Herbatka z czarnego bzu

przez Elusia

Były kwiaty, przyszedł czas na owoce. Czarny bez kryje w sobie różnorodność cennych substancji, między innymi glikozydy antocyjanowe, garbniki, kwasy owocowe, pektyny, mnóstwo witamin i sole mineralne. Działa napotnie i moczopędnie, jest lekko przeczyszczający i nawet przeciwbólowy. Owoce czarnego bzu świetnie radzą sobie z czyszczeniem krwi, działają odtruwająco i pomagają w usuwaniu szkodliwych produktów przemiany materii. To świetne panaceum przy reumatyzmie oraz chorobach skóry, usuwają bowiem toksyny z krwi. Herbatki mogą być uzupełnieniem przy leczeniu stanów zapalnych żołądka i jelit.

Zbierając owoce unikajmy krzewów rosnących przy ulicach, baldachy ścina się wtedy, gdy wszystkie jagody są dojrzałe, czarne i lśniące. Pamiętajmy, że surowe owoce bzu czarnego są szkodliwe dla zdrowia, ponieważ zawierają substancje mogące wywołać zatrucie  objawiające się nudnościami i wymiotami. Natomiast owoce poddane obróbce termicznej lub suszone są pozbawione tych związków i takie są bezpieczne dla zdrowia a wręcz, jak pisałam, lecznicze.

Osobiście, z racji tego, że mam dużo pracy o tej porze roku przy tworzeniu przetworów, wykorzystuję właściwości jagód czarnego bzu, po prostu je susząc. Świetnie się zasuszają leżąc rozłożone na zrobionych przez mojego męża siatkach oprawionych w ramki. Jesienią i zimą zaparzamy owoce, z których otrzymujemy wspaniałą herbatkę, dosładzając ją czasami miodem 🙂

SKŁADNKI:

1 łyżka suszonych owoców czarnego bzu

1 litr wody

1 łyżeczka miodu

PRZYGOTOWANIE:

Zalej owoce zimną wodą, doprowadź do wrzenia. Odczekaj kilkanaście minut aż herbatka stanie się czarna, wręcz zawiesista i dosłódź miodem. Delektuj się wieczorową porą pod kocem z książką 🙂

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ten kremowy, pyszny serek powstaje z jogurtu, który po prostu ląduje na sitku obłożonym gazą i odcieka z serwatki. Zależnie od tego jak długo pozostanie na sicie otrzymamy różny ser- mniej lub bardziej gęsty. Tą nazwą określa się też gęsty jogurt grecki. Labneh przyrządzam z jogurtu koziego.

I tak, mniej więcej po paru godzinach otrzymamy  gęsty jogurt , po parunastu godzinach zrobi nam się twaróg a gdy pozostawimy go jeszcze dłużej, serek zacznie dojrzewać i zrobi nam się bardziej wyrazisty w smaku. Wtedy to możemy go np. zakonserwować w oliwie z przyprawami -przepis TU.

Produktem ubocznym jest serwatka, która świetnie smakuje jako napój orzeźwiający sama lub z sokiem owocowym. Proces powstawania serka jest w stu procentach odwracalny, bo po dodaniu do niego serwatki może znów stać się mniej lub bardziej gęsty.

 Na zdjęciach serek po 12 godzinach wymieszany z malinami  i serwatka również z malinami i poziomkami 🙂

SKŁADNIKI:

Jogurt naturalny   1 litr ( u mnie kozi) 

Sitko lub durszlak 

Gaza złożona na pół

Miska

WYKONANIE:

Wylej jogurt na sitko wyłożone gazą włóż do miski na odciekającą serwatkę i włóż do lodówki.

Proces tworzenia serka trwa zależnie od oczekiwanej konsystencji od kilku godzin do kilku dni.

5 godzin- gęsty jogurt grecki

12 godzin – twarożek ” homogenizowany”

24 do 48 godzin-  twaróg

4-5 dni – mocny, dojrzały w smaku serek do smarowania pieczywa, na kulki konserwowane w oleju ( przepis TU)

                                                                  Z 1 litra otrzymamy od 1 do 1,5 szklanki serka

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Pizza z kozim serem i pomidorami

przez Elusia

Mówią, że do ciasta na pizzę najważniejsza jest mąka. Ja jednak nie zadbałam o to i zrobiłam je na orkiszowej typ 700.  I będę tu nieskromna ale pizza wyszła wyśmienita! Na cienkim cieście, wyrosła na suchych drożdżach. Bo cóż jej więcej trzeba jak nie ciepła. Ważne jest aby ciasto dobrze wyrobić, tak aby odchodziło od ręki, w razie, gdy będzie się kleić posmaruj  dłonie oliwą.

Sezonowe pomidory aż się proszą, żeby coś z nich robić, a nie tylko wcinać na surowo. Szczerze mówiąc rok jest tak obfity w pomidory, że już się trochę nimi przejadłam. Wszędzie pomidory 😉  Ale niedługo będziemy śpiewać piosenkę Jeremiego Przybory:

Addio, pomidory, addio ulubione,
Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół.
Nadchodzą znów wieczory sałatki nie jedzonej,
Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół.

To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ
W te witaminy przebogaty.

Addio, pomidory, addio, utracone,
Przez długie, złe miesiące wasz zapach będę czuł 🙂

Lubię najprostsze składniki w pizzy więc nie ma w niej niczego wyjątkowego 🙂 Oto ona pizza ze świeżymi pomidorami!

SKŁADNIKI:

3 szklanki mąki orkiszowej typ 700

1 szklanka wody +/- kilka łyżek

1/3 łyżeczki drożdży suchych  lub 30 g świeżych

1/2 łyżeczki soli

oliwa do smarowania blaszki i ewentualnie dłoni gdyby ciasto się bardzo kleiło

300  g sera ( u mnie 150 g dojrzałego koziego i 150 g koziego buncka

2-3   dojrzałe pomidory 

1 łyżeczka listków tymianku i oregano

2 ząbki czosnku rozgniecionego i utartego ze szczyptą soli


WYKONANIE:

Wymieszaj mąkę, sól i drożdże i dodając wodę wyrób elastyczne, gładkie ciasto. Gdy będzie odchodzić od ręki ( możesz pomóc sobie smarując oliwą dłonie) przełóż je do miski i przykryj ściereczką. Poczekaj do wyrośnięcia aż podwoi swoją objętość ( około 50 minut)

Po tym czasie wyjmij ciasto z miski , ugnieć i formuj cienkie placki  w okrągłej formie.

Utrzyj ser na tarce o grubych oczkach, wyłóż na placki,  pokrój na nie pomidory w plastry, posyp tymiankiem i oregano posmaruj czosnkiem i piecz około 15 minut- 180 stopni,

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Jarzębinowe babeczki

przez Elusia

Mam dla Was dzisiaj przepyszne babeczki  z orkiszu z jarzębiną.  Owoce jarzębiny nie tylko zdobią nasz krajobraz ale również są doskonałym źródłem witaminy C i beta- karotenu. Zawierają też witaminy z grupy B, PP, K oraz potas, sód, magnez i miedź. Mają też kwasy organiczne, antycyjany, flawonoidy, garbniki, pektyny i cukry.

Uwaga: owoce jarzębiny zawierają kwas parasorbinowy, który może wywołać rozstrój żołądka i jelit, nudności, wymioty, biegunkę. Ulega on rozkładowi zarówno pod wpływem wysokiej temperatury jak i przymrozków. Warto więc poczekać do mrozów , lub przetworzyć jarzębinę, nigdy nie jeść na surowo.

SKŁADNIKI:

300 g mąki orkiszowej 700

160  g powideł śliwkowych

4 jaja

250 g utartej na grubej tarce surowej dyni hokaido

1 szklanka orzechów włoskich

170 g masła 

100 g cukru nierafinowanego

1 łyżeczka sody 

1/2 łyżeczki soli

garść umytych i ugotowanych w kilku łyżkach wody z łyżeczką cukru jarzębiny ( gotuj około 10 minut i odsącz lub wyparuj wodę)

 


WYKONANIE: 

Masło roztop i wymieszaj z powidłami, jajami i cukrem tak, aby powstała jednolita masa.

Wymieszaj mąkę z sodą i dodaj do powstałej masy.

Następnie dodaj dynię, orzechy i jarzębinę  i wszystko dobrze wymieszaj.

Umieść papierowe kokitki w formach na muffiny, wypełnij  je ciastem i piecz około 10 minut w temp. 170 stopni.

SMACZNEGO 🙂

 

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ja tu dzisiaj chcę napisać o powadze życia. Dla każdego życie jest inne, bardziej lub mniej poważne, bardziej lub mniej zabawne. Jedni potrafią śmiać się nawet z siebie, inni w ogóle nie znają się na żartach i wszystko biorą na poważnie. Życie natomiast płata różne figle i możemy odnaleźć w nim wiele zabawnych chwil, bo to tylko zależy od nas, czy potrafimy cieszyć się chwilą. Wiem, są chwile w życiu, gdzie złość i chęć rwania sobie włosów z głowy są nie uniknione, gdzie gorycz i smutek gnębią  ale… gdy traktujemy mniej poważnie życie, gdy podchodzimy do spraw bardziej spontanicznie i wręcz zabawnie,  otrzymamy więcej radości, bo radość tworzy radość.

Sztuką jest, ale potem wchodzi w krew, przyjmowanie obecności dnia codziennego z niewinnością dziecka, które postrzega świat bez programów filozofii, bez wpływu społeczności, bez kultury i moralności. Jeżeli pozwolić sobie na traktowanie wszystkiego z lekkością i żartobliwością, zniknie ciężar obowiązków i obciążenia. Po za tym smutek przychodzi do nas często nie wiadomo z kąd, nęka nas nie wiadomo co, martwimy się na zapas, improwizujemy, piszemy katastrofalne scenariusze, gonimy nie wiadomo gdzie,  i ciągle dążymy nie wiadomo do czego.

 Szukamy szczęścia w rzeczach, które nie mają znaczenia, jakby one miały nam dać ukojenie, potem są  rzucone w kąt i zapomniane jak zeszłoroczny śnieg. A ciągle zapominamy o rozluźnieniu, o uśmiechu, o chwili, która jest i z której możemy być zadowoleni. Ja wiem, że nic tak nie poprawi kobiecie nastroju jak zakup fajnego ciuszka 😉 ale wiem też,  że nic nie zastąpi uśmiechu na twarzy a o to też musimy zadbać. Rozluźnijmy się, ćwiczmy, spacerujmy, podziwiajmy naturę i dbajmy o czas dla siebie, tylko dla siebie, bez telefonu, bez komputera, bez zbędnych myśli, sam na sam ze sobą, to takie ważne! Być sam na sam z własnym ja! Próbowaliście?

Jest tyle osób zgorzkniałych, pretensjonalnych , złych na cały świat, nie mających właściwie powodów do złości. Żyją w swoim smutnym świecie, są spięte i naburmuszone. Trzymają się sztywno konwenansów, dbają nadmiernie o to co wypada a czego nie wypada, są konformistami. Niektóre natomiast, mimo bólu i wielu powodów do smutku mają pogodną i wesołą twarz,  są promienne i pełne życia. I nie mówię tu o udawaniu, one po prostu potrafią cieszyć się tym co mają, dostrzegają piękno chwili, są zrelaksowane i radosne mimo przeciwności losu.  Mam dla Was wspaniałą anegdotę , która wszystko dopowie 🙂

„Pewnego razu cesarz Chin udał się na spotkanie z wielkim mistrzem zen. Mistrz właśnie tarzał się ze śmiechu po podłodze, podobnie jego uczniowie. Chyba opowiedział jakiś dowcip. Cesarz był zakłopotany. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdyż zachowanie mistrza przeczyło zasadom dobrego wychowania. Powiedział:

– To nie jest zgodne z dobrymi obyczajami. Po tobie mogłem spodziewać się innego zachowania. Tarzasz się po podłodze i zachowujesz jak szaleniec.

Mistrz spojrzał na cesarza i zobaczył, że ma on przy sobie łuk. (W tamtym okresie cesarze byli wojownikami i nosili łuki oraz kołczany ze  strzałami).

Mistrz spytał:

– Czy zawsze nosisz łuk napięty, czy też od czasu do czasu rozluźniasz go?

Cesarz odrzekł:

– Jeśli ciągle trzymałbym łuk napięty, utraciłby on elastyczność. Przestałby się nadawać do użytku. Należy łuk pozostawić w spoczynku, bo dzięki temu zachowuje elastyczność.

Mistrz odparł:

– To właśnie robię. ”


🙂 No to co ? robimy to ?

A na dziś zupa z mojej fasolki szparagowej, tzn już w ziarnach, bo jak to zwykle bywa, za dużo tarzałam się po podłodze i rozluźniałam, a ona dojrzewała i dojrzewała, no i nie zdążyłam… 😀

SKŁADNIKI:

1,5 szklanki fasolki suchej lub świeżo łuskanej namoczonej na noc w wodzie

2 marchewki 

1 pietruszka

kawałek selera

12 cm pora – białej części

3 ziemniaki

2 ząbki czosnku

1 łyżeczka wędzonej papryki

5 cm wodorostu kombu 

1 łyżka świeżych listków majeranku ( lub 1 łyżeczka suszonego)

pieprz i sól do smaku

1/2 łyżki ghee


WYKONANIE :

Fasolkę zalej świeżą wodą dodaj kombu i ugotuj do miękkości. Posól.

Pokrój drobno por i uduś go na ghee, gdy będzie miękki dodaj zgnieciony czosnek i duś jeszcze parę minut.

Ziemniaki pokrój w kostkę

Warzywa pokrój na duże części  i wraz z ziemniakami pokrojonymi w kostkę zalej wodą tak aby je przykryła i ugotuj do miękkości.

Zmiksuj fasolkę z warzywami, uduszoną porą i przyprawami,  ziemniaki pozostaw w kostkach. Jeżeli zupa jest zbyt gęsta dodaj wrzącej wody. Ewentualnie jeszcze dosól.

SMACZNEGO :

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress