Jeżeli nie próbowaliście jeszcze czarnego ryżu, to gorąco polecam! Zachwyca orzechowym, świeżym smakiem i wspaniałą konsystencją. Ma świetne ziarna do chrupania i jest ani sypki ani klejący. Jego ciemny kolor wynika z wysokiej zawartości antocyjanów, pigmentów roślinnych o silnych właściwościach antyoksydacyjnych. Antocyjany to takie same pigmenty, które zawiera wiele gatunków czerwonych i purpurowych jagód, takich jak jeżyny, borówki, truskawki, ciemne winogrona czy wiśnie. Dziś też zaszalałam z kokosem z puszki, chociaż unikam puszek, no nie dało się  jej obejść. Sami spróbujcie 😉

 

Składniki:

Szklanka ugotowanego ryżu czarnego ( gotuję jak brązowy- płuczę na sicie, moczę no noc 1 szklankę ryżu w 2 szklankach wody, rano gotuję, aż wypije całą wodę. A! Dodaję łyżkę masła lub oleju kokosowego przed gotowaniem i pół łyżeczki soli).

2 szklanki obranych i pogniecionych truskawek

1 lub 2 łyżki syropu z agawy

1 puszka gęstego mleka kokosowego ( tylko gęsta część, wodę możesz wykorzystać do gotowania ryżu zamiast wody. Mleko najlepiej umieścić na noc w lodówce, jeżeli jest bez dodatków stabilizujących woda oddzieli się od gęstej części, która będzie nam potrzebna do ubicia ” śmietanki”

 


Wykonanie:

1.  Do ryżu dodaj syrop z agawy i przekładaj ryż na zmianę z pogniecionymi truskawkami

2.  Gęstą część z mleczka kokosowego ubij trzepaczką do jajek, wyłóż na deser ( możesz w trakcie ubijania dodać cukier, ja tego nie robię.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Niosę dziś wielka prostotę, moją ulubioną jaglaną  kaszę na sypko z masłem i upieczonymi rzodkiewkami. Wszystko posypane suto szczypiorkiem i jego kwiatami. A jako dodatek odrobina tymianku. Ach i jeszcze zapomniałam, przyrządziłam  zieloną sałatę. No i jak tu nie być szczęśliwym, jak tak można rozpieszczać podniebienie!

Dodam jeszcze parę słów o głodówce, czyli niejedzenia ciąg dalszy. Wierzcie mi, jak choć jeden dzień wytrzymamy bez jedzenia, to jedzenie jest euforią 😉

Medycyna a leczenie głodem

Jeszcze sto lat temu  leczenie głodem było powszechne i znane.  Aż do roku 1928, kiedy to na kongresie lekarskim w Amsterdamie  uznano, iż nowoczesna medycyna nie musi już korzystać z tak „„uciążliwej”  metody, jaką jest głodówka, ponieważ  dysponuje wystarczającą gamą środków leczniczych . „Leczniczych”, czyli takich, które przedłużają życie chorego wraz z jego chorobą.  Tak zwane leczenie objawów, pozostawiające skutek.   W starożytności wierzono  w oczyszczającą moc głodu, toteż filozofowie, ówcześni intelektualiści , podejmowali  nieraz nawet długotrwałe głodówki dla oczyszczenia ciała i umocnienia ducha, zwłaszcza przed rozpoczęciem jakiejś trudnej , intensywnej działalności.  Pitagoras głodował przez 40 dni przed swym egzaminem i rozpoczęciem nauczania w Uniwersytecie Aleksandryjskim  i podobnych głodówek wymagał też od swych uczniów. Dzięki takiej surowej selekcji studiowali  u niego tylko uczniowie cierpliwi i uparci, którzy dzięki tym cechom byli zdolni do pojmowania praw natury.  Plutarch zwykł powtarzać, że zamiast  w chorobie brać leki, lepiej głodować, choćby jeden dzień. Powoływał się na instynkt zwierząt, które chorując, wynajdują sobie przeczyszczające zioła, szukają spokoju i głodują aż do wyzdrowienia.  Paracelsus  uważał głodowanie za największe lekarstwo. Ojciec medycyny Hipokrates nic nie podawał choremu do ust, aż pojawiły się pierwsze symptomy poprawy zdrowia. Jego nauka brzmiała ; Jeżeli ciało nie jest oczyszczone , to im bardziej będziesz je odżywiać, tym bardziej będziesz mu szkodzić.  Lekarz Tyner (1880 r) nazywał głodówkę eliksirem młodości. Zanim  Tyner  zastosował głodówkę, sam był słaby i chorowity. Jednakże w wieku 52 lat, kiedy nie miał już nic do stracenia, przeprowadził 40 – dniową  głodówkę i pozbył się swoich niedomagań. Żył jeszcze 31 lat.

Mam nadzieję, że nie zniechęciłam Was do jedzenia 🙂 Ciąg dalszy nastąpi!

 

Składniki:

1 szklanka kaszy jaglanej

2 szklanki wrzątku plus 1,5 l wrzątku do przelania kaszy

Pęczek rzodkiewek

Pęczek szczypiorku  (np.  siedmiolatki) z kwiatami ( kwiaty opcjonalnie)

Sól i pieprz do smaku

listki tymianku

1/2 łyżeczki garam masala

1 łyżeczka masła

1/2 łyżki ghee ( masło klarowane)


Wykonanie:

1.   Kaszę upraż na suchej patelni, przelej wrzątkiem na sitku, dodaj dwie szklanki wrzątku, sól, garam masala, łyżeczkę masła i gotuj aż wchłonie całą wodę. Odstaw jeszcze na chwilkę.

2.   Rzodkiewki pokrój na plasterki, obtocz w ghee i upiecz w piekarniku- 170 stopni, 15 minut

3.   Podawaj kaszę z rzodkiewkami, posypane szczypiorkiem, kwiatkami i tymiankiem

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Chwalę się. Pół hektara ogrodu troskliwie w pocie i trudzie pielęgnowanego przez ogrodników – ja i mój mąż 🙂 W pocie czoła i w trudzie, w każdej wolnej chwili, często do późnego wieczora, ale z uśmiechem na twarzy i radością, nawet wypełnieniem szczęścia. Czasami mający dosyć, przeklinający i padający na pysk. Ale wieczorem idący na spacer i wtedy… Szczęśliwi, upajający się kolorami i wonią kwiatów, wśród drzew i krzewów kwitnących, gdzie ptaki śpiewają niezapomniane melodie, gdzie strumyk szemrze i pluska, gdzie żaba rechoce. To ich miejsce na ziemi… ich raj, bez podróży 😉  Sami zobaczcie 🙂

A jak Ty widzisz szczęście?   Budzę się rano i słyszę śpiew kosa, radośnie wygwizduje swoje melodie. Jestem szczęśliwa. Zaczynam dzień zdrowa, sprawna, pełna energii. Jestem wolna. Decyduję o swoim życiu. I  to mogę nazwać szczęściem. Wieczór żegna mnie śpiewem słowika, urozmaicone trele tego śpiewaka dochodzą głęboko i radośnie, budzą entuzjazm i poczucie szczęścia.  To zaszczyt uczestniczyć na takim koncercie. Ogromne szczęście daje mi kontakt z natrurą, to cudowne uczucie patrzeć na góry, lasy, cokolwiek mnie otacza. Natura wycisza i uspokaja. Przebywając w naturze jestem szczęśliwa..

Dziękuję za wszystkie przeciwności losu, bo dzięki nim idę do przodu, rozwijam się, kształcę. Wszelkie utrudnienia pozwalają spojrzeć mi inaczej na życie, obejrzeć je z innej strony.W konsekwencji daje mi to poczucie bezpieczeństwa , poczucie szczęścia. Więc jestem szczęśliwa. Cieszę się każdą chwilą spędzoną z moimi najbliższymi. To ogromne szczęście być z ludźmi których kocham, szanuję i podziwiam. Jestem szczęśliwa.

Staram się przebywać z ludźmi, którzy również są szczęśliwi. Uczucie tego stanu udziela się, gdy przebywam z osobami radosnymi, pełnymi optymizmu, wtedy również patrzę  na życie optymistycznie. To jest zaraźliwe jak grypa. Dlatego staram się unikać ludzi nastawionych pesymistycznie do życia, jeżeli jednak jestem zmuszona przebywać w ich obecności, emanuję radością i ślę swoją energię w ich kierunku. Ten sposób naprawdę działa, ludzie odbierają dobrą energię i sami zmieniają się diametralnie, potrzeba jednak czasami wiele wysiłku i siły, by poradzić sobie z najbardziej opornymi.

Moje życie toczyło się różnie, czasami dawało wiele radości, czasami wiele smutku. W chwilach słabości jednak nigdy nie traciłam nadziei, ufałam swojej intuicji i nie dopuściłam do siebie słowa nieszczęście. Szczęście to stan ducha, albo jestem szczęśliwa, mimo przeciwności losu, albo nie jestem szczęśliwa , nawet gdy mam wszelkie powody do szczęścia.

Bliscy mi ludzie dają mi poczucie wartości,  spełnienia. Dzielę z nimi radości i smutki, lepsze i gorsze dni, czuję się bezpieczna , przy nich jestem szczęśliwa.

„ Naprawdę istnieje tylko jedna radość:   obcowania z ludźmi”( Antonie de Saint Exupery)

Świat mojego szczęścia przestałby istnieć gdyby nie bliskie mi osoby. Jestem szczęśliwa gdy inni są szczęśliwi, gdy mogę sprawić radość drugiej osobie. Uważam, że kontakt emocjonalny jest ogromnie potrzebny do szczęścia, jest fundamentem, na którym ja buduję swoje szczęście.

Nic nie jest w stanie odebrać nam naszego szczęścia, sami je tworzymy i sami burzymy, ponieważ jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Tylko my tak  naprawdę budujemy nasze szczęście i decydujemy czy chcemy być w tym błogim stanie.            Na koniec przytoczę przepiękny aforyzm, który tłumaczy wszystko w czym zawarte jest szczęście;

Nie uczyniłem cię ani z nieba, ani z ziemi, ani śmiertelnym, ani nieśmiertelnym, abyś z wolnego wyboru i honoru, jakbyś był własnym stwórcą,  mógł stworzyć siebie w taki sposób, jaki wybierzesz

                                         Pico  della Mirandola

Słowa Boga do Adama z ” Mowy o godności człowieka”

BĄDŹCIE SZCZĘŚLIWI 🙂

 

 

 

 

 

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Dziś wspomnę o głodówce. Ponieważ sama przeszłam ich kilka, napiszę trochę z mojego punktu widzenia, wiele informacji zaczerpnęłam z książek profesora Małachowa, który wyczerpująco pisze o tym temacie.

Dobrym sposobem na pierwszy krok w stronę pomocy sobie jest usunięcie z organizmu  szkodliwych mu substancji. Techniki są przeróżne, a jedną z nich, ogromnie skuteczną, jest post, czyli czasowe wstrzymanie się od spożywania jakichkolwiek pokarmów. Wtedy to  dochodzi do odżywiania wewnętrznego organizmu-posilania się  chorymi, zdegenerowanymi tkankami i substancjami toksycznymi, co prowadzi do ich spalenia i usunięcia.  W ten sposób następuje samooczyszczenie.

Przeciwskazania do postu to mała dojrzałość emocjonalna, depresja, lęki,  zaawansowana starość, ciąża i karmienie piersią, upośledzenie umysłowe, ciężkie uszkodzenie serca, poważne choroby ropne ( gangrena, ropnica krwi, martwica i inne), wiek poniżej 14 roku życia, choroba Basedowa, rak, nowotwór, wycieńczenie organizmu.

Czy głód może nas zabić?

W dobie dzisiejszej rozpusty pożywienie mamy na zawołanie. Pełne,  uginające się od produktów półki kuszą i rozpieszczają podniebienia. Przesyt i dostępność jedzenia jest dla nas czymś normalnym.  Jedzenie jest źródłem przyjemności, to oczywiste. Domaga się tego fizjologia, wydzielanie soków trawiennych, zdrowy apetyt  i prawidłowa funkcja przyswajania pokarmów. Jednak naturalną satysfakcję zaspakajania głodu niebywale rozszerzyliśmy  i zniekształciliśmy przez ludzkie łakomstwo i hedonizm.  Nie zdajemy sobie sprawy co by było, gdyby… choć  jednego dnia zabrakło nam  żywności.  Głodówka potrafi przywrócić nam zdrowie , piękny wygład i młodość.  Głodówka jest też zupełnie bezpieczna. Aby umrzeć z głodu  potrzeba dużo więcej niż  40 dni – gdy jest się osobą szczupłą, osoby otyłe mogą ponoć nie jeść nawet 70 dni. Oczywiście brzmi to heroicznie, sama głodowałam najdłużej 16 dni, więc daleko mi do ideału 🙂

Operacja bez skalpela, czyli jak to działa, że rolę chirurga odgrywa sama natura

Głodówka nie tylko usuwa samą chorobę, czego często nie  uczyni operacja, ale usuwa głęboką i skrytą jej przyczynę, przestraja cały ustrój , oczyszcza go i biologicznie odmładza. Gdy przestajemy jeść,  organizm czerpie pokarm z zasobów  własnych- tłuszczu, białka i węglowodanów. Jeżeli głodówka się przedłuża  zaczyna zjadać wszystko co jest zbędne do życia, więc zaczyna się oczyszczać z substancji  szkodliwych takich jak złogi, zanieczyszczenia, substancje toksyczne,  metale ciężkie, obumarłe komórki, guzy, narośla i patogeny.  Czyli wszystko o drugorzędnym znaczeniu .  Organizm przyjmuje zasadę, że w czasie nie dostarczenia pożywienia  zjada wszystko co obce i zbędne. Najbardziej chroni serce i mózg. Do zjadania siebie, jako niekorzystnej sytuacji dla nas, jest długa droga. W czasie głodówki  najgorsze są pierwsze trzy dni, jeśli się  je  przetrzyma, to ma się spore szanse na dokładniejsze oczyszczenie organizmu. Po tym okresie głód mija, tracimy dwa, cztery kilo, usuwamy nadmiar soli i wody i wzmacniamy odporność organizmu. Pojawia się natomiast współczucie dla samego siebie, w postaci- jaki ja biedny i głodny, dlaczego to ja i za co te cierpienia .  Po pięciu dniach  stres głodu zupełnie mija i rozpoczyna się odpoczynek.  Zrelaksowani i  odprężeni  dostajemy nagrodę w postaci lepszego samopoczucia i zadowolenia. Głodówkę można kontynuować długo; czysty, różowy język i powrót apetytu daje sygnał o jej powolnym przerwaniu. Wtedy to wygrywamy z naszym ego i stajemy się wolni od patogenów, chorób nabytych  i dumni z siebie.

Ciąg dalszy nastąpi 😉

A dziś, wbrew głodówkom pożywna zupka z botwinki:

 

Składniki:

1 szklanka amarantusu

2 szklanki wody

1 szklanka soku z buraka ( niestety trzeba zrobić, chyba, że nie zależy Wam na kolorze, wtedy można pominąć i dodać wodę)

2 szklanki wrzątki

1 pęczek botwinki

łyżka posiekanej zielonej pietruszki

2 awokado – dojrzałe

1 łyżka śmietany ( opcjonalnie)

sól i pieprz do smaku


Wykonanie:

1.   Amarantus najlepiej zamocz na noc ( po uprzednim wypłukaniu) i rano ugotuj  w 2 szklankach wody mieszając czasami

2. Botwinkę oczyść, umyj, posiekaj i wsyp do wrzątku ( jeżeli są większe buraczki to najpierw je pogotuj chwilę, a dopiero dodaj botwinkę, wystarczy ją zagotować

3. Awokado , botwinkę zmiksuj, dodaj resztę składników, dosól, dopieprz, posyp natką pietruszki i dodaj śmietanę ( jeśli używasz)

4. Jeżeli zupa jest za gęsta dodaj wody.

Możesz jeść jako chłodnik. Pycha! O amarantusie napiszę przy okazji innego postu 🙂

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Niedzielne lenistwo, no bo kiedy jak nie w niedzielę. Wtedy można cały dzień robić co się chce a nie co się musi 🙂 No więc leżę sobie i słucham.. śpiewu ptaków. Oj ile ich, ile! A to drozd, a to słowik, przepiękne trele. A to wróble… no właśnie, te wróble, ćwierkają, przekrzykują się  i wcale się nie przejmują, ba, nie porównują się do tych pięknych melodii pojedynczych bohaterów.

Bo ja tak właśnie dzisiaj chciałabym wspomnieć o porównaniu, bo przecież wszyscy się porównujemy, kto lepszy, kto gorszy, kto ładniejszy, kto mądrzejszy, a może sprytniejszy, a może zdolniejszy… Nabawiamy się kompleksów, czujemy gorsi od innych, mamy poczucie niższości. A bo ona robi coś lepiej a on ma lepszy…No i tak w nieskończoność. Wszystko to nie ma sensu.

Taki wróbel! Czy on choć przez chwilę konkuruje ze słowikiem. A przecież z naszego punktu widzenia, wiadomo którego chętniej się słucha. On w ogóle się tym nie przejmuje. On jest indywidualny, niepowtarzalny i jedyny taki! I w nosie ma trele słowika, nie zwraca na niego uwagi, on robi swoje. Jest przecież tak samo ważny dla natury, jest cały sobą, jest unikatowy.

Przecież nie da się porównać indywidualności. W nosie więc mam kto i co, lepiej czy gorzej. Jestem indywidualnością, a indywidualności nie da się przecież porównać. A co wy na to? Czy czujecie się indywidualnością? Każdy z nas jest przecież jedyny w swoim rodzaju!

No to tyle na dzisiaj. Na zdjęciach pyszni się jedyny w swoim rodzaju deser 😉 który podbił nasze serca i już zagości na dłużej, bo to przecież sezon na truskawki !

 

 

Składniki:

2 kiwi

2 awokado

4 łyżki nasion chia

3-4 łyżki syropu z agawy ( najlepiej Raw, czyli surowego)

garść truskawek

garść pokrzyw ( najlepiej wierzchołków)

kilka listków mięty


Wykonanie:

Liście pokrzywy sparz wrzątkiem.

Awokado, kiwi, syrop z agawy liście pokrzywy i mięty oraz chia zmiksuj w blenderze i odłóż do lodówki na dwie godziny. Truskawki zmiksuj lub pokrój, polej deser i smacznego. Jak ja lubię prostotę 🙂

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress