Pewnie już zorientowaliście się, że lubię proste, mało kłopotliwe przepisy. W końcu gotowanie ma być przyjemnością ale też nie zajmować pół dnia, gdy czekają inne obowiązki ( zwłaszcza gdy jeszcze czeka aparat fotograficzny i blog do uzupełnienia wpisu ;D )
Farinatę, bo tak nazywają się placuszki, które proponuję, można upiec bezpośrednio w piekarniku, ale też na patelni, jak nasze tradycyjne naleśniki. Wtedy, żeby były bardziej chrupiące można zapiec je jeszcze w piekarniku.
Farinata to wywodzący się z kuchni liguryjskiej placek z mąki z ciecierzycy. Tradycyjnie piecze się go w miedzianych formach w piecach opalanych drewnem i podaje z oliwą, rozmarynem czy cebulką. Farinatę również znają Włosi, jest to proste danie, które może być zamiennikiem pieczywa czy jako spód do pizzy.
Gdy te gotowe placuszki jadłam z warzywami przypominałam sobie ostatnią pizzę, którą mnie poczęstowano . No cóż, nie byłam zachwycona, bardzo rzadko jadam takie dania, a ta była niedopieczona, słona i w ogóle mi nie smakowała.
Postanowiłam sobie zadośćuczynić i jeżeli dodacie do tych placuszków jeszcze ser, ( ja go pominęłam, a i tak wyszła pyszna) naprawdę wyjdzie świetna opcja bezglutenowej a przede wszystkim domowej, z ogromną miłością i sercem zrobionej, pizzy. Sami spróbujcie 😉

Kiszone rzodkiewki to dobry pomysł na ich nadmiar i cieszenie się nimi, gdy już są nie dostępne na rynku. Świetnie się przechowują w lodówce, miesiącami, oraz dają urozmaicenie i dodatek do zimowych i wczesnowiosennych dań.
Moja babcia nigdy nie nosiła spodni. Nigdy. Gdy rozbolał ją kręgosłup, rehabilitowała się w… spódnicy. Zawsze nosiła się ze swoją kobiecością, była cierpliwa, wyrozumiała i oddana. Gdy ugotowała obiad, a wydawało jej się, że może komuś będzie za mało, sama nie jadła, nic nikomu nie mówiąc. Pełna poświęceń i altruizmu…
Tradycyjna Medycyna chińska określa kobietę jako yin a mężczyznę jako yang. A yin to przecież bierność, a nie bezwzględność i rywalizacja, to język serca, to łagodność i współpraca. Kobieca natura to yin na zewnątrz, ale yang wewnątrz, czyli na zewnątrz delikatna a wewnątrz silna i żywotna. Kobieta daje i chroni życie, jest azylem, ogniskiem domowym. To ona ma urok i czar, to ona tworzy ciepłą atmosferę wszędzie tam, gdzie jest.
Czasy babcine to również wspaniałe wspieranie się kobiet, chronienie tego co kobiece i delikatne, tego, co jest symbolem piękna i radością służenia. Kobieta przecież, to piękniejsza połowa mężczyzny, o bardziej harmonijnych i subtelniejszych kształtach. Zachwyca mężczyznę urodą i czułością, a przede wszystkim kobiecością. Często niuanse umykające mężczyznom dla kobiet są oczywiste, kobieca intuicja bowiem ma niebywały zasięg. To kobieta odkrywa czyjeś rozterki, to ona wyczuwa dyskomfort innych, to intuicja kobieca odkrywa ludzkie cierpienie, przykrość czy strach, to kobieta wreszcie jest bieglejsza w inteligencji emocjonalnej.
Kobieta jest mniej racjonalna od mężczyzny, mniej analizuje, bardziej ufa i chętniej wierzy. Kobieta wreszcie to radość istnienia i wyrozumiałość, nie testosteron i pełna buzia przekleństw. To ostoja mężczyzny, to jego pokój i jego azyl. To dopełnienie. To jego inność.

Dziś życie tak szybko pędzi, gonimy gdzieś, trwonimy uwagę, jesteśmy zamyśleni, zakłopotani i tak rzadko się uśmiechamy. Wszyscy jakby obojętni i poważni, bez zainteresowania drugim człowiekiem, gnają, nie wiadomo gdzie i dlaczego… Wyjeżdżałam z parkingu a na moje miejsce wjeżdżała kobieta, więc spotkałam się z nią twarzą w twarz ( przodem autami) Tak naprawdę, z problemem własnych spraw, tylko mimochodem spojrzałam na kierowcę. I co zobaczyłam ? Uśmiechniętą od ucha do ucha i życzliwą twarz kobiety, która posłała mi cudowne radosne spojrzenie. Obudziłam się z mojego snu i zadumałam. Tak niewiele trzeba, wystarczy się tylko uśmiechnąć do nieznajomej osoby… cóż za radosna chwila. Cały dzień się uśmiechałam do ludzi i do siebie 😉 Cały dzień…
U nas na stole wielkanocnym tradycyjnie z dziada pradziada króluje żurek. Moja babcia gotowała go na maśle, moja mama też, i tak robię ja. Żurek i jajka z pieczarkami ( przepis