ojciec podjął decyzję unicestwić biedaka. Jako mała dziewczynka zdążyłam tak zaprzyjaźnić się z rybą, że żadna siła nie wyprowadziła mnie z łazienki, gdy intuicyjnie czułam, że coś się niedobrego święci. Gdy wracałam z mamą z zakupów, przyjaciela- karpia już nie było, a mnie ogarniała czarna rozpacz ( zaoszczędzili mi chociaż rzeźni mordu 😉

To samo powtarzało się z uwięzioną pętlą kurą, która, bidula, czuła pewnie co ją czeka, i nic nie pomagały moje całusy i zapewnienie, że bardzo ją kocham. Cóż, dzieci nie zdają sobie sprawy, co kryje się pod ulubionymi kabanosami, szynką na kromce chleba czy w sosie z ulubionymi kluskami. 

Na wsi, gdy byłam już sprawcza w swoich decyzjach poznałam świnię, przekonując się jak świadomym i emocjonalnym oraz mądrym jest zwierzęciem. Poruszyło to moje najgłębsze pokłady empatii i współczucia. 

Jednak, widocznie jeszcze nie dojrzałam wtedy do świadomej decyzji niejedzenia mięsa, targana presją z zewnątrz i, przyznam szczerze, unikająca skutecznie czytania o łamaniu praw zwierząt ( z resztą jakież wtedy były informacje),   tkwiłam w ogóle zamiast stać się jednostką. Tak, to były czasy, gdzie wegetarianizm był jakimś dziwacznym wymysłem jednostek. Zresztą informacji na ten temat było jak na lekarstwo.  Gdy stałam się wegetarianką, zostałam zupełnie wyalienowana z grona mięsożerców jako dziwaczka i szarlatanka. Z czasem sama zrozumiałam, że trudno jest funkcjonować wśród ludzi o innym spojrzeniu na konsumpcję, jest się wyrzutkiem. Niestety,  kuchnia ludzi łączy, integruje i zespala. Wspólne biesiady to wspólne jedzenie. 

Tak do końca jeszcze nie wiedziałam jak te zwierzęta trafiają na talerz, w jakich wstrząsających warunkach umierają i jak żyją, że mięso, które na co dzień trafia do naszych żołądków jest naszpikowane smutkiem, cierpieniem i strachem. Pomijam tu antybiotyki i hormony, które każde zwierzę hodowlane otrzymuje profilaktyczne. 

Jak więc to, bo czegoś tu nie mogłam pojąć, kota i psa kochamy a świnię mamy głęboko w poważaniu, czyż ona równie jak inne zwierzęta, jak pies, jak kot, nie czuje strachu, radości, bólu czy stresu. Czyż ona nie chce żyć… 

Nasz świat jest zupełnie oddzielony od hodowlanych zwierząt, więc absolutnie nie widzimy związku szynki czy kabanosa z losem okropnie traktowanych i zabijanych świń, które są nie mniej sympatyczne i inteligentne od naszych psów. Nie będę tu rozpisywać się o dramatyzmie, bo trudno mi pisać o strasznym cierpieniu. Wiem jedno, gdybyśmy wszyscy wiedzieli ile traumy, cierpienia i krzywdy jest w kawałku kiełbasy, gdybyśmy doświadczyli kontaktu z tymi istotami, by później poddać je straszliwej męce, nigdy takiej rzezi te czujące istoty by nie doświadczyły. Dawniej człowiek zabił zwierzę, które chodziło po trawie, czy biegało po lesie, strach i męka to była kropla w morzu w porównaniu z dzisiejszą, że tak powiem, zagładą zwierząt.

Nie jestem ortodoksyjna i nigdy nie roszczę sobie praw do pouczania innych jak i co mają jeść. Wiem i ufam bowiem, że w wielu kwestiach działamy nieświadomie i nawykowo, nie zastanawiając się nad całością. Wszyscy bowiem jesteśmy przecież równie emocjonalni, uczuciowi, dobrzy jak nasi bracia- zwierzęta. Ale też zdaję sobie sprawę, że mięso to bardzo pożywne, dające wszelkie składniki, stymulujące i wzmacniające pożywienie. Wegetarianie a zwłaszcza weganie muszą naprawdę bardzo skrupulatnie komponować swoją dietę,  w której może pojawić się wiele niedoborów. Można to oczywiście naprawiać wysokiej jakości suplementami. I co jest najważniejsze kochani ; że wszystko jest w naszej głowie, czyli masz to, co myślisz że masz 🙂

W imię dzisiejszego przesłania namawiam Was  ( choć wiem przecież, ze większość z Was, którzy mnie odwiedzają to wegetarianie) do upieczenia na co dzień czy od święta pysznego, wegańskiego pasztetu, który, jeśli tylko choć trochę zmienimy nasze podejście do jedzenia, naprawdę smakuje wybornie. Pasztet bez krzywdy, bez przemocy, bez strachu i bez cierpienia.

Jest nieziemsko kremowy, wilgotny i smaczny. Ma cudowną konsystencję i wyraźny smak. Osobiście nie przepadam za takowym, ale wierzcie mi, ten każdego do siebie przekona. Można go jeść na chlebie, jako pasta z chrupiącymi warzywami, polany olejem z dodatkiem kiszonek a nawet prosto z foremki, bo ja tak właśnie nie mogę mu się oprzeć.

SKŁADNIKI:


1 szklanka kaszy jaglanej  ugotowanej  ( w proporcji 1 do 2 szklanek wody)

1/2 szklanki cieciorki ugotowanej odcedzonej

60 g pestek dyni uprażonych i zmielonych


1 marchew, 1 pasternak, 1/2 pietruszki, kawałek korzenia selera

2 gałązki wraz z liśćmi selera naciowego

2 cebule

3 ząbki czosnku

100 g pieczarek

1 szklanka suszonych grzybów wcześniej namoczonych w małej ilości wody i ugotowanych oraz odcedzonych ( możesz ugotować więcej grzybów i wykorzystać je do np. łazanek)


2 listki laurowe, 5 kulek ziela angielskiego, 4 kulki owocu jałowca

1/2 łyżeczki kolendry – uprażonej i utłuczonej w moździerzu, 1 łyżeczka tymianku, 1 łyżeczka majeranku

1/2 szklanki sosu pomidorowego ( przepis TU) lub pulpy pomidorowej

3 łyżki sosu sojowego

1 łyżeczka miodu

olej

sól i pieprz do smaku

woda wrząca


WYKONANIE:


Wszystkie warzywa pokrój w sporą kostkę. Pieczarki również.  Cebulę w małą kostkę.

Cebulę włóż do garnka z olejem i wszystkimi przyprawami i duś aż będzie szklista. Wtedy usuń przyprawy ( owoce i listki)

Na rozgrzany olej na sporej patelni wrzuć warzywa korzenne i smaż, pilnując, żeby się nie przypaliły, mieszając, przez aż będą al’dente. Wtedy dodaj do nich łodygi selera naciowego wraz z liśćmi, pieczarki i czosnek. Smaż jeszcze aż warzywa będą miękkie.

Wtedy polej warzywa sosem sojowym ( 3 łyżki) i dodaj miód, mieszając smaż jeszcze chwilę ( uważaj, bo teraz łatwo je przypalić)

Do warzyw dodaj 1/4 wrzątku, przykryj je i duś jeszcze przez chwilę.

Do warzyw dodaj uduszoną cebulę, kaszę jaglaną, cieciorkę, grzyby, sos pomidorowy, sól i pieprz i zmiksuj wszystko na gładką masę.

Umieść masę w foremce wysmarowaną tłuszczem i piecz w 170 stopniach 40 minut.

Pozostaw w foremce do całkowitego wystygnięcia.

SMACZNEGO 🙂

zobacz moje inne przepisy

zostaw komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress