Czyli krokiety z kaszy gryczanej. Czy wiecie że kasza gryczana uważana była kiedyś za ziarno pogańskie? Polacy nazywali ją tatarką, gdyż jej pojawienie się na stołach  kojarzyło  się z najazdem Tatarów. Niegdyś królowa polskich stołów, wyparta przez ziemniaki,  dziś wraca do łask 🙂 I na naszą korzyść, bo jest skarbnicą minerałów i witamin a przede wszystkim białka. Na dodatek jest pyszna i można ją jeść i mieszać nawet z owocami, bo zbożem nie jest.

Kasza gryczana zawiera więcej białka niż  pszenica, proso i  kukurydza. Białka te pomagają w tworzeniu się przeciwciał, wpływają na prawidłowy poziom cukru we krwi i przyspieszają gojenie się ran oraz biorą udział w produkcji elastyny i kolagenu.  Już 100 gram gryki dziennie zaspakaja nasz organizm w aminokwasy egzogenne, których nasz organizm nie jest w stanie wytworzyć.

Na jedzeniu gryki skorzysta nasz układ pokarmowy,  ponieważ błonnik w niej zawarty  umożliwia prawidłowe oczyszczanie i utrzymanie w dobrej kondycji naszego  „drugiego  mózgu”, bo tak dzisiaj się mówi zwłaszcza o jelicie cienkim.  Błonnik zawarty w kaszy gryczanej pobudza przewód pokarmowy i przyśpiesza pasaż jelitowy zapobiegając zaparciom, wiąże wodę i kwasy żółciowe. Kasza gryczana skutecznie  też  zaspakaja uczucie  głodu.

Te małe ziarenka zawierają bogaty zestaw  soli mineralnych. Są bogate  między innymi w magnez, żelazo, wapń i mangan. W tym składzie świetnie dbają o włosy, mózg, serce i układ nerwowy. Witaminy z grupy B uszczelniają naczynia krwionośne, pomogą przy trądziku różowaty i przy  cerze naczynkowej. Znajdziemy w nich witaminę E- silny przeciwutleniacz oraz kwas foliowy bardzo potrzebny w ciąży.  Flawonoidy czyli rutyna, kwercetyna i pelargonidyna to silne związki odmładzające nasz organizm i wzmacniające  układ immunologiczny.  Gryka awiera lecytynę która poprawia samopoczucie. Do tego nie zawiera glutenu i ma średni indeks glikemiczny.  I żeby nie było za mało odkwasza organizm, ponieważ działa alkalizująco  na nasz ustrój. Myślę, że tyle wystarczy aby po nią sięgać 🙂

Naleśniki z kaszy gryczanej są przepyszne i niczym nie odbiegają od naleśników tradycyjnych. Ciasto, które zrobicie musi być dość rzadkie, aby naleśniki wyszły cieniutkie. Nie bójcie się więc rozcieczenia ciasta wodą, jeśli przyjdzie taka potrzeba. Metodą prób i błędów ( jeżeli dojdziecie do wniosku, że jeszcze naleśnik jest za mało cienki dodajcie pomału wody. Do smażenia używam tłuszczu tylko przy pierwszym naleśniku, jeżeli macie patelnię nie przywierającą ( np. ceramiczną) kolejne naleśniki możecie smażyć bez tłuszczu. Świetnie smakują i są chrupiące  gdy przysmażymy je  z farszem. No to do dzieła 😉

SKŁADNIKI:

300 g kaszy gryczanej niepalonej

60 ml siemienia lnianego zmielonego

280 ml mleka roślinnego lub wody

60 ml oliwy z oliwek

1/4 łyżeczki soli

200 ml wrzącej wody

woda do moczenia kaszy


WYKONANIE:

Kaszę gryczaną zamocz na noc, zalewając ją wodą ( około 2 litrów) Rano odcedź, wypłucz na sicie.

Przełóż kaszę do blendera wraz z mlekiem ( lub wodą ) i zmiksuj dokładnie na jednolitą masę.

Siemię lniane zalej wrzątkiem ( 200 ml) i zmiksuj aż powstanie masa jak budyń.

Teraz wymieszaj wszystkie składniki i odstaw na 15 minut.

Po tym czasie zdecyduj, czy dodać wodę, aby masa była nie za gęsta, a naleśniki dobrze rozchodziły się na patelni   były cienkie.

Faszeruj naleśniki bigosem wegańskim  ( przepis TU , lub farszem podanym niżej:

SKŁADNIKI:

1 szklanka kaszy gryczanej ugotowanej

1 szklanka tofu ( np. wędzone) lub sera koziego wędzonego typu ricotta

1 cebula

3 łyżki musu z dyni pieczonej   ( upieczoną dynię zmiksuj, np. hokaido-  razem ze skórką)

2  łyżki oliwy

sól i pieprz do smaku

sos sojowy około 2 łyżki


WYKONANIE:

Cebulę pokrój w kostkę i uduś na oliwie

Do uduszonej cebuli dodaj pokruszone tofu i smaż jeszcze chwilę ( sera nie musisz smażyć)

Dopraw solą i pieprzem oraz sosem sojowym, dodaj mus dyniowy i kaszę.

Wymieszaj wszystkie składniki i faszeruj naleśniki.

Zawijaj i smaż ( możesz bez tłuszczu jak wolisz.

Podawaj z barszczem czerwonym.

SMACZNEGO :

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Weganski bigos świąteczny

przez Elusia

Co myślicie o obrażających się osobach? Są niedojrzałe emocjonalnie? Nie potrafią wyrazić swoich emocji? Obrażanie się tak naprawdę to niemoc. To zbuntowane ego. Brakuje nam odwagi, brakuje siły i krępujemy się mówić wprost, co tak naprawdę czujemy. Pierwsza reakcja – walcz albo uciekaj. Obrażanie się to ucieczka, ucieczka bez walki… Bardzo często ciężko jest dotrzeć do obrażonej osoby i skłonić ją do kontaktu. Jeżeli obrażony jest dzieckiem, chętnie, z racji naszego ego, załatwilibyśmy sprawę z pozycji szefa, masz tak zrobić, bo ja tak chcę. Ale to tylko potęguje konflikt i pogłębia obrazę. Bez konfrontacji i uszanowania drugiego ego, siły stają się nie równe i zawsze końcowym etapem jest wygrany i przegrany, czyli ten, który poniósł porażkę. A tak być nie powinno. Myślę, że szacunek należy się nawet najmniejszemu człowiekowi i przymierze powinno być zawarte z korzyścią i remisem dla każdej strony.Pamiętam jako dziecko, że dąsałam się na rodziców i nawet dobrze mi to wychodziło ;D Tata szybko reagował, więc wykorzystywałam swoje dziewczęce foszki 🙂 Potem trenowałam na koleżankach i kolegach, aż trafiłam na kamień, mojego męża, który za nic w świecie nie ulegał moim fochom. On po prostu  ich nie zauważał . I tak skutecznie mnie wyleczył z obrażania się. Ale to stare dzieje 😉

 Poruszam ten temat, bo miałam okazję przyjrzeć się sytuacji, która stała się trudną w oczach spacerującej rodziny z siedmioletnim chłopcem, rzucającym rower na środku drogi i opuszczającym to miejsce. Za nic w świecie nie chciał po niego wrócić. I cóż miał zrobić stanowczy dziadek i żartujący wujek… gdy uparty dzieciak ani myślał wrócić po porzucony rower. Otóż na wysokości zadania stanęła mama, która to po nitce do kłębka z anielską cierpliwością wyciągnęła z malucha emocje,  wypytując poszkodowanego  i dochodząc do wniosku o co tak naprawdę chłopcu chodzi. Podziwiam cierpliwych ludzi, zwłaszcza tych do krnąbrnych dzieci. W każdym bądź razie chłopiec wrócił po rower a cała sytuacja ładnie się zakończyła. Ufff, liczę do dziesięciu i dopiero reaguję 😉

Wyciągając wnioski z całej tej sytuacji jedno nasuwa się na myśl: kontroluj swoje emocje, zadawaj sobie mądre pytania. Zanim zrobisz kroki i podejmiesz decyzję do działania, skup się i zapytaj siebie: co się stało? Co ta druga osoba myśli, czego chce, czego potrzebuje? Czego ja chcę? Co jest możliwe? Co najlepiej teraz zrobić?

A co Wy na to? Jak radzicie sobie w trudnych sytuacjach?

A dziś, ponieważ święta tuż tuż, a czas ponagla zrobiłam bigos wegetariański, a właściwie wegański jeżeli użyjecie oliwy zamiast masła. Możecie wykorzystać go do krokietów, co pokaże w następnym poście lub do  pierogów albo po prostu pałaszować z chlebem ( przepis TU)

SKŁADNIKI:

1 kg kapusty białej

1 kg kapusty kiszonej

1 szklanka suszonych grzybów

10 wędzonych śliwek

2 cebule

1 jabłko kwaśne

2 łyżki suszonych pomidorów w oliwie

1 łyżka miso

listek laurowy

5 nasion ziela angielskiego

1 łyżka ghee lub oliwy, jeżeli bigos ma być czysto wegański

1 łyżeczka gorczycy

1 szklanka pomidorów pieczonych ( przepis TU) lub  pulpy pomidorowej

sól i pieprz do smaku


WYKONANIE:

Grzyby namocz na noc i ugotuj następnego dnia. Przestygnięte pokrój w większą kostkę. Wodę zachowaj.

Kapustę poszatkuj. Umieść obie kapusty w dwóch garnkach  dodaj wody z gotowanych grzybów oraz  przyprawy i gotuj do miękkości pilnując aby woda nie wyparowała. W razie gdyby wyparowała w trakcie dodaj wrzątku

Cebulę pokrój w kostkę i uduś na ghee. Gdy będzie miękka dodaj do niej pokrojone w kostkę śliwki i pokrojone w kostkę pomidory suszone  oraz utarte na grubej tarce jabłko i duś jeszcze chwilę aż jabłko się rozpadnie.

Wymieszaj wszystkie składniki oprócz miso  i zagotuj razem. Dodaj wtedy miso, wymieszane z małą ilością wody, dosól i dopieprz w razie potrzeby.

Nie gotuj już, bo miso traci wtedy swoje właściwości. Bigos ma być wilgotny, nie suchy.

Możesz gorący  bigos przełożyć do słoików i zagotować 15 minut, wtedy może dłużej poleżeć.

Możesz użyć go jako farszu do naleśników, czyli krokietów  wegańskich z barszczykiem ( przepis niebawem)

SMACZNEGO 🙂

 

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Mamy zimę 🙂 Rozgościła się w ogrodzie i upiększyła jego skarby. Świat jest taki magiczny gdy oprószy go śnieg. Mieszkam pod górami  i gdy tylko zjeżdżam do miasteczka obok,  zastaję tam zupełnie inny krajobraz, bez śniegu. Jeszcze niedawno, gdy zimy były bardzo śnieżne, na wigilię do mamy, do miasteczka obok, chodziliśmy na nogach- 10 km, ponieważ wiatr tworzył takie zaspy, które nie sposób było pokonać autem. Często brakowało prądu, ponieważ śnieg i wiatr pourywał linie wysokiego napięcia. Dobrze, że w domu były zapasy, piec na drewno  w kuchni  i świeczki, bo czasami prądu nie było po trzy dni 😀  Dziś święta spędzamy u nas, na wsi. Szkoda właściwie, że dzieciaki nie muszą pokonywać zasp śnieżnych pieszo. Ruch tworzy głęboki oddech.  A oddech… no właśnie, mam dla Was długi artykuł,  napisany przeze mnie już dawno do któregoś z magazynów. Artykuł ten powie Wam wszystko o oddechu 🙂 Mam nadzieję, że wytrwacie do końca 😉

Oddech. Tak mało o nim wiemy. Oddychamy przez całe życie w nieprzerwanym tempie, ileś tam razy na minutę, bez przerwy, od narodzin do ostatniego tchnienia. Nie poświęcamy uwagi naszemu oddechowi, dopóki nie zabraknie nam tchu, lub nie zachorują nam drogi oddechowe. Wielu ludzi nie potrafi oddychać prawidłowo, głęboko, nie mając o tym świadomości. Oddychanie to czynność bezpośrednio decydująca o życiu, to proces biochemiczny przemiany gazowej. Ale czy tylko. Mówimy, że oddychamy z ulgą, gdy rozwiążemy problem, próbujemy zaczerpnąć powietrza, gdy nas coś przytłacza, jeżeli coś wydaje nam się łatwe, powiemy – tak naturalne jak oddech. Można powiedzieć, że oddech jest najważniejszym czynnikiem życia. Bez oddechu możemy żyć zaledwie kilka minut, gdzie dla porównania, bez wody kilka dni a bez pożywienia – kilka tygodni. To  oddech pomaga kobiecie urodzić dziecko, to oddech uruchamia mechanizm” walki lub ucieczki”.

                                                                                                                                                                                          Jeżeli wskutek poczucia zagrożenia mięśnie sprężą się do wzmożonego wysiłku, również oddech spełni cechy gotowości fizjologicznej do podjęcia walki. Jeżeli natomiast chcemy osiągnąć spokój ducha, nie zrobimy tego bez uregulowania oddechu. Tylko spokojny oddech uspokoi serce i ukoi umysł. Zjawisko oddechu jest ściśle związane z ośrodkami międzymózgowia i kory mózgowej, które za pośrednictwem nerwu błędnego regulują procesy oddechowe. Czynność płuc, w których, mówiąc w skrócie, odbywa się wymiana gazowa , reguluje centralny układ nerwowy a dokładnie ośrodek oddechowy znajdujący się w rdzeniu przedłużonym, biegnącym wewnątrz kręgosłupa. Układ oddechowy jest jedynym układem, nad którym bezpośrednio możemy zapanować ( pomijam tu wyższe umiejętności). Gdy panujemy nad naszym oddechem, możemy również bezpośrednio lub pośrednio oddziaływać na inne układy czynnościowe, powiązane z tym układem. I tak, rytm oddechu nadaje rytm funkcjonowania naszemu organizmowi. Kiedy rytm oddechu jest nieprawidłowy, zaburzony zostaje rytm pracy serca i pulsu małego układu krwionośnego głowy. Gdy nasz oddech jest regularny i rytmiczny, nasze ciało, umysł i duch są w zupełnej harmonii.

Ćwiczenia oddechowe sprzyjają samoregulacji fizjologicznej, która często jest zablokowana w układzie kostnym lub mięśniowym.  Wiemy przecież, że dużą zależność w stanach psychicznych człowieka stanowią napięcia mięśni. Tak więc nasz ogólny stan zdrowia oraz samopoczucie ściśle związane są z jakością naszego oddechu. Kontrolując swój oddech, możemy zupełnie zapanować nad samopoczuciem, zapobiec niekontrolowanym emocjom, wpłynąć na poprawę zdrowia fizycznego i psychicznego.                                                                                                                                                                Mechanika oddechu jest ściśle związana z emocjami. Każda reakcja emocjonalna, której doświadczamy, zmienia sposób oddychania w danym momencie. Gdy tłumimy oddech- ściągamy ramiona, ściskamy gardło, tłumimy emocje. Przenosimy je głęboko i magazynujemy. Często boimy się lub wstydzimy wyrażać smutek, żal, niepokój, złość, radość czy podniecenie. Wtedy ograniczamy oddech, blokujemy się. Głęboki, luźny oddech pozwala natomiast na głębsze i pełniejsze przeżycia,  prawidłowy oddech poszerza naszą wrażliwość. Gdy blokujemy emocje, zwłaszcza te negatywne, wstrzymujemy oddech , pozostaje w nas nieodreagowane uczucie goryczy.  Oddech reguluje pracę niektórych grup mięśni i pomaga w realizacji różnych  zadań organizmu. Osoby, które stale płytko oddychają, zawsze cierpią na zaburzenia jelitowo- żołądkowe.

Prawidłowe oddychanie odbywa się przez nos, usta natomiast są awaryjnym zabezpieczeniem. Powietrze, które dostaje się do płuc, zostaje ogrzane, nawilżone i oczyszczone przez nos. Nozdrza bowiem to dwa, wąskie i kręte kanały, pokryte licznymi włoskami, służącymi jako filtry wdychanego powietrza.Z oddechem  wchłaniane są tajemnicze jony, które są składnikiem powietrza atmosferycznego, które to przez przypadek zostały odkryte przy okazji trudności kosmonautów z adaptacją do powietrza wytwarzanego laboratoryjnie. Okazuje się bowiem, że piloci pojazdów kosmicznych ulegali dość szybko stanom apatii, niedołężności fizycznej i psychicznej oraz przemęczeniu umysłowemu. Owe jony, które wchłaniane są jedynie przez nozdrza, można dostrzec podczas wpatrywania się w błękit czystego nieba, w postaci białych, szybko mknących zygzaczków. Jest udowodnione, że jony te odżywiają układ nerwowy tak jak tlen odżywia układ krwionośny.

                                                                                                                Ludzie, którzy z różnych przyczyn oddychają przez usta, cechują się zawsze pewną ograniczonością w rozwoju połączeń między półkulowych mózgu. Jeżeli chcielibyśmy przyczepić się do nauki zachodniej, sugerującej wdech nosem a wydech ustami, to można jedynie wytłumaczyć ten sposób , że w trakcie wysiłku wydech ustami pozwala prędzej pozbyć się z pęcherzyków płucnych przetransportowanego tam dwutlenku węgla i szybciej dostarczyć do wchłonięcia, nową porcję tlenu. Lecz w tym wypadku celem nadrzędnym jest osiągnięcie maksymalnej efektywności wysiłku. Tak więc podczas pełnego, świadomego wdechu wciągamy nie tylko powietrze, ale także energię, witalność, siłę a podczas wydechu wraz z dwutlenkiem węgla wydychamy emocjonalne zanieczyszczenia.

Oddech prawidłowy ma niebagatelny wpływ na nasz układ immunologiczny. Filozofowie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku odkryli niepodważalne powiązania oddechu z układem limfatycznym. Szybkość przepływu limfy ( która nie ma pompy jak układ krwionośny) jest uzależniona od wysiłku mięśniowego i głębokości oddechu. Im głębszy oddech, tym większe są zmiany w ciśnieniu i bardziej intensywny przypływ limfy, która odpowiedzialna jest za troskę o nasze bezpieczeństwo.                                                                                                                                                                                               Nasze emocje mają bezpośredni wpływ na nasz oddech i odwrotnie. W tym przypadku z łatwością możemy regulować oddechem swój stan emocjonalny. Stany depresyjne skracają znacząco oddech, skracają więc życie. W wyniku problemów emocjonalnych przepływ energii w organizmie jest niestabilny, co natychmiast wpływa na nasze oddychanie. I tak trwa koło, w którym szkodliwe emocje możemy przezwyciężyć prawidłowym, głębokim, spokojnym oraz świadomym oddechem. Tak więc oddech wpływa na naszą świadomość a nasza świadomość wpływa na nasz oddech.

Oddech ma szczególne oddziaływanie na nasze myśli. Przy nieodpowiednim oddechu myśli są rozbiegane, chaotyczne i niespójne. Zmiany w oddechu powodują zmiany w naszym postrzeganiu świata. Sterując oddechem możemy znacząco wpłynąć na nasze samopoczucie i stan psychiczny. Prawidłowy oddech stymuluje do koncentracji, lepszej kondycji organizmu i długowieczności. Regulując oddech zwiększamy wchłanianie tlenu i prany ( energii kosmicznej) a co za tym idzie mamy większe możliwości koncentracji i skupienia. Obserwując nasz oddech zauważymy, że w stanach depresyjnych nie tylko staje się on krótki i płytki, ale suma czasu bezdechów równa jest łącznego czasu wdechu i wydechu.

Uczucie bólu wstrzymuje funkcje oddechowe, a ataki histerii tworzą oddech płytki, szybki i chaotyczny. Podniecenie tworzy oddech szybkim i nierytmicznym, natomiast uczucie ulgi manifestuje się westchnieniem. Tylko pozytywne uczucie pozwalają nam oddychać rytmiczne i spokojnie, gdzie możemy pozwolić sobie na błogostan. Jednak w każdym przypadku możemy sobie pomóc prawidłowo oddychając, w ten sposób każde wyzwanie losu można regulować oddechem.

Wydłużanie np. czasu wydechu sprawi, że łatwiej będzie nam znieść przeróżne stany emocjonalne i wyeliminować niepotrzebne napięcia. Każdy stres, napięcie emocjonalne,  powodują rozszerzanie się klatki piersiowej, lecz niestety w tym przypadku napięciu ulega brzuch. Gdy takie sytuacje zdarzają się często reakcja mięśniowa wymyka się z pod kontroli i łatwo nabawić się takich dolegliwości jak wzdęcia brzucha na tle nerwowym. Uspokojenie oddechu jest równoznaczne z uspokojeniem umysłu. Gdy opanujemy umiejętność swobodnego, głębokiego oddechu i będziemy regularnie ją stosować uwolnimy się z jarzma nagromadzonych napięć wewnętrznych. Gdy poddajemy się negatywnym stanom psychicznym zostajemy sparaliżowani destruktywnymi myślami i nie pozwalamy sobie na jakikolwiek manewr. Tkwimy w bezradności, dręczeni i zaabsorbowani w negatywnych myślach, które opierają się na wąskim torze problemu, gdzie inne sprawy zostają wyparte i zlekceważone. Żyjąc tak pozostajemy bierni i bezradni, nasze życie staje w miejscu, nie potrafimy uwolnić się od destrukcji. Oddech może w takim przypadku zdziałać cuda. Regularne praktyki oddechowe zapobiegną takim sytuacją, stwarzając kontrolę nad myślami i emocjami. Oddech energetyzuje organizm i obniża napięcia emocjonalne.

Gdy już mowa o oddechu nie sposób pominąć nieprzecenionego działania hatha joga na nasz organizm. Ćwiczenia jogi wraz z pranajamą uczą znakomicie jak opanować sztukę oddechu. Człowiek, jako stwórca nauki, technologii, sam zagubił się w przytłaczających go problemach rzeczywistości. W brew pozorom problemy egzystencjalne nie zostały rozwiązane postępem technicznym. Człowiek został przytłoczony własnym tworem techniki. Nasze dzieci zostały ograbione z komfortu wzrastania w harmonijnym świecie natury, przyroda została zastąpiona komputerem i naukami ścisłymi. Tak cywilizacja zrodziła depresję, wrogość i osamotnienie, a spotkania dzieci i młodzieży uwieńczone są przeglądaniem swoich telefonów.

Joga umożliwia wgląd do swojego wnętrza. Praca z oddechem pozwala na rozwój fizyczny, emocjonalny i duchowy. Istotą wszystkich ćwiczeń jogi jest przepływ prany, energii życiowej. U podstaw jogi leży powrót do naturalnych procesów w ciele, które to zostają zaburzone w skutek reakcji ciała na rozmaite emocje jakich doświadczamy. Jogini, którzy stosują wysublimowane techniki i zasady oddychania uważają, że życia nie mierzy się ilością przeżytych dni, lecz liczbą oddechów. Właśnie dlatego oddech jest tak ważny w tajemnicach wschodu. Jogini zalecają oddychać tak, jakbyśmy mieli określoną liczbę oddechów w naszym życiu. Powolny, rytmiczny, długi oddech gwarantuje długie życie. Na panowaniu nad oddechem opierają się sztuki walki i doskonalone od wieków praktyki relaksacyjno- koncentrujące. Kontrolując swój oddech możemy zapanować nad własnym samopoczuciem.

Sterując oddechem możemy wpływać na nasz organizm i regulować swoje samopoczucie, witalność, poprawiać stan psychiczny, fizyczny oraz panować nad formami reagowania na bodźce zewnętrzne. Sztuka świadomego oddychania pozwala na koncentrację, umożliwia poprawę kondycji fizycznej i zapewnia zdrowie oraz długowieczność. Dziś, ćwiczenia oddechowe, tak pilnie strzeżone przez wieki, dostępne są dla każdego, kto zdecyduje mieć kontrolę nad swoim życiem, aby żyć w harmonii ze sobą i światem zewnętrznym. To od nas zależy, czy nasz oddech będzie płytki i chaotyczny czy pełny, rytmiczny i spokojny….

A dla tych co wytrwali dzielnie do końca artykułu czeka przepis na  wyśmienite ciasteczka 😀

Pierniczki w czekoladzie można  jeść tuż po upieczeniu i przestygnięciu. Są chrupkie ale nie twarde  🙂

SKŁADNIKI: 

1.   20 dkg cukru nierafinowanego muscavado ( informacje o nim znajdziesz TU

2.    2 całe jaja

3.   4 dkg masła

4.   10 dkg miodu

5.   41 dkg mąki orkiszowej ( u mnie typ 700) plus do podsypania przy wałkowaniu ciasta

6.   1/2 łyżeczki sody

7.    1  i  1/2  łyżeczki przyprawy do piernika ( przepis TU

8.    1 łyżeczka zmielonego cynamonu

9.   miseczka bardzo drobno posiekanych bakalii

10 .  szczypta soli

11.   2 gorzkie czekolady


WYKONANIE: 

1.     Miód, cukier i masło roztop i pozostaw do ostygnięcia

2.    Do masy dodaj  jaja, przyprawy, bakalie i przesianą mąkę wymieszaną z sodą oraz solą

3.   Ugnieć ciasto, rozwałkuj i wykrawaj  foremką ciasteczka

4.   Piecz ciasteczka około 8 minut- temp.  170 stopni

5.  Czekolady rozpuść nad parą wodną ( uważaj, gdy je przegrzejesz zważą się)   i maczaj  wystygnięte ciasteczka górną stroną. Pozostaw do wystygnięcia  w chłodnym miejscu.


PS. Możesz  pobawić się też i pomalować pierniczki czekoladą zamiast lukru 🙂

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Mam dzisiaj przepis z wykorzystaniem przyprawy piernikowej – przepis TU,  która świetnie komponuje się z poranną kaszą jaglaną 🙂

Rodzynki, bo dzisiaj o nich mowa, to niesamowite źródło energii,  zawierają bowiem łatwo przyswajalne cukry, dostarczające mnóstwo siły,  a także witaminy z grupy B, które to wspomagają  organizm przy długotrwałym wysiłku fizycznym, a także  wzmacniają  osoby zestresowane i zmęczone.  Zawierają dużo żelaza, które leczy niedokrwistość czyli anemię, oraz miedź i mangan. Rodzynki posiadają  moc  wspomagania  funkcjonalności  mózgu a nawet pomagają  poprawić pamięć. Ogólnie wzmocnią układ nerwowy. Te małe słodkości są źródłem flawonoidów, antyoksydantów i mirycetyny,  która chroni przed chorobą Alzheimera. Dla tych, którzy mają problemy z jelitami, również znajdzie się rada. Otóż rodzynki dzięki zawartym w nich kwasom organicznym, fruktozie i pektozie mają właściwości przeczyszczające, więc  świetnie oczyszczają  i usprawniają jelita i poprawiają formowanie stolca, a nawet zapobiegają powstawaniu raka jelita grubego.

Żeby nie było za mało, rodzynki odżywiają nasze kości i stawy, znajdziemy w nich bowiem spore ilości wapnia i magnezu. Mają właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne. Korzystnie wpływają na wzrok dzięki przeciwutleniaczom.  Zawierają aminokwas  zwany argininą który to pomaga przy niepłodności i wzmacnia libido oraz leczy impotencję. Zawierają dużo potasu i magnezu, które neutralizują nadmiar kwasów w organizmie. Pomagają również dbać o zęby, a to za sprawą kwasu oleanolowego, który to wzmacnia zęby i uniemożliwia rozwój bakterii odpowiedzialnej za powstawanie próchnicy ,a wapń w nich obecny zapobiega pękaniu i uszkodzeniu szkliwa.

A co powiecie jeszcze na fakt, że rodzynki zawierają  katechiny, czyli cudowne przeciwutleniacze skutecznie uszczelniające naczynia krwionośne i regulujące ciśnienie krwi oraz ogólnie wzmacniające serce.   Nie wspomnę już o ich smaku, który wspaniale komponuje się w wielu, nie tylko słodkich potrawach. Włosi np. doprawiają rodzynkami cebulę, ale o tym już w następnym poście 😉

SKŁADNIKI:

1 szklanka kaszy jaglanej

3-5 szklanek wody  (to zależy jak gęstą lubisz kaszę na śniadanie- ja lubię rzadką, poza tym mój garnek jeszcze stoi na ciepłym murku przy piecu a kasza lubi  z czasem gęstnieć)

4 daktyle medjool 

3 łyżki upieczonej i zmiksowanej dyni

5 cm świeżej kurkumy startej na tartce lub 1/2 łyżeczki w proszku

2 łyżeczki masła 

1 łyżeczka przyprawy do piernika ( przepis TU )

1/2 łyżeczki soli

1 łyżka rodzynek

1 łyżka goi

1 łyżka uprażonych i pokruszonych pistacji ( nie solonych)

                                                                        masło orzechowe wysokiej jakości- 1-2 łyżki


WYKONANIE:

Kaszę przepłucz na gęstym sicie i najlepiej zamocz na noc w wodzie wraz z pokrojonymi dość drobno daktylami.

Rano dodaj sól i masło i gotuj do miękkości.

Do gotowej kaszy dodaj startą kurkumę, dynię, przyprawę do piernika i masło orzechowe.

Podawaj posypaną bakaliami 🙂

SMACZNEGO

🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Solony jarmuż

przez Elusia

Lubicie jarmuż? To ponadczasowe warzywo wraca do łask i pokazuje się już nawet w supermarketach. Osobiście rośnie u mnie na ogrodzie od kilkudziesięciu lat i kocham go miłością niezmienną 😉  Dlaczego? Jest bardzo uniwersalny, pasuje dosłownie wszędzie. Dodaję go do niemal wszystkich sałatek jesiennych i zimowych, gotuję go w zupach i mieszam z kaszami i makaronem. Tak naprawdę, pomimo krótkiej drogi na warzywnik ( bo tam zimuje, po prostu w gruncie) mam go zawsze pod ręką  w słoiku, w lodówce i zużywam na bieżąco. Najlepiej smakuje po pierwszych przymrozkach, traci wtedy swoją naturalną goryczkę i staje się słodszy. Polecam jarmuż solony :

SKŁADNIKI:

Kilka liści jarmużu

Sól ( wystarczy naprawdę niewiele)


WYKONANIE:

Odkrój lub oderwij z łodyg liście jarmużu, pokrój je drobno lub porwij, posól, wygnieć w dłoniach i ubij  w słoiku

Umieść w lodówce

Taki jarmuż może stać w lodówce nawet do dwóch tygodni.

SMACZNEGO 🙂

0 komentarz
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress