Cukinia to bardzo uniwersalne warzywo, można przygotować ją na wiele sposobów. Jest bardzo urodzajna i na makaron najlepsza taka malutka i młodziutka. Makaron z cukinii to istny hit. A już z kurkami i groszkiem doprowadza mnie do ach-ów i och-ów i przeróżnych zachwytów 🙂
Młodziutka cukinia ma chłodzące i odświeżające właściwości Yin, przezwycięża więc gorąco późnego lata, ma też działanie moczopędne. Dobrze jeść młode owoce cukinii ze skórką ( na obrzęki i problemy z oddawaniem moczu).Nie należy jednak objadać się młodziutką cukinią, ze względu na bardzo ochładzające właściwości tego warzywa i możliwość zmniejszenia energii w środkowym ogrzewaczu, co skutkuje zakłóceniem trawienia.
Dojrzała, większa cukinia zmienia nieco swoją termikę i przyjmuje właściwości nieco ogrzewające, ma smak słodki i wpływa leczniczo na śledzionę- trzustkę oraz żołądek. Skutecznie łagodzi zapalenia i oparzenia ( świeży sok), wspomaga krążenie energii Qi i uśmierza ból. Cukinia i jej nasiona niszczą pasożyty. Zawiera wiele naturalnych cukrów, węglowodany i sporo witaminy A.
Polecam danie na szybki obiad w upalne dni, no, prawie się robi samo 😀


A dziś sezonowe, wyśmienite danie, na każdą okazję: ryż czarny fantastycznie komponuje się z zielonym groszkiem i kurkami. W wykonaniu proste i szybkie, w sam raz na letnie upały 🙂
Byłam świadkiem choroby i śmierci mojego ojca, która jeszcze bardziej utwierdziła mnie w decyzji do szukania złotego środka. Bo czy to możliwe, że człowiek jako jedyny organizm w przyrodzie posiada wadliwie zaprojektowany układ odpornościowy, a w związku z tym do przeżycia potrzebuje stałej opieki i interwencji lekarskiej już od samego poczęcia?
Wszystko wydaje się niemożliwe, tym, którzy niczego nie próbują”
„Najpierw marnujemy zdrowie, aby dojść do pieniędzy,
Późne jedzenie, tzn. już po godzinie 18.00 jest nie lada wyzwaniem dla organizmu, ponieważ system trawienny o tej porze już odpoczywa. Jeżeli zjemy późno, nasze jedzonko pozostanie mało strawione, więc nie liczmy na poranne tryskanie energią.
Trafiłam na kuchnię pięciu przemian.
W świecie zachodnim bardzo popularna stała się akupunktura, która zadziwiająco pomaga w niektórych przypadłościach. Natomiast mniej spektakularna terapia żywieniowa została zlekceważona, z racji swoich powolnych, ale bardzo znaczących skutków, przynoszących ogromne korzyści naszemu zdrowiu. My, ludzie zachodu, przeoczyliśmy jeden fakt, że sukces w leczeniu, lub zapobieganiu chorób przynosi, owszem akupunktura i terapia ziołami, lecz wyłącznie w połączeniu z terapią żywieniową. A skutków błędów w naszym trybie życia nie da się usunąć paroma nakłuciami i tygodniową terapią herbatką ziołową.
Odżywianie według pięciu przemian, zbliża nas do diety naszych przodków oraz uzmysławia nieznane dotąd zależności pomiędzy błędami w odżywianiu i stylu życia, a wynikającymi z nich dolegliwościami. Zbliża do życia zgodnie z naturą, z jej rytmem i porami roku. Dieta, dobrana prawidłowo do naszej konstytucji przyspiesza proces zdrowienia oraz ogranicza wydatki na lekarstwa i zabiegi. Również sam fakt zadbania
Nasze stoły zastawione są produktami silnie przetworzonymi, mrożonymi, chłodzonymi, odgrzewanymi w mikrofalówkach. A odzwierciedleniem takiego stylu życia są twarze ludzi spotykanych na ulicach, bez radości i zadowolenia. A miarą tego są kasy chorych i statystyki mówiące o ogromie chorujących ludzi.
Odpowiednia dieta bardzo skutecznie wzmacnia witalność i siłę życiową człowieka. Po odpowiednim posiłku
Obecnie, o tej porze roku spożywam bardzo proste posiłki. Tudzież raniutko po bieganiu czy jodze zatrzymuję się w ogrodzie, aby z krzaka nazrywać truskawek i najeść się takimi do syta. Tu wchodzę na drzewo, gdzie czereśnie uśmiechają się do mnie rumieńcem. Gdzieś tam groszek zielony woła na spotkanie, taki pyszny i słodziutki. A młode ziemniaczki z koperkiem i odrobiną oliwy kuszą na talerzu z surówką z młodej kapusty. Zaraz bób zagości na stole, zadomowi się gotowany, taki prosto z wody. Kalarepa chrupie pod zębami, aż ślinka leci… Czasem jaglanka posypana suto jagodami gra pierwsze skrzypce. Tak najprościej, tak bez wymyślania, tak prosto, z natury 🙂
Zachwycam się moim ogrodem, mnogością i przeróżnością kwiecia, ciągle coś pielę, przesadzam, warzywa się za to odpłacą 🙂 i cieszę się każdą chwilą przepełnioną słońcem, ciepłym powiewem wiatru i radosnym preludiom ptaków.
Tudzież jaśminu kwiaty wabią swym ciężkim, ale jakże rozkosznym zapachem, tu stare odmiany róż zapraszają do urzekającej woni, a na skraju piwonie, jak malowane, delikatnie pachnące…
W pobliżu, przy lesie na stawach gromadka łabędzi z dumnymi rodzicami, ach, jakie one są piękne! A w oddali kaczki i i puszyste ich młode. Wieczory rozkrzyczane przez żaby… z czarującą wonią maciejki. I jeszcze ta noc świętojańska… no same czerwcowe cuda 😉
Noc świętojańska związana jest z letnim przesileniem Słońca, gdy to w najkrótszą noc w roku, pogańscy Słowianie obchodzili swoje uroczystości. Kościół katolicki, nie mogąc wykorzenić corocznych obchodów spróbował zasymilować święto „ Nocy Kupały” z obrzędowością chrześcijańską chrztu św. Jana.
Znacie „ Pieśń świętojańską o sobótce Jana Kochanowskiego?
Święto czerwcowe to gloryfikowanie ognia, wody, słońca i księżyca. To wiara w urodzaj, płodność, radość i miłość. To nasze cudowne święto, takie polskie, takie słowiańskie. Natura daje przecież tyle radość, tyle rozkoszy, czemuż nie cieszyć się jej darami, nie umilać sobie życia, radując się od tak, po prostu, że jesteśmy jej częścią 🙂