Dziś w górach biegając na nartach biegowych spotkałam człowieka na sankach. Niedowład sparaliżowanych nóg wykluczył go ze świata chodzących. Miał w rękach kijki i dwóch przyjaciół obok. Lubię zagadywać ludzi, spytałam o pogodę, co sądzą ( niemiłosiernie padało) I wiecie co, zaskoczyłam się ogromnie. Pan na sankach w spontaniczny sposób udzielił mi odpowiedzi, był pewny siebie i miły. Następnie odpychając się rękoma ( na płaskiej powierzchni, nie z górki ) pojechał na sankach ( nie mając sprawnych nóg !) My wszyscy biegliśmy za nim ! Podziwiałam go, myśląc o nim jeszcze potem , ile charyzmy i siły ma ten człowiek. On nie usiadł na pieleszach, nie użalał się nad sobą ! Emanuje swoją siłą! W schronisku, pomimo licznego towarzystwa, przemierzył drogę do stolika czołgając się po podłodze. Nic sobie nie ujmując i nie pozwalając nikomu na pomoc. Byłam pod ogromnym wrażeniem i proszę nie ważcie się narzekać na pogodę ! Nie ważcie się narzekać na warunki! Cieszcie się tym co macie. Życie jest takie piękne 🙂
Kim jestem ? Ba, cóż za pytanie! Jestem człowiekiem, kobietą, córką, matką, żoną mojego męża, pasjonatką, indywidualistką, optymistką…pewnie kartki by nie starczyło na dywagacje kim tak naprawdę jestem. Zresztą nie o to mi chodzi 🙂
Ale czy jestem ciałem? Czy jestem umysłem? Czy może wyższą świadomością? Zadając tyle pytań, mam już odpowiedzi. Jak myślicie? Ja uważam, że ciałem nie jestem, że ciało to tylko moje wspaniałe narzędzie, wehikuł do poruszania się na tym wspaniałym świecie materii. Ciało to wielki przywilej ale i wielka udręka. Choruje, starzeje się, umiera. Świadomość zostaje 🙂
Ciało jest zupełnie podporządkowane umysłowi. To on poprzez zmysły zbiera wszystkie informacje, które wysyła ciało. Umysł jednak to nie wszystko, co jest w nas . Mamy jeszcze świadomość, która ma władzę nad umysłem. Jeżeli świadomie będę kontrolować umysł, ciało podąży za nim. To co robimy bierze się z tego o czym myślimy. Gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę, kim jesteśmy, najważniejszy staje się nasz byt, świadomość tego kim się stajemy. Na piedestale staje nasz rozwój osobisty, priorytetem jest to kim jesteśmy duchowo. Już nie ważna staje się pozycja i posiadanie. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że posiadanie jest wynikiem działania, cięższej i efektywniejszej pracy, posiadanie jest tylko kwestią wykorzystania danej opcji. Działanie dla zysku nie stanowi statusu wartości. Prawdziwym skarbem jest to kim jesteśmy i jak radzimy sobie wg naszych ustalonych praw.
Uważność i świadomość jest ważniejsza niż wszelkie dobra na tym świecie. Ja nie neguję tutaj oczywiście bogactwa, bo ono jest częścią naszego życia, jedynie zwracam uwagę, że w pewnym momencie życia, tym bardziej świadomym, przestajemy już mierzyć siebie czy innych statusem posiadania, a posiadanie samo w sobie staje się nie istotne. W pewnym momencie życia człowiek bowiem zaczyna poświęcać uwagę zasadom duchowym oraz rzeczom, które są uniwersalne i przekraczają to, co tymczasowe. Zaczyna utożsamiać się z postępującą uważnością tego, czym naprawdę jest. A to dostarcza nam innego stanowiska, z którego możemy postrzegać ciało. W taki sposób możemy zrozumieć i prześledzić nasz związek z ciałem i pojąć, że jest ono czymś co mamy, a nie czymś, czym jesteśmy. Ciało jest czymś, co do nas należy. Uwalniając się od tożsamości z ciałem możemy się nim cieszyć a także zrozumieć, że go doświadczamy. To nie dzięki uprawianiu jogi jesteśmy szczęśliwi i zdrowi, ale dzięki byciu szczęśliwym i zdrowym wyrażamy radość życia w formie uprawiania jogi. Zrozumieć nasz związek z ciałem to zrozumieć siebie. Co o tym myślicie?
Kochani, danie, które tu przedstawiam jest pyszne z dodatkiem ogórka kiszonego lub kapusty kiszonej. Nie przepadam za tofu, ale wędzone naprawdę daje wspaniały efekt, tym bardziej, że kasza gryczana uwielbia wędzone dodatki. No to do dzieła 🙂

Wspaniałe krakersy! Znikają z talerza jak świeże bułeczki. Chrupiące i smaczne staną na wysokości zadania na każdą okazję. Długo poleżą w pudełku metalowym na ciasteczka. Stanowią sycącą przekąskę jako same do chrupania jak i świetne śniadanie w połączeniu np. z pastą z selera ( przepis
Od razu przyznaję się szczerze, że nie jestem ekspertem od pierogów, a robię je… raz w roku 😀 Prawdę mówiąc zainspirowałam się pierogami z ” Kulinarnych bezdroży” Dominiki Wójciak i tak mi posmakowały, że co roku goszczą u nas na święta. Są mięciutkie i pyszne i po moich modyfikacjach wdrożone w życie.
Jak pisałam piekę rzadko. Te ciasteczka to rarytas świąteczny, który znika ze stołu błyskawicznie, no…zabijają się za nimi 😀 Czekolada, orzechy laskowe i morele w jednym, czy może być coś pyszniejszego 🙂
Gdzieś z dziesięć lat temu, gdy przeszłam na surową dietę, ciężko było o przepis na słodycze. Mój mąż dzielnie towarzyszył mi w jedzeniu raw, jednak tęsknił za makowcem. Byliśmy bardzo wierni diecie, więc, żeby jakoś sobie wynagrodzić, moim pierwszym pomysłem na surowe ciasto był makowiec. Moja dieta głównie opierała się na owocach, orzechach i zieleninie. Nie przepadam za korzeniami warzyw na surowo. Wychłodziłam bardzo organizm, jednak dużo też zyskałam. Przeprowadziłam też liczne głodówki. Pamiętam smak pierwszego łyku soku po czternastu dniach postu. Boże, co to była za ekstaza ! Taka dieta przede wszystkim bardzo wycisza i uspokaja organizm. Daje poczucie spełnienia. Człowiek staje się bardzo introwertyczny. Tak naprawdę wycofuje się z życia towarzyskiego i wystarcza mu niewiele.. W naszym klimacie trudno jest prowadzić dietę raw. Jeździliśmy na narty zjazdowe i biegowe z bananami:) Dziś sobie tego nie wyobrażam. Temperatura w górach – 10 stopni, a my z bananami w plecaku 😉 Bardzo dużo mnie nauczyło to doświadczenie, właściwie, dzięki tej diecie i głodówkom zaczęłam medytować…Życie jest takie piękne 🙂