Zioła mają ogromną moc! Są znacznie bardziej skuteczne niż myślimy. Jeszcze niedawno tylko one służyły jako skuteczny lek, dziś niestety zapomniane i wyparte przez chemiczne leki i polepszacze smaków. Zioła działają dezynfekująco, bakteriobójczo, hamują krwawienia, oczyszczają krew, działają moczopędnie, mlekopędnie (u matek karmiących), napotnie, koją ból gardła, leczę opuchliznę, obniżają ciśnienie, poprawiają trawienie, pomagają w obstrukcji, są przeciwkaszlowe , leczą reumatyzm… i mogłabym Was zanudzić co potrafią te cudowne rośliny. Każdy znajdzie coś dla siebie, aby poprawić zdrowie.
Zioła w kuchni jako przyprawy tworzą niesamowite aromaty, polepszają smak każdej potrawy i zdecydowanie poprawiają trawienie. Najwięcej aromatu mają zioła świeże, ja często zachowuję ich zapach w oliwie zimno tłoczonej. Kroję drobno i wypełniam nimi słoik a następnie zalewam oliwą. Bardzo ważne jest aby listki były dokładnie przykryte oliwą. Przechowuję je w lodówce. Oliwa zastyga i nie jest ciekła ale po wyjęciu z lodówki odkładam z wierzchu oliwę, wyjmuję łyżeczką taką ilość ziół w oliwie jaką potrzebuję i przykrywam oliwą którą odłożyłam.
Na zdjęciu zapowiedź aromatyzowanego serka koziego – ziołowego, który znalazł się w oliwie aromatyzowanej ziołami.
Nabierzcie apetytu 🙂
Sałatka wyszła pachnąco i zachęcająco, tym bardziej, że udało mi się zebrać pierwsze ogórki z ogrodu 🙂 Możecie ją podać z serem kozim lub orzechami, wtedy będzie bardziej pożywna, lub potraktować jako dodatek do młodych ziemniaków lub kaszy, schrupać z chlebem, do wyboru, kto co woli.



Czy byłabym szczęśliwsza, czy miałabym więcej radości w sobie, gdybym spełniła siebie jako ktoś bardzo ważny, wpływowy, obrzydliwie bogaty? Co tak naprawdę potrzebne mi do życia. Czy potrzebuję więcej kwiatów w ogrodzie, czy potrzebuję więcej ciuchów w garderobie, czy ten telefon już czas wymienić, czy pięcioletnie kozaki, nadal w świetnym stanie już nie są na czasie? Życie samo weryfikuje nasze potrzeby i tak naprawdę tak niewiele nam do szczęścia potrzeba.
Dziś w lesie spotkałam drwala, ciężko pracował z piłą, już miałam zrobić okrążenie gdy biegłam z psami w jego kierunku, aby zejść mu z drogi. Nagle, on machnął ręką wołając mnie w swoim kierunku. Zrozumiałam, że robi mi drogę. Podbiegłam bliżej. Uśmiechnięty od ucha do ucha mężczyzna zapraszał miłymi słowami, ustępując mi z drogi. Och jaki miałam miły dzień, ten uśmiech na twarzy obcego człowieka w lesie…. I cóż nam więcej potrzeba? No bądźmy zazdrośni, ale, kochajmy się! I chociaż starajmy się być życzliwi, po czasie to przejdzie w nawyk 🙂
A ponieważ w ogrodzie pękają juz młode kapusty ( te wczesne są najbardziej udane) spieszę z kiszeniem, gotowaniem itd.
A w między czasie jeszcze moje życie na chwilę zmieniło barwy. Zostałam na cztery dni z wnukami. Maluchy- cztery i dwa latka. To było duże wyzwanie. Nagle spojrzałam oczami dziecka, zatrzymał się czas i wszystko stało się bardzo proste. Nie było wczoraj i jutro, tylko teraz. Radość jaka płynie z tych malutkich serduszek bardzo mnie ujmuje, zachwyt motylkiem, ważką …oglądanie przez pół godziny ropuchy, jaka ciekawość świata i mnóstwo energii i siły.
Na tych delikatnych twarzyczkach ciągły zachwyt i entuzjazm, życie pełne barw, niezakłamane i szczere. Ileż tam miejsca na pogodę ducha, na nowe informacje, ileż ciekawości i wręcz wścibskości. Na każdym kroku ogrom wyobraźni, niczym nie zmąconej wiary w siebie i ile poczucia wartości. Gdzież to wszystko w dorosłym człowieku? Och mieć mądrość i doświadczenie i patrzeć na świat oczami dziecka…
Zrobiłam maluszkom jaglany budyń, i ile było zachwytów, radości i pochwał. Ach, jak fajnie być dzieckiem 🙂